Dusza - odpowiedź na tekst Joanki, Aoosteen.
Ów tekst jest odpowiedzią na artykuł: "Jak to jest z tą duszą? - polemika z tekstem Jabby Co się dzieje po śmierci?" autorki przedstawiającej się: Joanka (a także Aoosteen w innym tekście).
Autorka powołuje się na wiele tekstów biblijnych co może sugerować czytelnikom, że swoje poglądy opiera na tej księdze. Zapraszam zatem - oczywiście tych, których to interesuje - do rzetelnego zbadania dowodów, jakie ukażą niezwykłą wręcz nieuczciwość autorki polegającą miedzy innymi na manipulowaniu tekstem, wyrywaniu poszczególnych wersetów z kontekstu i użyciu ich wbrew intencjom pisarzy (czyli stosowaniu technik, które zarzuca Świadkom Jehowy).
W tym celu posłużę się powszechnie uznaną metodą: zacytuję tekst autorki, po czym innym kolorem podaję swoją odpowiedź.
Oto kolor tekstu autorki, łącznie z cytatami, na jakie się powołuje
A to kolor mojego tekstu
Tym kolorem oznaczam cytowane przeze mnie teksty biblijne
Zacznijmy od księgi Rodzaju.
Stwarzając człowieka Bóg nie zamierzył, że przeżyje kilkadziesiąt lat i umrze. Człowiek miał żyć wiecznie. Wynika to choćby z wypowiedzi z Rodzaju 2:17, gdzie Bóg wspomina Adamowi o śmierci, ale powiedział, iż umrze w przypadku gdy złamie podany mu zakaz dotyczący owoców z drzewa poznania dobra i zła.
Gdyby się nie zbuntował i nie złamał owego zakazu, to co by się stało? Logika podpowiada, iż żyłby do dziś. Nie byłoby wtedy potrzeby mówić o nieśmiertelności duszy. Ale Adam się zbuntował - zgrzeszył i umarł. Co się z nim stało po śmierci? Zapowiedź tego co miało się z nim stać jest wyraźna i prosta: "Wrócisz do ziemi, gdyż z niej zostałeś wzięty. Bo prochem jesteś i do prochu wrócisz" (Rodzaju 3:19). Ani jednego słowa o dalszym życiu po śmierci. Adam powrócił zatem do stanu w jakim się znajdował zanim został stworzony - czyli do stanu nieistnienia. Gdyby miało być inaczej oznaczałoby to, że Bóg go oszukał, gdyż nie powiedział mu całej prawdy co się z nim stanie gdy zgrzeszy i umrze.
Namawiając ludzi do buntu przeciw Bogu, to Szatan Diabeł powiedział im: "Z całą pewnością nie umrzecie." Tylko tym sposobem mógł sprawić, że wizja przeciwstawienia się Bogu nie była dla nich taka straszna. To pierwsze kłamstwo religijne stało się podwaliną nauki o nieśmiertelności duszy ("Z całą pewnością nie umrzecie") . Od tamtej pory różne kulty religijne wśród swych nauk zawierały naukę o nieśmiertelnym życiu po śmierci. Natomiast czyste nauki religijne pochodzące od prawdziwego Boga, nigdy nie zawierały myśli o pośmiertnym bytowaniu nieśmiertelnej duszy. Nieśmiertelność duszy ludzkiej jest wybitnie fałszywą nauką demonów. Dlatego znalazła się wśród wierzeń praktycznie wszystkich religii pogańskich. Z biegiem czasu za pośrednictwem filozofów greckich przeniknęła do odstępczego chrześcijaństwa.
Tyle tytułem wstępu. Teraz trochę cytatów i kontrargumentów.
Świadkowie Jehowy twierdzą, że wszelkie motywy pogańskie należy odrzucić. (...).
W tych zaledwie kilku przykładach widać, że Świadkowie Jehowy jedne idee, jakie odnajdujemy u pogan, przyjmują, inne zaś odrzucają. Tak więc żadnym argumentem przeciwko nauce o duszy nieśmiertelnej nie jest to, że o duszy uczyli też poganie. Oni, np. wyznawcy Tammuza i Adonisa, wierzyli też w zmartwychwstanie, a z tego powodu ŚJ zmartwychwstania nie odrzucają
Po tym co tu piszesz, widać, że nie zrozumiałaś o co naprawdę chodziło. Dlatego przypomnę co nieco.
Otóż, chodziło o to, że nauka o nieśmiertelności duszy nie jest nauką chrześcijańską, ani też nie ma o niej wzmianek w naukach, które otrzymali Izraelici będący narodem wybranym przez Boga. Nauka ta jest o wiele starsza i nie ma nic wspólnego z religią prawdziwą. Chcąc zatem praktykować religię prawdziwą nie można do jej nauk włączać wierzeń religii fałszywej ("Trochę zakwasu, zakwasza całe ciasto" - Galatów 5:9). Jednak chrześcijańska nauka o zmartwychwstaniu - która nie jest obca także poganom - nie została zaczerpnięta z religii fałszywej, lecz o tej nadziei sam Bóg poinformował swoich sług, dlatego Świadkowie Jehowy jej nie odrzucają (to, że np. poganie jedli chleb powinno oznaczać, że chrześcijanie mają go odrzucić?...). Jesteś w wielkim błędzie jeśli sądzisz, że powinni oni odrzucać jakieś wierzenie, bo niektóre ludy pogańskie też wierzą podobnie - to jest nielogiczne. Kluczowe znaczenie ma to, czy dana nauka została objawiona przez prawdziwego Boga, czy naucza o niej Słowo Boże - Biblia.
Jabba pisze, że słowo >>dusza<< w Biblii odnosi się do człowieka lub zwierzęcia albo do życia jakim się cieszy człowiek lub zwierzę.
Ponadto trzeba się zastanowić, czy jeżeli dusza człowieka JEST tą osobą, jak dusza może wyjść z człowieka (Rdz 35: 18 - Toteż gdy jej dusza uchodziła (ona bowiem umarła) ...) albo wrócić do tej osoby (1Kl 17: 21 - ...Boże mój, spraw, proszę, by dusza tego dziecka wróciła do niego )?
Cóż, mamy tu do czynienia z sytuacją, w której cytujesz czyjąś wypowiedź, starasz się wykazać jej wady jednocześnie jej nie rozumiejąc. W związku z tym ułożę tą wypowiedź w sposób bardziej przejrzysty. Otóż: ">>dusza<< w Biblii odnosi się do: 1) człowieka, lub: 2) zwierzęcia, albo: 3) do życia jakim się cieszy człowiek lub zwierzę."
W obydwu cytowanych fragmentarycznie wersetach chodzi nie o punkt nr 1), lecz o punkt nr 3), czyli jest tam mowa o "życiu" jakim cieszyły się opisywane osoby. W tym znaczeniu "życie" uchodziło z Racheli (umierała), i w tym też znaczeniu Bóg miał przywrócić "życie" zmarłemu dziecku. Nie jest to żadna "rozdzielność ciała i duszy", lecz użycie słowa "dusza" w znaczeniu samego "życia".
W dwóch wskazanych już przeze mnie przykładach (Rdz 35:18 oraz 1Kl 17:21) wykazano rozdzielność ciała i duszy. Przykład z Rdz 35:18 wyraźnie wskazuje, że człowiek umarł, jednak z duszą coś się działo
(nie przestała ona istnieć), bowiem, jak stwierdza Biblia, dusza uchodziła z człowieka... Świadkowie Jehowy mogą twierdzą, że użycie w tym wersecie zwrotu dusza oznacza życie osoby. Zadajmy sobie jednak pytanie: czy może uchodzić życie z kogoś, kto już nie żyje, kto już nie ma życia? Odpowiedź jest chyba oczywista, że tak być nie może...
Rodzaju 35:18 to typowy przykład manipulacji tekstem, o jaką posądzasz Świadków Jehowy. Dlaczego nie cytujesz całego tekstu do końca? Bo jest niewygodny? Dokończę go zatem, dodając jeszcze istotny werset 19: "Toteż gdy jej dusza uchodziła (ona bowiem umarła), nadała mu imię Ben-Oni; lecz jego ojciec nazwał go Beniamin. I Rachela umarła, i pogrzebano ją przy drodze do Efratu, czyli Betlejem." Dziwne prawda? Dusza z niej uszła, ona umarła, a potem nadała imię swemu synowi a potem znów umarła... doprawdy zastanawiające. Sprawdź zatem, że uwaga podana w nawiasie pasuje do kontekstu, z którego wynika, że Rachela zmarła zaraz po porodzie swego dziecka zdążywszy jeszcze nadać mu imię. Werset 16 i 17 wyjaśnia, że miała ciężki poród, dlatego dalej wspomniano, że dusza (w znaczeniu "życia" jakim się cieszyła) z niej uchodziła. Traciła przecież siły stopniowo. Nie było tak, że świetnie się czuła i nagle nie wiadomo skąd umarła. Do tego odnosi się wypowiedź, iż życie (czyli dusza) z niej uchodziło - ci, którzy z nią byli orientowali się, że słabnie i umiera. Osłabiona, lecz nadal żyjąca wyraziła swą wolę co do imienia dziecka, po czym zmarła. Kiedy umarła, została pochowana i nic się dalej z tą duszą nie działo, nie doszukasz się tam takiej informacji.
Podobnie w 1Kl 17:21; tam mamy do czynienia z kimś, kto umarł, a jednak Eliasz woła, by dusza wróciła do zmarłego dziecka, choć wg Świadków Jehowy dziecko, osoba, a więc i jego dusza nie żyją. Znów postawmy sobie pytanie: czy można chcieć, by wróciło coś, co jest martwe? Czy taka prośba jest logiczna? Można prosić o powrót czegoś, co istnieje, a nie o coś, czego nie ma... Gdyby rzeczywiście dusza przestała istnieć w chwili, gdy zmarło owe dziecko z 1Kl 17:21, to czy Eliasz nie powinien prosić o stworzenie nowej duszy dla tego dziecka?
U podstaw tej argumentacji leżą te same błędne założenia co we fragmencie powyżej. Eliasz woła do Boga by dusza, czyli "życie" owego martwego już dziecka do niego powróciło - "życie", którym wspomniane dziecko się cieszyło. Skoro Eliasz prosi o to by Bóg przywrócił "życie" temu dziecku to nie ma potrzeby stwarzać niczego nowego.
