The Show Must Go On
czyli Przedstawionko
Dramat psychologiczny tragiczno-komiczny bez aktów (bo Qn'ik nie toleruje pornografii w AM) i bez scen (to z przyczyn materialnych; nie stać mnie na porządną scenę). Za to z elementami teatru antycznego (epeisodiony, fatum