Jak widać nie ma tu żadnych sprzeczności. Twoja argumentacja jest zupełnie nie trafiona gdyż opiera się na błędnych założeniach (próbujesz walczyć z czymś czego nie ma, dodatkowo nieuczciwie posługując się cytatami).
Jabba pisze, że stan umarłych jasno przedstawiono w Księdze Kaznodziei 9:5, (...), gdzie czytamy: "Żyjący są świadomi tego, że umrą. Lecz umarli nie są świadomi niczego." Jest to koronny argument Świadków Jehowy mający potwierdzać ich tezę, że ludzka dusza umiera w chwili śmierci człowieka. Przypatrzmy się jednak, jaki jest wydźwięk i kontekst tej Księgi (tj. Księgi Kaznodziei, nazywanej również Księgą Koheleta bądź Eklezjasty)...
Co do Koh 9:10, 3:20n., to autor ciągle mówi: Powiedziałem sobie (np. Koh 3:18) lub stawia wiele znaków zapytania ( Któż pozna...? Koh 3:21). Jest więc pełen wątpliwości i zwątpienia. Wszystko nazywa marnością (ok.33 razy np. Koh 1:2). Wątpi w zapłatę po śmierci, gdyż nie zna objawienia Chrystusowego (Koh 9:5 por. 2Kor 5:10). Uważa też, że Ten sam spotka los sprawiedliwego, jak i złoczyńcę (Koh 9:2 por. J 5:28n.). Zaś w Koh 9:10 stwierdza, że wszystkie zamiary i projekty życiowe trzeba wykonać teraz, bo nie mają one wartości po śmierci (w Szeolu), bo człowiek nie może ich wtedy dokończyć. Dopiero na końcu, po długich przemyśleniach Kohelet ukazuje swą wiarę w życie pozagrobowe (przypis Biblii Poznańskiej - Koh 12:7, podobnie przypis w Biblii Tysiąclecia do Koh 3:21 mówi, że autor wierzy, że duch ludzki wraca po śmierci do Boga).
Znowu odwołam się do fragmentu z Księgi Koheleta 9:5, gdzie czytamy, że umarli nie są świadomi niczego... Pokazałam już pokrótce, że słów wypowiedzianych przez Koheleta nie należy przyjmować dosłownie, gdyż są to słowa człowieka wątpiącego; poza tym w wielu miejscach, jak np. w Koh 3:18 (powiedziałem sobie) stwierdza on, że jego rozważania są jego słowami. Ponieważ jak Jabba sam napisał: Wiara (...) opierać się ma na Piśmie Świętym przypatrzmy się zatem, co o bytowaniu po śmierci mówi nam Biblia
Ten sposób argumentacji jest doprawdy nielogiczny i niekonsekwentny. Po podważeniu zaufania do wypowiedzi biblijnych chcesz się powoływać na autorytet tej księgi? To jest co najmniej nie na miejscu. Tym sposobem tylko sama sobie zaprzeczasz. Najpierw Salomon (bo o nim mowa) gdy twierdzi, że "umarli nie są świadomi niczego" jest człowiekiem wątpiącym, ale gdy mówi coś na co Ty chcesz się powołać, to już nie jest "wątpiący"? Zadziwiająco przewrotna argumentacja...
(Tak na marginesie: powołujesz się na kilka fragmentów z księgi Kaznodziei, które zaprzeczają teorii o jakimś życiu po śmierci).
Ponadto wyrywając takie wypowiedzi z kontekstu, można by udowadniać, że każdy pisarz biblijny był wątpiący, albo wyrażał swoją prywatną opinię i odrzucać to co mówią. Oto kilka przykładów:
"Wody kradzione są słodkie, a chleb jedzony potajemnie jest miły" (Przysłów 9:17). Salomon zachęca do nieuczciwości?
"Mówię na sposób ludzki ze względu na słabość waszego ciała; bo jak oddawaliście wasze członki jako niewolników nieczystości i bezprawia - ku bezprawiu, tak teraz oddawajcie wasze członki jako niewolników prawości - ku świętości" (Rzymian 6:19). Apostoł mówi na sposób ludzki , a nie Boży? Powinno to w myśl argumentacji autorki podważać jego nauki?
"Jeżeli rzeczywiście nie ma zmartwychwstania umarłych, to i Chrystus nie został wskrzeszony. Ale jeśli Chrystus nie został wskrzeszony, to z całą pewnością daremne jest nasze głoszenie i daremna jest nasza wiara" (1 Koryntian 15:13, 14). Czyżby to był apostoł wątpiący w zmartwychwstanie i sens swojej wiary? Czyż nie pisze dalej: "Jeśli umarli nie mają być wskrzeszeni, to jedzmy i pijmy, bo jutro pomrzemy" (1 Koryntian 15:32). Czy apostoł zachęca do wyzbycia się wszelkich ograniczeń i życia jak poganie?
Zaznaczam, że celowo wyrwałem dane fragmenty z kontekstu i użyłem ich wbrew intencjom pisarzy, aby wykazać, że tym sposobem możliwe jest wprowadzenie kogoś w błąd, a przy tym wywołanie wrażenia, że tego uczy Pismo Święte. Taką oszukańczą technikę nieustannie stosuje autorka tekstu: "Jak to jest z tą duszą? - polemika z tekstem Jabby Co się dzieje po śmierci? "
Poza tym Koh 12:7 nie jest dowodem na życie pozagrobowe. Oto treść: "Wtedy proch wraca do ziemi, tak jak był, duch zaś wraca do prawdziwego Boga, który go dał." Zauważmy, że występuje tu słowo "duch", a nie dusza. Czym jest ten "duch"? Na rozróżnienie "ducha" od "duszy" wskazuje np. Hioba 12:10: "W którego ręku jest dusza każdego, kto żyje oraz duch wszelkiego ciała człowieczego." Ponadto, dlaczego ów duch z Koch 12:7 "wraca" do Boga? Żeby gdzieś wrócić, trzeba wcześniej tam być... Wynika z powyższego, że ten "duch" to coś innego niż nieśmiertelna dusza (jest to jednak następny obszeryn temat na inną okazję).
A oto kilka innych tekstów biblijnych, w których występuje słowo dusza:
"I przemówił Bóg: Niech się zaroją wody rojem dusz żyjących (...) I przemówił Bóg: Niech ziemia wyda żyjące dusze według ich rodzajów, zwierzę domowe i inne poruszające się zwierzę oraz dzikie zwierzę ziemi" (Rodzaju 1:20, 24). Czyżby zwierzęta też miały nieśmiertelne dusze? Gdzie miałyby się znajdować po śmierci?
"Bóg przystąpił do kształtowania człowieka z prochu ziemi, i tchnął w jego nozdrza dech życia i człowiek stał się duszą żyjącą" (Rodzaju 2:7). Człowiek "stał się duszą", a nie dostał duszę.
"Jeśli ktoś, jakaś dusza zgrzeszy, przez to, że usłyszał przekleństwo w miejscu publicznym (...), a o tym nie powiadomi, to odpowiada za swoje przewinienie. Albo gdy ktoś, jakaś dusza, dotknie czegoś nieczystego, czy to padliny nieczystego dzikiego zwierzęcia (...) jest nieczysty. Albo jeśli ktoś, jakaś dusza przysięga mówiąc nierozważnie swymi wargami, że wyrządzi zło lub wyświadczy dobro w czymkolwiek, co człowiek mógłby nierozważnie powiedzieć w przysiędze (...), to zawinił. (...). I za swój grzech, który popełnił, przyprowadzi do Jehowy swój dar ofiarny za przewinienie, mianowicie samicę z trzody, owieczką lub kózkę z kóz, jako dar ofiarny za grzech; a kapłan dokona przebłagania za jego grzech" (Kapłańska 5:1-6). Po śmierci?
"Każda bowiem dusza, która nie będzie się trapić w tym właśnie dniu, zostanie zgładzona spośród swego ludu. A co się tyczy każdej duszy, która by w tym dniu wykonywała jakąkolwiek pracę - ja zgładzę tę duszę spośród jej ludu. (...) Jest to dla was sabat całkowitego odpoczynku" (Kapłańska 23:29-32).
"A jako podatek dla Jehowy pobierz od wojowników, którzy wyruszyli na wyprawę wojenną, jedną duszę z pięciuset, z ludzi i ze stada i z osłów i z trzody" (Liczb 31:28).
"I twoje oko nie ma się użalić: dusza będzie za duszę, oko za oko, ząb za ząb, ręka za rękę, noga za nogę" (Powtórzonego Prawa 19:21).
"Jeśli jakiś mężczyzna zostanie przyłapany na tym, że porwał kogoś, jakąś duszę" (Powtórzonego Prawa 24:7) Kidnaping po śmierci?
"I każdą duszę, która w nim (mieście Chacor) była wybili ostrzem miecza, wydając je na zagładę. Nie pozostało nic co oddycha, a Chacor spalili ogniem" (Jozuego 11:11). Czy nieśmiertelne i niematerialne dusze można wybić ostrzem miecza?
"Te miasta wyznaczono dla wszystkich synów Izraela i dla osiadłego przybysza, który przebywa pośród nich jako przybysz, żeby mógł tam uciec każdy, kto nieumyślnie ugodził śmiertelnie jakąś duszę" (Jozuego 20:9).
"Jak długo będziecie drażnić moją duszę?" (Hioba 19:2) (rozmowa Hioba z przyjaciółmi, którzy go odwiedzili).
"Bo wyzwolił ich duszę od śmierci i zachował ich przy życiu podczas klęski głodu" (Psalm 33:19).
"Bo nasza dusza pochyliła się aż do prochu; brzuch nasz przylgnął do ziemi" (Psalm 44:25).
"Dusza moja nie mogła zasnąć ze smutku" (Psalm 119:28).
"I włożę go ("kielich złości") w rękę drażniących cię, którzy powiedzieli do twej duszy: Nachyl się, żebyśmy przeszli, tak iż ze swych pleców uczyniłaś jakby ziemię i jakby ulicę dla przechodzących" (Izajasza 51:23). Zapraszam do sprawdzenia kontekstu. W tym miejscu cały naród wybrany przez Boga został przyrównany do "niewiasty" i upokorzony przez inne ludy, które niejako mówiły do jej "duszy": "Nachyl się"...itd. Czy to oznacza, że cały naród ma jakąś jedną nieśmiertelną duszę mogącą żyć po śmierci, zagładzie owego narodu?
"Dlatego dam mu dział wśród wielu i z mocarzami będzie dzielił łup ponieważ wylał na śmierć swą duszę i do występnych został zaliczony; i on poniósł grzech wielu ludzi" (Izajasza 53:12). Czy dusza jest materiałem płynnym, żeby mogła być wylana i to na śmierć? Jest to proroctwo odnoszące się do Jezusa, który odniósł je do swojej osoby w Mateusza 20:28 (zacytowany nieco niżej).
"Ponadto na połach twych szat znaleziono ślady krwi dusz ludzi niewinnych i ubogich" (Jeremiasza 2:34). Czy niematerialne dusze mogą mieć materialną krew?
"Kobieta, która urodziła siedmioro, zmarniała; jej dusza z trudem łapała oddech" (Jeremiasza 15:9). Czy niematerialna dusza oddycha?
"Oto wszystkie dusze należą do mnie. Jak dusza ojca, tak i dusza syna należy do mnie. Dusza, która grzeszy, ta umrze (...). Dusza, która grzeszy ta umrze. Syn nie będzie niczego ponosił za przewinienie ojca, a ojciec nie będzie niczego ponosił za przewinienie syna" (Ezechiela 18:4, 20).
"Tak jak Syn człowieczy nie przyszedł po to, by mu usługiwano, lecz by usługiwać i dać swoją duszę jako okup w zamian za wielu" (Mateusza 20:28).
"A teraz Jehowo, proszę odbierz mi moją duszę, bo lepiej mi umrzeć niż żyć" (Jonasza 4:3). Zagniewany na Boga Jonasz pragnąłby umrzeć gdyby wiedział, że po śmierci może być potępioną duszą? Dlaczego mówi: "odbierz mi moją duszę" ?
"Ochrzczono więc tych, którzy ochoczo przyjęli jego słowo, a tego dnia zostało dołączonych około trzech tysięcy dusz. I dalej trwali w nauce apostołów i dzieleniu się ze sobą" (Dzieje 2:41, 42).
"Doprawdy, każda dusza, która by nie słuchała owego Proroka, zostanie doszczętnie wytępiona spośród ludu" (Dzieje 3:23).
"W jednym mieście po drugim duch święty wielokrotnie składa mi świadectwo, mówiąc, iż czekają mnie więzy i udręki. Ja jednak bynajmniej nie cenię drogo swej duszy, bylebym tylko dokończył mego biegu i oraz usługiwania, które przyjąłem od Pana Jezusa - żeby złożyć dokładne świadectwo na rzecz dobrej nowiny o niezasłużonej życzliwości Bożej" (Dzieje 20:23, 24).
"A wszystkich razem było nas na statku dwieście siedemdziesiąt sześć dusz" (Dzieje 27:37). Statek widmo? Z apostołem na pokładzie?
"Które niegdyś okazały nieposłuszeństwo, gdy cierpliwość Boża wyczekiwała za dni Noego - w czasie budowy arki, w której niewiele osób, to jest osiem dusz, zostało bezpiecznie przeprowadzonych przez wodę" (1 Piotra 3:20). "Osób, to jest dusz".
Nawet gdyby ktoś nie chciał uznać prawdziwości wypowiedzianego przecież pod natchnieniem Boga oświadczenia z księgi Kaznodziei 9:5, że "umarli nie są świadomi niczego" , to ma i tak dość materiału do przemyśleń nad tym co według innych pisarzy biblijnych oznacza "dusza". Określenie to pojawia się przecież w całej Biblii ponad 850 razy.
Jeżeli Biblia ma się okazać Słowem Bożym, to różne jej fragmenty nie mogą zaprzeczać sobie nawzajem, lecz razem wzięte wspólnie tworzą pełny obraz jakiejś nauki.
Odnośnie Iz 14: 9 - 17, jeżeli po śmierci nie ma świadomości jak to możliwe, że Szeol zadrżał z twego powodu, gdy przybędziesz (w. 9), w jaki sposób dusze w Szeolu odzywają się i mówią do ciebie (w. 10 - 11), jak mogą być dusze w Szeolu, kiedy: zobaczą, będą się tobie przypatrywać; będą cię uważnie oglądać, mówiąc: ,Czy to ten mąż... (w. 16 - 17)? Czy byłoby to możliwe, skoro wg Świadków Jehowy po śmierci nie ma świadomości?
Oto kolejna manipulacja tekstem, na który się powołujesz. W tym fragmencie nawet jeden raz nie występuje słowo "dusza" czy "dusze" (nawet w katolickiej Biblii Tysiąclecia). Kiedy jest mowa o Szeolu powiedziano, że znajdujący się tam są "bezsilni w śmierci". (Dlaczego nie wyjaśniasz czym jest Szeol?).
A oto cały tekst na który się powołujesz (dodam jednak jeszcze jeden ciekawy werset poprzedzający ów fragment):
"Nawet drzewa jałowcowe rozradowały się tobą, także cedry Libanu, mówiąc: Odkąd ległeś, nie wychodzi przeciwko nam żaden drwal. Nawet Szeol w dole zadrżał z twego powodu, aby się z tobą spotkać, gdy przybędziesz. Z twego powodu obudził tych, którzy są bezsilni w śmierci, wszystkich kozłowatych przywódców ziemi. Sprawił, że ze swoich tronów powstali wszyscy królowie narodów. Wszyscy oni odzywają się i mówią do ciebie: Czy i ty osłabłeś jak my? Czy uczyniono cię podobnym do nas? Do Szeolu strącono twą pychę, dźwięk twych instrumentów strunowych. Pod tobą rozścielone są czerwie niczym posłanie; a robaki są twym przykryciem. O jakże spadłeś z nieba, jaśniejący, synu jutrzenki! Jakże zostałeś powalony na ziemię, ty, który obezwładniałeś narody! A przecież ty rzekłeś w swoim sercu: Wstąpię aż na niebiosa, wyniosę swój tron ponad gwiazdy Boże i zasiądę na górze spotkania, w najdalszych stronach północy. Wstąpię ponad wyżyny obłoków; upodobnię się do Najwyższego. Jednakże zostaniesz strącony do Szeolu, do najdalszych części dołu. Ci, którzy cię zobaczą, będą się tobie przypatrywać; będą cię uważnie oglądać, mówiąc: Czy to ten mąż, który sprawiał, że drżała ziemia, który trząsł królestwami, który żyzną krainę upodobnił do pustkowia i który zburzył jej miasta, który swym więźniom nie otwierał drogi do domu?"
Teraz kilka pytań do tekstu:
Czy drzewa mogą się "radować", albo "mówić"? Czy Szeol jest osobą, żeby mógł "się spotkać" z przybywającym do niego? W jaki sposób "obudził" "bezsilnych w śmierci"? Czy w Szeolu istnieje podział na "narody" i czy mają tam ustanowionych "królów"? Czy do tego Szeolu można "strącić pychę i dźwięk instrumentów strunowych"? No i co tam robią te "robaki"? Ponadto ten o kim tu mowa, do Szeolu spada "z nieba"... Kogo dotyczy ten opis? Co to za "mąż", o którego tak pytają inni "bezsilni w śmierci" znajdujący się w Szeolu? Werset 4 wyjaśnia: "Wygłosisz tę przypowieść przeciwko królowi Babilonu", a werset 22, mówi: "I wytracę z Babilonu imię, i ostatek, i potomstwo, i potomność - brzmi wypowiedź Jehowy Zastępów."
Z tych wszystkich szczegółów widać wyraźnie, że jest to poetyckie ujęcie nadchodzącego złamania potęgi Babilonu. To potężne mocarstwo dominujące nad wieloma narodami miało się stać niczym martwy człowiek, "bezsilny w śmierci" - po prostu poezja w połączeniu z personifikacją, a nie nauka o nieśmiertelnej duszy. Warto przy tym zauważyć, że fragment ów podkreśla bezsilność w śmierci.
Jeżeli dusza umiera w momencie, gdy umiera ciało, jak dusze z Obj 6: 9 - 11 pozabijanych wołają donośnym głosem, mówiąc: Dokądże, Wszechwładny Panie...? Tu również, jak widać, dusze mają świadomość...
Zacznijmy od tego, że księga Objawienia jest księgą symboli. Oto inne przykłady pokazujące, że do jej zrozumienia potrzeba trochę więcej wnikliwości. Nieco dalej - Objawienie 6:13,14: "A gwiazdy nieba spadły na ziemię, tak jak drzewo figowe potrząsane silnym wiatrem zrzuca swe dojrzałe figi. I niebo się odsunęło jak zwój, który jest zwijany, a każda góra i każda wyspa zostały usunięte ze swoich miejsc." Nie ulega wątpliwości, że jest to opis symboliczny, a nie dosłowny. Podobnie jest w Objawieniu 9:3, 4: "I z dymu wyszły na ziemię szarańcze, i dano im władzę - taką władzę, jaką mają ziemskie skorpiony. I powiedziano im, żeby nie wyrządzały szkody roślinności ziemi, ani niczemu zielonemu, ani żadnemu drzewu, lecz tylko tym ludziom, którzy nie mają pieczęci Boga na swych czołach." I może jeszcze Objawienie 20:14: "A śmierć i Hades wrzucono do jeziora ognia."
Tyle przykładów chyba wystarczy... Jak widać, Objawienie (Apokalipsa) jest księgą pełną tekstów o znaczeniu symbolicznym. Tak samo jest z tą niby świadomością dusz z Obj 6:9-11.
Jak to możliwe, by ktoś zmarły usłyszał głos Syna Bożego (por. Jn 5:25 - ... umarli usłyszą głos Syna Bożego, a ci, którzy usłuchają, będą żyli )
Oto kolejna manipulacja fragmentem wyrwanym z kontekstu (albo zwykły brak zrozumienia przedstawionej tam nauki - nie wiem co lepsze). Kwestię rozjaśnia wcześniejszy werset z Jana 5:24. Razem brzmią następująco: "Zaprawdę, zaprawdę wam mówię: Kto słyszy moje słowo i wierzy temu, który mnie posłał, ten ma życie wieczne i nie idzie na sąd, lecz przeszedł ze śmierci do życia. Zaprawdę, zaprawdę wam mówię: Nadchodzi godzina i teraz jest, gdy umarli usłyszą głos Syna Bożego, a ci, którzy usłuchają będą żyli."
Nasuwa się pytanie: o jakim zmartwychwstaniu Jezus mówi skoro - jak powiedział: "teraz jest"?
Kto rzetelnie czytał Biblię, ten wie, że księga ta mówi o śmierci także w sposób przenośny. Np. w Efezjan 2:1, 2 apostoł Paweł pisze: "Ponadto [Bóg ożywił] was, chociaż byliście martwi w swych wykroczeniach i grzechach, w których swego czasu chodziliście." W liście do Kolosan 2:13 pisze: "Co więcej, chociaż byliście martwi w swych wykroczeniach i w nieobrzezaniu waszego ciała, Bóg was razem z nim ożywił. Życzliwie przebaczył wam wszystkie wasze wykroczenia." Pisze do martwych, którzy ożyli? Oczywiście, że nie! Daje do zrozumienia, iż ludzie dopuszczający się grzechu są z Bożego punktu widzenia martwi, ponieważ jeśli nie zaprzestaną grzechu, to w końcu zginą na zawsze. Ci natomiast, którzy "słuchają" napomnień i pod ich wpływem porzucają drogę grzechu, dostępują przebaczenia i zostają w tym sensie "ożywieni". W tym znaczeniu Jezus mówił o umarłych, którzy 'słuchali jego słów' i okazywali wiarę ("kto słyszy moje słowo i wierzy") . Tacy przeszli ze śmierci do życia. Na takie znaczenie tego fragmentu wskazuje fakt, iż Jezus mówi o tej przemianie w czasie przeszłym i teraźniejszym.
A oto jeszcze inne przykłady zastosowania słowa "martwy" w odniesieniu do żyjących: "Wtedy inny spośród uczniów rzekł do niego: Panie pozwól mi najpierw odejść i pogrzebać mego ojca. Jezus rzekł do niego: stale chodź za mną, a niech umarli grzebią swych umarłych" (Mateusza 8:21, 22), albo: "Natomiast ta, która oddaje się dogadzaniu zmysłom, jest martwa, chociaż żyje" (1 Tymoteusza 5:6).
Z uwagi na znaczenie pewnych określeń, pewnych pojęć, można użyć ich w sensie przenośnym, aby coś unaocznić. Np. w 1 Koryntian 14:20 apostoł Paweł napisał: "Bądźcie jednak niemowlętami co do zła". Nie zachęca w tym miejscu, aby się cofnąć w rozwoju, lecz aby nie dopuszczać się zła jak to jest w przypadku niemowląt, które zła nie czynią. W podobny sposób apostoł używa pojęcia śmierci. Mówi, aby chrześcijanie umarli dla grzechu. Gdyby wierzył w życie po śmierci, to jaki sens miałaby ta zachęta? Oznaczałaby jedynie dalsze życie dla grzechu, tylko trochę inaczej. Wypowiedź ta ma sens jedynie wtedy, gdy po śmierci nie ma żadnej aktywności i nie można nic robić. W taki właśnie sposób chrześcijanie maja umrzeć dla grzechu.
"Zdrowy rozsądek, jak również szacunek do Słowa Bożego, nakazują, by przy rozpatrywaniu jakiejkolwiek kwestii związanej z wiarą chrześcijańską, brać pod uwagę wszystkie wersety z Biblii o danym temacie mówiące, nie zaś te, które nam najbardziej pasują na podparcie swojej tezy."
I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz nie mogą zabić duszy, ale raczej bójcie się tego, który może i duszę, i ciało zgładzić w Gehennie. (Mt.10:28, Przekład Nowego Świata)
Widać również, że człowiek nie ma możliwości zabić duszy (zabija tylko ciało); duszę może zabić tylko i jedynie Bóg.(...) Dusze może zabić tylko Bóg, zaś człowiek zabijając drugiego człowieka możliwości takiej nie ma.
Wyjaśnij najpierw czym jest owa Gehenna, w której tylko Bóg może zgładzić duszę...
Otóż, znaczenie pojęcia "Gehenna" jest bardzo ważne jeśli ktoś chce wiedzieć o czym Jezus naprawdę mówił. Jest to jednak dość obszerny temat. Dlatego (przynajmniej na razie) poruszę tą sprawę dość ogólnie. Określenie to odnosiło się do doliny Hinnoma znajdującej się tuż poza murami Jeruzalem. Kiedyś służyła jako miejsce pogańskiego kultu. Aby miejsce to przestało się nadawać do odrażających praktyk religijnych, zamieniono je na wielkie wysypisko śmieci, gdzie nieustannie podtrzymywano ogień, w którym spalano wszelkie odpadki. Zdarzało się, iż wrzucano tam ciała przestępców oraz innych zmarłych, których uznano za niegodnych tradycyjnego pochówku. Jednak nigdy nie wrzucano tam żywych ludzi. Gehenna stała się zatem symbolem całkowitego zniszczenia, bez możliwości odzyskania tego co tam wrzucono.
Co zatem miał na myśli Jezus w Mateusza 10:28? Chodziło o duszę w znaczeniu "życia". Jezus raz po raz przygotowywał swych uczniów na rozmaite prześladowania. Według Jana 16:2 powiedział: "Wykluczą was z synagogi. Doprawdy, nadchodzi godzina, gdy każdy kto was zabije, będzie mniemał, że spełnia świętą służbę dla Boga." Obawa przed prześladowaniem mogącym nawet skończyć się śmiercią, mogłaby sprawić, że ktoś z uczniów Jezusa wyparłby się swej wiary (dobrze ilustruje to przykład Piotra, który kilkakrotnie zaparł się Jezusa ze strachu przed ludźmi).
Jak mówi księga Przysłów 29:25: "Drżenie przed człowiekiem zastawia sidło". Dlatego Jezus wyjaśnił uczniom kogo powinni się bać. Nie człowieka, który może nas tylko zabić, lecz nie jest w stanie wyrządzić nam już większej szkody. Jakiej? Otóż, żaden człowiek nie ma wpływu na to czy Bóg nas wzbudzi z martwych w przyszłości, czy nie - czy przywróci nam nasze "życie", czyli duszę. Gdybyśmy natomiast bojąc się prześladowań, porzucili swą wiarę oraz chrześcijański tryb życia, wtedy Bóg mógłby zgładzić nie tylko nasze doczesne życie, lecz także nasze widoki na przyszłe "życie" po zmartwychwstaniu - inaczej mówiąc "zgładzić w Gehennie" symbolizującej całkowite zniszczenie bez możliwości odzyskania tego co do niej wrzucono.
Zobaczmy jak treść z Mateusza 10:28 przedstawia równoległe sprawozdanie Łukasza 12:4, 5: "Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nie są w stanie nic więcej uczynić. Ale wskażę wam kogo się bać: Bójcie się tego, który gdy zabije, ma władzę wrzucić do Gehenny." Człowiek, gdy zabije kogoś drugiego, nie ma władzy orzekania czy jego ofiara znajdzie się w Szeolu (Hadesie), z którego jest zmartwychwstanie, czy raczej znajdzie się w Gehennie, z której zmartwychwstania nie ma. Taką władzę orzekania ma jedynie Bóg. Z tego powodu bojaźń przed Bogiem powinna dominować nad bojaźnią przed człowiekiem.
Słowo "Gehenna" pojawia się w Biblii kilkakrotnie. Między innymi w Mateusza 23 rozdziale. Jezus ostro krytykuje tam uczonych w piśmie i faryzeuszy między innymi za to, że zamykają królestwo niebios przed ludźmi i przez to podlegają sądowi Gehenny. Natomiast w Marka 9:47, 48 mówi o Gehennie tak: "Jeśli zaś gorszy cię twoje oko, odrzuć je; lepiej jest dla ciebie wejść jednookim do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu zostać wrzuconym do Gehenny, gdzie ich czerw nie umiera, a ogień nie jest gaszony." W tym miejscu nasuwa się pytanie: co to za "czerw", który "nie umiera" w Gehennie, podczas gdy zniszczona tam może być dusza i ciało? Czerw, to "robak". Takiego też słowa w tym miejscu używają inne przekłady Biblii (np. Biblia Tysiąclecia, Biblia warszawska). Co to zatem za nieśmiertelny robak, który "nie umiera" w Gehennie, choć 'ogień w niej nie jest gaszony'? Pokazuje to, że wypowiedzi Jezusa dotyczące Gehenny zawierają informacje o znaczeniu symbolicznym i dosłowne ich rozumienie może zaciemnić proste nauki biblijne.
Jeżeli ktoś uznaje Biblię za natchnione Słowo Boże, ten wie, że jedne fragmenty tej księgi nie mogą zaprzeczać drugim. Jeśli zatem chce się poznać prawdę na jakiś temat, wtedy najlepiej poszukać najpierw przejrzystych i niedwuznacznych wypowiedzi na daną sprawę. Dopiero potem można rozpatrywać trudniejsze fragmenty, które mogą mieć znaczenie symboliczne, lub być zwykłymi przenośniami. Na przykład w Mateusza 23:24 Jezus potępił faryzeuszy nazywając ich 'ślepymi przewodnikami, którzy odcedzają komara, lecz połykają wielbłąda.' Faryzeusze rzeczywiście przecedzali różne płyny - np. wino - żeby nie połknąć komara i nie stać się przez to ceremonialnie nieczyści. Ale czy mamy wobec tego wierzyć, iż możliwe jest także połknięcie wielbłąda? Ktoś powie: przecież tak uczy Biblia... Przykład, jaki podaję jest może bardzo, bardzo prosty, ale ukazuje o co chodzi. Nauki Jezusa zawierały różnego rodzaju przenośnie, porównania, hiperbole, personifikacje, tak że gdyby wszystko rozumieć dosłownie, doszukalibyśmy się wielu sprzeczności w samych naukach Jezusa.
W Piśmie Świętym jest wiele prostych i bezpośrednich wzmianek wyraźnie wskazujących, że człowiek nie ma nieśmiertelnej duszy przeżywającej śmierć ciała. Dlatego wypowiedź Jezusa z Mateusza 10:28 nie może odnosić się do pośmiertnego bytowania nieśmiertelnej duszy, lecz oznacza coś zupełnie innego. Podobne założenia należy przyjąć także przy rozważaniu przypowieści Jezusa o bogaczu i Łazarzu, która omówiona zostanie nieco niżej.
A teraz twierdzenie autorki: Widać również, że człowiek nie ma możliwości zabić duszy (zabija tylko ciało); duszę może zabić tylko i jedynie Bóg.(...) Dusze może zabić tylko Bóg, zaś człowiek zabijając drugiego człowieka możliwości takiej nie ma.
Jak wobec tego wyjaśnić te fragmenty, które mówią o tym jak ludzie zabijają dusze? Oto przykłady: "I każdą duszę, która w nim (mieście Chacor) była wybili ostrzem miecza, wydając je na zagładę. Nie pozostało nic co oddycha, a Chacor spalili ogniem" (Jozuego 11:11). Wspomniane tu dusze wybito ostrzem miecza i uczynili to inni ludzie.
"Te miasta wyznaczono dla wszystkich synów Izraela i dla osiadłego przybysza, który przebywa pośród nich jako przybysz, żeby mógł tam uciec każdy, kto nieumyślnie ugodził śmiertelnie jakąś duszę" (Jozuego 20:9). Znowu powiedziano o człowieku - nieumyślnym zabójcy - który zabił jakąś duszę (ugodził śmiertelnie). Takich przykładów w Biblii jest znacznie więcej.
Jednakże i ci, którzy uważają, że dusza ludzka będzie istniała wiecznie i nie sposób jej zgładzić są w błędzie...
To chyba jakaś nowa nauka kościoła...
Ani Jezus, ani Apostołowie nie atakowali nauki o duszy nieśmiertelnej (jako czegoś, co może, ale nie musi umrzeć - przypis od Joanki), a znana była ona tak w judaizmie, jak i u pogan.
Zdaje się, że nie rozumiesz pojęcia: "nieśmiertelność". Jeśli jest mowa o kimś, kto może, ale nie musi umrzeć, to Słowo Boże - Biblia mówi wtedy o "życiu wiecznym". Pojawia się w niej także określenie "nieśmiertelność - np. w odniesieniu do Boga. Czy to, że Bóg jest nieśmiertelny oznacza, że "może ale nie musi umrzeć"? A gdyby umarł to kto go ożywi? Przeliteruj to, a zobaczysz różnicę: "n i e - ś m i e r t e l n o ś ć". Zwrot: "nie" przeciwstawiony jest "śmiertelności". Zwykła logika wskazuje, że "nieśmiertelny" nie-umiera, tak jak nie-żywy nie-żyje.
Poza samą logiką, Biblia mówi o Chrystusie, że dopiero po zmartwychwstaniu (a nie po śmierci) otrzymał od Boga dar nieśmiertelności i w związku z tym ma życie "nie-zniszczalne", "nie-umiera", a "śmierć nad nim nie-panuje", inaczej mówiąc: nie może umrzeć.
Św. Paweł, były faryzeusz, nigdy nie zwalczał tego poglądu, co byłoby dziwne, gdyby nie uznawał nieśmiertelności duszy. Jezus zaś, opowiedział faryzeuszom, którzy wierzyli w duszę, przypowieść >O bogaczu i Łazarzu< (Łk 16:19-31), w której zawarta jest nauka o stanie pośmiertnym. Por. Mt 23:3.
Zacznijmy od "przypowieści" - w tym także o bogaczu i Łazarzu.
Jak sama nazwa wskazuje jest to przypowieść, przykład, który ma za zadanie uwypuklić jakąś kwestię. Postacie oraz zdarzenia z przykładów Jezusa zazwyczaj mają znaczenie symboliczne.
Oto inny przykład Jezusa, który - gdyby potraktować go dosłownie, byłby niezrozumiały: "Podał im inny przykład, mówiąc: Królestwo niebios stało się podobne do człowieka, który na swym polu zasiał wyborne nasienie. Kiedy ludzie spali przyszedł jego nieprzyjaciel i między pszenicę nasiał chwastów, i odszedł. Gdy źdźbło wyrosło i wydało plon, wtedy ukazały się też chwasty. Podeszli więc niewolnicy gospodarza i rzekli do niego: Panie, czyż nie posiałeś na swym polu wybornego nasienia? Skąd się zatem wzięły chwasty? On powiedział do nich: Jakiś nieprzyjaciel, jakiś człowiek, to uczynił. Rzekli do niego: Czy więc chcesz, żebyśmy poszli i je zebrali? On powiedział: Nie, żebyście przypadkiem zbierając chwasty, nie wykorzenili wraz z nimi pszenicy. Pozwólcie obu rosnąć razem aż do żniwa, a w porze żniwa powiem żniwiarzom: Najpierw zbierzcie chwasty i powiążcie je w wiązki na spalenie, potem idźcie zgromadzić pszenicę do mojego spichrza" (Mateusza 13:24-30).
Czy była to zwykła opowieść, o tym jak jeden człowiek zaszkodził jakiemuś rolnikowi? Dla wielu niewnikliwych słuchaczy zapewne tak. Ale wnikliwi słuchacze zastanawiali się nad ukrytym głębiej sensem. Poprosili zatem Jezusa o wyjaśnienia. Mateusza 13:36-39 opisuje dalej: " Potem, rozpuściwszy tłumy, przyszedł do domu. A jego uczniowie podeszli do niego i powiedzieli: Wyjaśnij nam przykład o chwastach w polu. On, odpowiadając rzekł: Siewcą wybornego nasienia jest Syn Człowieczy, polem jest świat, a wybornym nasieniem są synowie królestwa, chwastami są synowie niegodziwca, a nieprzyjacielem, który je zasiał, jest Diabeł. Żniwem jest zakończenie systemu rzeczy, a żniwiarzami są aniołowie."
Oznacza to, że przykłady często opisują coś pod postacią symboli. Opowieść może być w związku z tym fikcyjna, gdyż ma jedynie uwypuklić ważne pojęcia. Zatem postacie oraz sytuacje mogą być wymyślone (np. "ziarno" może oznaczać ludzi, podczas gdy w innej przypowieści "ziarno" oznacza głoszone słowo - Łukasza 8:11).
Co zatem opisuje przypowieść o bogaczu i Łazarzu? W jakim kontekście Jezus ją opowiada?
Otóż przypowieść ta jest poprzedzona jeszcze innym przykładem. Jezus mówi w nim o pewnym zarządcy, który był nieuczciwy i jego pan postanowił go rozliczyć. Łukasza 16:2 mówi: "Zawołał go więc i rzekł do niego: Cóż to słyszę o tobie? Zdaj rachunek ze swego szafarstwa, bo nie będziesz mógł prowadzić domu." Miała zatem nastąpić zmiana. Ponieważ ów zarządca nie spełniał woli swego pana, lecz go oszukiwał, jego urząd miał zostać mu odebrany. Uczeni w piśmie i faryzeusze uważali siebie za takich zarządców spraw duchowych związanych z wiarą prostego ludu. Ale nie wywiązywali się dobrze z tego zadania. Jak traktowali lud, którym powinni się opiekować? Niech świadczy o tym ich wypowiedź zanotowana w Jana 7:49: "A ten tłum nie znający Prawa to ludzie przeklęci."
Ci przywódcy religijni pogardzali prostym ludem. Dodatkowo sami wydali świadectwo przeciw sobie. Dlaczego wspomniany przez nich "tłum" nie znał "Prawa"? Najwyraźniej owi przywódcy byli kiepskimi nauczycielami. Nie byli zatem dobrymi zarządcami w sprawach wiary. Ponadto - jak wyjaśnia dalej Łukasza 16:14 - faryzeusze byli chciwi na pieniądze, oni je "miłowali". Zaczęli więc kpić z Jezusa, gdy mówił o "zarządcy" i o tym, że nie da się "być niewolnikiem Boga i Bogactwa" (Łukasza 16:13, 14). Już w przykładzie o zarządcy Jezus wspomniał, że z uwagi na ich nieuczciwość nastąpi zmiana owego zarządcy, a teraz mówi o szczegółach dotyczących tej zmiany: "Aż do Jana było Prawo (Mojżeszowe) i Prorocy. Od tego czasu jako dobra nowina oznajmiane jest królestwo Boże i ku niemu prą osoby wszelkiego pokroju" (Łukasza 16:16).
Jakaż to zmiana miała nastąpić? 'Do czasów Jana' obowiązywał system religijny oparty na Prawie Mojżeszowym, system w którym dominującą rolę odgrywali uczeni w piśmie i faryzeusze. Ale od "tej pory", czyli od czasu gdy zaczął działać Jezus, głoszone jest nowe postanowienie Boże. Dotyczy ono "królestwa Bożego". Teraz "ku niemu prą osoby wszelkiego pokroju", a nie do judaizmu. Oznacza to, że uczeni w piśmie i faryzeusze mieli stracić swoją dominującą pozycję nad prostym ludem, natomiast wiele osób z tego prostego ludu, miało wejść w skład królestwa, o którym głosił Jezus i to oni mieli od teraz cieszyć się uprzywilejowaną pozycją. Ponadto owa zamiana miała być trwała w skutkach. Nic nie miało być tak jak dawniej. Trafnym symbolem tak trwałej zmiany była śmierć. I właśnie o tym zaraz dalej powiedział Jezus w "przypowieści", w przykładzie o bogaczu i Łazarzu. Oto treść (dla ułatwienia w dostrzeżeniu pojawiających się wątpliwości, oraz innych istotnych szczegółów, dodaję w nawiasach moje komentarze, lub pytania):
"Był pewien bogaty człowiek, który zwykł się stroić w purpurę i len oraz dzień w dzień wspaniale się bawił (jak uczeni w piśmie i faryzeusze 'aż do czasu Jana') . Ale u jego bramy kładziono pewnego żebraka imieniem Łazarz, obsypanego wrzodami i pragnącego się nasycić tym, co spadało ze stołu bogacza (prosty lud, łaknący jakiejś strawy duchowej) . Psy zaś przychodziły i lizały jego wrzody (psy uznawano za nieczyste, co w tym miejscu podkreśla pogardliwy stosunek faryzeuszy do prostego ludu) . Po pewnym czasie żebrak umarł i został zaniesiony przez aniołów na miejsce u piersi Abrahama. Także i bogacz umarł i został pogrzebany (radykalna zmiana sytuacji, którą już wcześniej Jezus zapowiedział w przykładzie o zarządcy) . A w Hadesie podniósł oczy, będąc w męczarniach (czy Hades jest miejscem męczarni? Dlaczego więc - jak to przy pewnej okazji wyjaśnił apostoł Piotr - trafił do niego Jezus po śmierci?) i w oddali ujrzał Abrahama oraz Łazarza u jego piersi. Zawołał więc i rzekł: Ojcze Abrahamie, zmiłuj się nade mną i poślij Łazarza (czyżby nie było tam nikogo innego, że ujżał tylko tych dwoje?) , by umoczył w wodzie czubek palca i ochłodził mi język, gdyż znoszę udrękę w tym buchającym ogniu (czy - gdyby rozumieć to dosłownie - odrobina wody na czubku palca byłaby w stanie przynieść ulgę komuś, kto znajduje się w buchającym ogniu? Czy zwilżenie języka mogłoby przynieść ulgę tak cierpiącemu? Czy taki buchający ogień nie osuszyłby palca Łazarza zanim zmoczyłby język bogacza i czy sam nie doznałby przy tym jakiejś szkody? A poza tym: Jak materialna woda miałaby przynieść ulgę niematerialnej duszy?) . Lecz Abraham rzekł: Dziecko, (ojciec Abraham po tak czułym zwróceniu się do bogacza - "dziecko" - pozostaje nieczuły na jego męczarnie w płomieniu?) pamiętaj, że ty za życia w pełni otrzymałeś rzeczy dobre, tak jak Łazarz - rzeczy złe. Teraz jednak on doznaje tu pocieszenia, ty zaś znosisz udrękę. A prócz tego wszystkiego między nami a wami została ustanowiona wielka przepaść, tak, iż ci którzy chcą przejść stąd do was, nie mogą (kto by tam chciał iść?) , ani stamtąd nie można się przedostać do nas" (jak zatem przedostał się Jezus, skoro po śmierci znalazł się w Hadesie?) (Łukasza 16:19-26).
Poza tym nasuwa się pytanie: czy miejsce przebywania "doznających pocieszenia" jest oddalone od miejsca "znoszących udręki" na taką odległość, że można sobie swobodnie rozmawiać? Więc gdzie to jest? Czy Biblia na ten temat milczy?
No i kwestia kluczowa, mianowicie: cel przykładu.
Czy cały ten przykład miał nauczyć słuchaczy, żeby byli uczynni i gotowi za życia dzielić się z drugimi, bo inaczej po śmierci będą męczeni w ogniu w Hadesie?
Z pewnością nie, gdyż swoje zdanie na temat dręczenia ludzi w ogniu Bóg wyraził setki lat wcześniej w związku z praktykami rozgrywającymi się we wspomnianej już dolinie Hinnoma. Otóż, Żydzi - wzorem okolicznych narodów - spalali tam w ogniu swoje dzieci jako ofiarę dla bogów. Na temat tej odrażającej praktyki Bóg powiedział: "I powznosili wyżyny Tofet w dolinie syna Hinnoma, aby palić swych synów i swe córki w ogniu, czego nie nakazałem i co nie zrodziło się w moim sercu" (Jeremiasza 7:31).
Taka myśl nawet nie pojawiła się w sercu prawdziwego Boga. Jak wobec tego ten czuły ojciec miałby męczyć w ogniu swoje dzieci (ludzi) po śmierci? Sam Bóg wyraźnie daje do zrozumienia, że jest to niemożliwe, nie do pomyślenia! A jeśli tak, to bogacz z przypowieści Jezusa nie mógł doznawać dosłownych męczarni w płomieniach. Cała opisana tam sytuacja musi zatem odnosić się do czegoś zupełnie innego niż pośmiertne bytowanie duszy.
Na właściwe zrozumienie tego trudniejszego fragmentu Biblii wskazuje kontekst. Jezus zapowiada zmianę sytuacji faryzeuszy i prostego ludu. Tą trwałą zmianę symbolizuje śmierć bogacza (faryzeuszy), oraz śmierć Łazarza (prostego ludu). Ten prosty lud - podobnie jak Łazarz - głodował pod względem duchowym, ale faryzeusze studiujący Pisma - podobnie jak bogacz - nie dawali prostemu ludowi pożywić się duchowo, chyba, że coś spadło im ze stołu. Tak było "aż do Jana." Ale odkąd Jezus zaczął głosić o królestwie, całe tłumy mogły nasycić się głoszonym przez niego duchowym pocieszeniem (jak Łazarz zaznający pocieszenia).
A co z bogaczem? Zaczął zaznawać męki jak przypiekany ogniem. W jakim znaczeniu? Od tej pory Jezus demaskuje obłudę i rażącą niegodziwość faryzeuszy. Na przykład cały 23 rozdział Mateusza to demaskatorskie przemówienie przeciwko tym przywódcom religijnym. Niemal każdy werset zaczyna się w ten sposób: "Biada wam uczeni w piśmie i faryzeusze, obłudnicy..." Co jakiś czas, gdy Jezus wykazał obłudę i niegodziwość faryzeuszy, byli oni tak rozwścieczeni, że chcieli zaraz go zabić ("A gdy naczelni kapłani i faryzeusze usłyszeli jego przykład, spostrzegli, że mówił o nich. Jednakże, chociaż starali się go schwytać, bali się tłumów, gdyż te miały go za proroka" - Mateusza 21:45, 46) . Z całą pewnością nie było im przyjemnie ani miło, lecz cierpieli udrękę jakby w "buchającym ogniu."
Jeśli chodzi o podany przez Ciebie Mateusza 23:3.
Czy rozumiesz go dosłownie? Oto treść wersetów 2 i 3: "Na miejscu Mojżesza zasiedli uczeni w piśmie i faryzeusze. Dlatego wszystko co wam mówią, czyńcie i zachowujcie, ale nie postępujcie wobec ich uczynków, oni bowiem mówią, lecz nie wykonują."
Czy według Ciebie Jezus polecił bezkrytycznie "czynić i zachowywać" "wszystko" co "uczeni w Piśmie i faryzeusze" mówili do ludu - jak się domyślam, także nauki o nieśmiertelnej duszy? Jak wobec tego rozumieć Mateusza 23:16, gdzie Jezus potępia owych przywódców właśnie za coś co ludowi mówią? Oto treść: "Biada wam ślepi przewodnicy, którzy mówicie: jeżeli ktoś przysięga na świątynię, jest to niczym, ale jeśli ktoś przysięgnie na złoto świątyni, ten ma zobowiązanie." Czy wobec tego lud miał to dalej czynić i zachowywać, czy nie?
Jak też należałoby zrozumieć wypowiedź Jezusa z Mateusza 23:13: "Bada wam uczeni w piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Zmykacie bowiem królestwo niebios przed ludźmi; bo sami nie wchodzicie ani nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą." Jeśli ci przywódcy religijni zamykali przed ludźmi możliwość wejścia do królestwa, to tamci mieliby ich nadal słuchać? Tym sposobem Jezus skazałby tych ludzi na potępienie! Przecież nie dostaliby się do królestwa...
Nieco dalej, w Mateusza 23:15 Jezus mówi: "Bada wam uczeni w piśmie i faryzeusze, obłudnicy! Przemierzacie bowiem morze i suchy ląd aby uczynić jednego prozelitę (mówiąc najprościej: nawrócić poganina na judaizm), a gdy się nim stanie, sprawiacie, że podlega Gehennie dwakroć bardziej niż wy sami." ...Ale oczywiście Jezus polecił słuchającym go ludziom, aby nadal słuchali owych przywódców religijnych i zachowywali ich nauki...?
Czy chcesz powiedzieć, że Jezus sam sobie zaprzeczał? Jesteś w wielkim błędzie jeśli uważasz, że Jezus polecił ludziom zachowywać wierzenia o nieśmiertelnej duszy jakie mogli głosić niektórzy przywódcy religijni. Gdyby tak miało być to dlaczego wyszukiwał ludzi, którzy zostawali jego uczniami, a nie zachęcał ich żeby byli uczniami faryzeuszy? Dlaczego założył Chrystianizm? Dlaczego nie zreformował po prostu istniejącego systemu religijnego, ale założył coś nowego? Otóż, tamten system był tak wypaczony i skażony fałszywymi poglądami (jak np. nieśmiertelna dusza), że nie nadawał się do zreformowania. Dlatego Jezus wybrał osoby o szczerym usposobieniu i założył Chrystianizm.
A oto jeszcze dwie uwagi Jezusa na temat nauk głoszonych przez faryzeuszy: "Jezus rzekł do nich: Miejcie oczy otwarte i strzeżcie się zakwasu faryzeuszy i saduceuszy. Wtedy pojęli, że nie powiedział, by się strzegli zakwasu chlebów, lecz nauki faryzeuszy i saduceuszy" (Mateusza 16:6, 12), oraz: "Potem z Jerozolimy przyszli do Jezusa faryzeusze i uczeni w piśmie (...) Obłudnicy, Izajasz trafnie prorokował o was, mówiąc: Lud ten okazuje mi szacunek swoimi wargami, ale ich serce jest ode mnie bardzo oddalone. Lecz na próżno mnie czczą, gdyż jako nauk uczą nakazów ludzkich" (Mateusza 15:1, 7-9).
Teraz Św. Paweł, były faryzeusz.
Jeśli jego religia nie zawierała błędów, to dlaczego ją porzucił i nawrócił się na Chrystianizm? Poza tym fakt, że czegoś nie zwalczał, nie oznacza automatycznie, iż w to wierzył. Nie musiał zwalczać nauki o nieśmiertelności duszy, bo wystarczy, że jasno przedstawił nadzieję dla umarłych, a bynajmniej nie była to nieśmiertelność duszy - tego się tam nie doszukasz. Np. w Rzymian 6:23 napisał: "Albowiem zapłatą, którą płaci grzech jest śmierć, lecz darem, który daje Bóg jest życie wieczne przez Chrystusa Jezusa, naszego Pana." Mówiąc o śmierci i życiu wiecznym, nie mówi nic o nieśmiertelnej duszy. Podobnie jest w każdym przypadku, gdy apostoł mówi o fizycznej śmierci, zmartwychwstaniu, czy życiu wiecznym.
Sprawę śmierci i zmartwychwstania apostoł Paweł szeroko omawia w obszernym, całym 15-ym rozdziale 1 Koryntian (nie będę cytował całego rozdziału, ale osoby posiadające Pismo Święte zachęcam do lektury tego rozdziału). Wyraźnie wyjaśnia tam, że po śmierci nie ma życia dopóki nie nastąpi zmartwychwstanie. Dlatego między śmiercią a zmartwychwstaniem nie ma zupełnie nic. Apostoł nie wspomina tam ani słowem o nieśmiertelnej duszy, lecz o śmierci i konieczności zmartwychwstania (zainteresowanych szczerze zapraszam do lektury).
Brak nieśmiertelności duszy ( czyli duszy, która może, lecz nie musi umrzeć) jest sprzeczny z nauką o zmartwychwstaniu. Bez duszy nieśmiertelnej (duszy jako formy i naszego >ja<) nie byłoby zmartwychwstania, lecz ponowne stwarzanie z prochu ziemi (Rdz 2:7), a tego Biblia nie uczy
Mam zatem pytanie: skąd wezmą się ciała dla dusz tych, którzy będą zmartwychwstawać, np. dla tych co zmarli 4000 lat temu i został z nich jedynie proch, a minerały z ich rozłożonych ciał zostały przyswojone przez inne organizmy?
Ponadto zmartwychwstanie dopiero wtedy nabiera sensu, kiedy po śmierci nie ma żadnego życia. Inaczej po co zmartwychwstanie komuś, kto tak naprawdę nie umarł lecz żyje sobie nadal tylko jako dusza i to jeszcze np. w niebie - jak wielu sądzi? Zmartwychwstanie takim "duszom" do niczego nie byłoby potrzebne. Dopiero wtedy nauka ta straciłaby sens (po co ożywiać kogoś, kto żyje - to właśnie nie ma sensu).
(patrz rozróżnienie ożywienia umarłych i powoływania do istnienia - Rz 4:17). Z tego wynika, że jak dawno była znana nauka o zmartwychwstaniu, tak długo była znana nauka o duszy nieśmiertelnej. Rz 8:11 mówi, że Bóg "przywróci do życia wasze śmiertelne ciała" a nie, że stworzy dublety ciał jak wynika z nauk ŚJ: Zmartwychwstanie nie oznacza jednak ponownego zebrania tych samych pierwiastków chemicznych, lecz stworzenie przez Boga na nowo tej samej osoby mającej identyczną osobowość
Rzymian 4:17 - cóż, jest tu mowa o "ożywieniu umarłych", ale tylko tyle. Zacytuję ten fragment i może ktoś z czytelników doszuka się tu "rozróżnienia" ożywienia umarłych i powoływania do istnienia. Oto tekst: "Tak jak napisano: Ustanowiłem cię ojcem wielu narodów. Było to przed obliczem tego, w którego wierzył: Boga, który ożywia umarłych i który nazywa rzeczy nie istniejące, jak gdyby istniały."
Rzymian 8:11 to kolejna manipulacja tekstem. Został wyrwany z konteksty i użyty w sposób inny niż uczynił to pisarz. Najpierw treść: "A jeśli duch tego, który wskrzesił Jezusa z martwych, mieszka w was, to ten, który wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, ożywi też wasze śmiertelne ciała przez swego ducha w was przebywającego."
A teraz kontekst pozwalający zrozumieć o co faktycznie chodzi: "Gdyż ci, którzy są w zgodzie z ciałem, skupiają swe umysły na sprawach ciała, ale ci, którzy są w zgodzie z duchem - na sprawach ducha. Albowiem myślenie ciała oznacza śmierć, lecz myślenie ducha oznacza życie i pokój; ponieważ myślenie ciała oznacza nieprzyjaźń z Bogiem, bo nie jest podporządkowane prawu Bożemu ani w rzeczywistości być nie może. Toteż ci, którzy są w zgodzie z ciałem, nie mogą się podobać Bogu. Jednakże wy nie jesteście w zgodzie z ciałem, lecz z duchem, jeśli duch Boży istotnie w was mieszka. Ale jeśli ktoś nie ma ducha Chrystusa, to do niego nie należy. Jeżeli zaś Chrystus jest w jedności z wami, to ciało wprawdzie jest martwe ze względu na grzech, lecz duch jest życiem ze względu na prawość" (Rzymian 8:5-10). Dopiero teraz w wersecie 11 apostoł pisze: "A jeśli duch tego, który wskrzesił Jezusa z martwych, mieszka w was, to ten, który wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, ożywi też wasze śmiertelne ciała przez swego ducha w was przebywającego." Oto jak kontekst ukazuje sprawę w zupełnie innym świetle.
Temat ten apostoł omawia przez kilka kolejnych rozdziałów i tak np. w Rzymian 6:11-13 pisze: "Podobnie też wy: Uważajcie siebie za umarłych dla grzechu, ale żyjących dla Boga przez Chrystusa Jezusa. Niechże więc grzech już nie króluje w waszych śmiertelnych ciałach, abyście mieli być posłuszni ich pragnieniom. Ani nie oddawajcie grzechowi waszych członków jako oręża nieprawości , lecz oddajcie siebie Bogu jako żywi spośród umarłych, a wasze członki Bogu jako oręż prawości."
Nieco dalej, w Rzymian 7:4, 6 napisał: "A zatem, bracia moi, wy też zostaliście uśmierceni względem Prawa (Mojżeszowego) przez ciało Chrystusa (...). Ale teraz zostaliśmy uwolnieni od Prawa (Mojżeszowego) - ponieważ umarliśmy względem tego, co nas mocno trzymało."
Czy można się tu doszukać nauki o nieśmiertenej duszy i jej dalszej egzystencji po śmierci? Czy nie widać tego wyraźnie, że apostoł mówi o śmierci oraz przywróceniu do życia w sposób przenośny, odnosząc to do określonego stylu życia? Pisze do ludzi faktycznie żyjących, aby już zaprzestać grzechu, jakby umrzeć - czyli nie żyć w sposób grzeszny. Nie naucza tu zatem o jakimś pozagrobowym życiu, ani ożywieniu fizycznego ciała po fizycznej śmierci.
Jak widać, kontekst przedstawia sprawę w zupełnie innym świetle. Apostoł wcale nie omawia tego co się dzieje po śmierci. Nie omawia tu kwestii zmartwychwstania materialnego ciała, które zostało uśmiercone, lecz mówi o śmierci i zmartwychwstaniu w sensie przenośnym, tak jak w przypadku omówionych już wcześniej (powyżej) wersetów z Jana 5:24, 25 oraz Efezjan 2:1, 2 oraz Filipian 2:13.
Przy tej okazji Rzymian 8:11 mówi o: "tym, który wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych". To oznacza, że Jezus był martwy. Według autorki należałoby założyć, że miał nieśmiertelną duszę - czy tak? Kiedy zatem został "wskrzeszony" - czyli przywrócony do życia, to w tym samym ciele, w którym wcześniej żył? Według księgi Dziejów 2:31, 32 apostoł Piotr powołał się na proroctwa i odniósł je do Jezusa wyjaśniając, że po śmierci znalazł się w Hadesie, z którego musiał być wskrzeszony: "on, widząc naprzód, mówił o zmartwychwstaniu Chrystusa, że ani nie zostanie opuszczony w Hadesie, ani jego ciało nie ujrzy skażenia. Tego Jezusa wskrzesił Bóg, czego my wszyscy jesteśmy świadkami" (warto się zastanowić czym jest Hades, w którym znalazł się Jezus po śmierci - ale to temat na inny raz). Jego ciało miało nie ujrzeć skażenia. Czy to oznacza, że Bóg wskrzeszając go z Hadesu ponownie połączył jego duszę z ciałem? Kwestię tą omawiał apostoł Piotr w 1 liście Piotra 3:18: "Bo nawet Chrystus raz na zawsze umarł za grzech, prawy za nieprawych, aby was przywieść do Boga; uśmiercony został w ciele, ale ożywiony w duchu." Jeżeli Jezus "w duchu" "został ożywiony", to na czym polegało to jego zmartwychwstanie? Skoro już był duchem (niby nieśmiertelną duszą), to podczas zmartwychwstania stał się innym duchem? I jak to się ma do kwestii "ożywiania umarłych i powoływania do istnienia" poruszonej przez autorkę wyżej przy "Rz 4:17"? Czy Jezus został "powołany do istnienia", czy "ożywiony" skoro odbyło się to nie w ciele lecz w duchu?
Aby ułatwić przejrzystość i łatwość w śledzeniu opuszczanego celowo przez Świadków Jehowy tekstu poniższe fragmenty zostaną przedstawione w ten sposób, że tekst przez nich opuszczony zostanie wytłuszczony:
"W Starym Testamencie nie ma dychotomii [dwudzielności] ciała i duszy. Izraelita widział rzeczy konkretnie, w całości, uważał więc, że ludzie to osoby, a nie coś złożonego. Wyraz nepes [ne'fesz], mimo że jako jego odpowiednika używa się w tłumaczeniu naszego słowa dusza, nigdy nie oznacza duszy odrębnej od ciała czy od pojedynczej osoby ... . Wyraz 'psyche' jest w Nowym Testamencie odpowiednikiem słowa nepesh. Może oznaczać pierwiastek życia, samo życie albo żywą istotę". Poprzez wpływ hellenistyczny, odmiennie do nepes, [psyche] została przeciwstawiona ciału i uważana za nieśmiertelną. Psyche w Mt 10:28 ... oznacza życie, które istnieje niezależnie od ciała. " ("Prowadzenie rozmów na podstawie Pism ", s. 91; wyd. pol. 1991 r. - cytat z New Catholic Encyclopedia, 1967, t. XIII, s. 449, 450)
Zauważmy, że pominięcie przez Świadków tekstu wytłuszczonego sugeruje czytelnikowi, że nawet katolicka encyklopedia nie popiera nieśmiertelności duszy. Sprawę wyjaśnia dopiero tekst opuszczony.
Aż sprawdziłem w jaki sposób zacytowałem fragmenty ze wspomnianej encyklopedii i oto mamy następny przykład Twojej nieuczciwości, a nawet złej woli. Dlaczego opuszczasz dwa zdania poprzedzające ten wyrwany z kontekstu fragment? Brzmią one tak: "Rzecz ciekawa, że New Catholic Encyclopedia (Nowa encyklopedia katolicka) wyjaśnia: "Bóg stwarza duszę i umieszcza ją w ciele w chwili poczęcia" a doktrynę o jej nieśmiertelności uznaje za "jeden z kamieni węgielnych" kościołów chrześcijaństwa", a potem następuje fragment, który Ty cytujesz.
Czy ta wypowiedź naprawdę sugeruje czytelnikowi, że owa katolicka encyklopedia nie popiera nieśmiertelności duszy, czy raczej wyraźnie zaznaczono, że ją popiera? Co Ty chcesz wmówić czytelnikom? Twoja nieuczciwość jest doprawdy bezczelna (może to się nadaje do Wielkiej Księgi Lamerów?...).
Biorąc pod uwagę cały (kompletny) fragment widać, iż nie chodziło o to, że ta encyklopedia "nie popiera nieśmiertelności duszy", nawet nie wywołano takiego wrażenia. Chodziło razcej o to, że encyklopedia ta przyznaje, iż: "W Starym Testamencie nie ma dychotomii [dwudzielności] ciała i duszy. Izraelita widział rzeczy konkretnie, w całości, uważał więc, że ludzie to osoby, a nie coś złożonego. Wyraz nepes [ne'fesz], mimo że jako jego odpowiednika używa się w tłumaczeniu naszego słowa dusza, nigdy nie oznacza duszy odrębnej od ciała czy od pojedynczej osoby ... . Wyraz 'psyche' jest w Nowym Testamencie odpowiednikiem słowa nepesh". Przyznaje? Przyznaje. Jeśli zaś chodzi o podany dalej Mt 10:28, omówione to zostało już wcześniej, że dusza nie została przez Jezusa przeciwstawiona ciału, ani uznana za nieśmiertelną (przecież może zostać zgładzona w Gehennie). Zatem dodanie tego końcowego fragmentu niczego więcej nie wyjaśnia w danej kwestii, lecz tylko zaciemnia prawdę.
(Tak na marginesie: kiedy się temu uważnie przyjżeć, to w tej wypowiedzi wspomniana encyklopedia zaprzecza sama sobie).
Cytaty, cytaty, cytaty...
Teraz następuje szereg cytatów i porównań z innymi cytatami.
Czego dowodzą Twoje porównania różnych cytatów? Właściwie niczego.
Cytuję z różnych publikacji, w których pojawiają się cytaty z jeszcze innych publikacji. Dlatego też w takiej sytuacji podaję materiał docelowy a nie pośredni. To jest najzupełniej normalne, bo jeśli ktoś będzie chciał sobie sprawdzić jakąś zacytowaną wypowiedź, to będzie poszukiwał źródła a nie publikacji, w której się na nie powołano. Może jeszcze powinienem wymienić wszystkie publikacje, które kiedykolwiek zacytowały inne dzieła...? Wprowadzałoby to jedynie zamieszanie do całej sprawy.
Metoda, którą stosuję jest zatem praktyczna, a nie nieuczciwa. Najlepiej widać to na przykładzie Twojej osoby. Nie cytowałem z żadnej z wymienionych przez Ciebie publikacji, choć zawierają te same informacje (o niektórych nawet nie wiedziałem, że je cytują, ale oczywiście powinienem podać informację, że cytują...). Cytując różne wypowiedzi korzystałem z nie wymienionego przez Ciebie źródła. Ty wypisałaś całą listę i nawet raz nie trafiłaś. Cały twój wielki trud okazał się daremny. Ja takiego trudu oszczędziłem innym czytelnikom. Jak widzisz, o wiele lepsze jest podanie materiałów docelowych niż tych wszystkich, które też mogą się na nie powoływać - po prostu praktyczne.
Przy okazji: gdzie miałyby się znajdować nieśmiertelne dusze, tych którzy zmarli? Złych w piekle, a dobrych w niebie? Dlaczego zatem Dawid - człowiek, o którym sam Bóg wypowiadał się z wielkim uznaniem, dlaczego nie poszedł po śmierci do nieba? Tak przecież powiedział apostoł Piotr. A jeśli nie poszedł do nieba, to dokąd? Gdzie się od tamtej pory podziewa?
Autorka zaznacza na początku swojego artykułu, że nie ma zamiaru mówić co się dzieje po śmierci człowieka, jednak nie sposób oddzielić od siebie tych zagadnień. Dlaczego? Jeżeli człowiek miałby nieśmiertelną duszę żyjącą nadal po śmierci ciała, to należy wyjaśnić co się z nią dalej dzieje i gdzie ona przebywa - gdzieś przecież musi być...
Podsumowując:
Co wykazały argumenty autorki?
W zasadzie ujawniły jedynie nieszczere podejście do zagadnienia, nieszczere pobudki. Widać to w nieuczciwym potraktowaniu tekstów biblijnych, do których się odwołuje.
Cały artykuł zawiera wiele sprzeczności i nielogiczności.
Autorka raz za razem manipuluje tekstem wyrwanym z kontekstu i używa go wbrew intencjom pisarzy, a naciągane wyjaśnienia w rzeczywistości niczego nie wyjaśniają. Dopiero zapoznanie się z kontekstem ujawnia manipulację i pozwala ujrzeć właściwe znaczenie jakiegoś tekstu biblijnego.
Może się wydawać, iż autorka ma za sobą autorytet Pisma Świętego, lecz w tym co pisze wyraźnie widoczna jest prywatna, wygodna dla niej interpretacja jedynie wybranych fragmentów z tej księgi - i to też niepełnych wersetów. Przypomina to technikę stosowaną przez postać opisaną w Mateusza 4:5, 6: "Potem Diabeł wziął go do miasta świętego, i postawił na blanku świątyni, i powiedział do niego: Jeżeli jesteś synem Bożym, rzuć się w dół; jest bowiem napisane: Aniołom swoim wyda nakaz co do ciebie i będą cię nosili na rękach, byś nigdy nie uderzył stopą o kamień." Fakt, iż Diabeł powołał się na jakiś fragment Pisma Świętego, nie oznacza, że miał rację w tym co chciał uzasadnić. Dlatego Jezus przytoczył inny fragment z Pism, który przedstawiał sprawę w zupełnie innym świetle. Podobnie jest z cytatami autorki. Po porównaniu ich z innymi częściami Biblii oraz kontekstem jakiejś wypowiedzi, ukazuje się naszym oczom zupełnie inne znaczenie.
W kilku przypadkach autorka podejmuje próby obalania argumentacji bez zrozumienia jej co sprawia, że przyjmuje błędne założenia.
Ponadto, nie tyle koncentruje się na naukach Pisma Świętego, ile na naukach głoszonych przez Świadków Jehowy. Prawdziwą pobudką nie jest szlachetne pragnienie wyjaśnienia prawdy, lecz zdyskredytowanie Świadków Jehowy w oczach czytelników. Dlaczego? Otóż autorka (patrz: Aoosteen z tekstu "Świadkowie Jehowy - a jednak sekta?") należy do grona osób, których celem jest walka ze Świadkami Jehowy, a nie głoszenie prawdy biblijnej. Czytając jej argumentację, można odnieść wrażenie, iż kożysta z gotowych opracowań zwalczających nauki Świadków Jehowy, gdyż nawet nie wysila się, by sprawdzić kontekst wersetów biblijnych, na jakie się powołuje (no - chyba, że celowo dopuszcza się nieuczciwości). Wspomniany cel jest wyraźnie dostrzegalny w tym, że autorka zadaje sobie nadzwyczajny wręcz trud, by analizować publikacje Świadków Jehowy (jak świetnie je zna), cytuje z nich, lecz nie zadaje sobie trudu sprawdzenia kontekstu wersetów z Pisma Świętego, na które się powołuje, lub przynajmniej uczciwego ich zacytowania. Na taki właśnie cel wskazują również adresy www, do których autorka odsyła czytelników. Widać zatem wyraźnie na czym się tak naprawdę koncentruje.
Pismo Święte wyraźnie ukazuje początki nauki o nieśmiertelności duszy. Jest to ewidentnie nauka demonów zapoczątkowana kłamstwem Szatana Diabła wypowiedzianym do pierwszej kobiety: "Z całą pewnością nie umrzecie" (Rodzaju 3:4). O faryzeuszach - których nauki autorka tak broni - ponieważ znana im była myśl o nieśmiertelnej duszy - Jezus powiedział: "Wy jesteście z waszego ojca, Diabła (...) nie stał mocno w prawdzie, ponieważ prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, mówi zgodnie z własnym usposobieniem, gdyż jest kłamcą i ojcem kłamstwa" (Jana 8:44).
Nauki Biblii są jasne i proste. Z biegiem czasu pojawiło się zapowiedziane przez Jezusa i apostołów odstępstwo, i pojawiły się fałszywe nauki o nieśmiertelnej duszy, mękach w ognistym piekle, o czyśćcu, trójcy, itd., itd. Nauk tych nie da się uzasadnić Biblią, dlatego przywódcy religijni często tłumaczą swym wiernym, że to jest wielka tajemnica lub, że trzeba w to po prostu wierzyć. Bojąc się zdemaskowania takich fałszywych nauk, kościół nawet zabraniał prostemu ludowi czytania Pisma Świętego, a za posiadanie własnego egzemplarza w ojczystym języku niejeden spłonął na stosie inkwizycji.
Zachęcam wszystkich czytelników do tego by nie przyjmować bezkrytycznie wszelkich przytaczanych argumentów, lecz sprawdzać, czy posłużono się nimi w sposób uczciwy. W przypadku cytatów z Pisma Świętego, można np. sprawdzić kontekst. Dotyczy to w równej mierze tego artykułu, jak też artykułów wszystkich innych osób powołujących się na Biblię. Jeśli nie chcecie paść ofiarą oszustwa w sprawach naprawdę dla Was ważnych, sprawdzajcie czy przekazano Wam uczciwe i rzetelne informacje - to jest naprawdę możliwe do sprawdzenia.
Jabba a może także i
Pablo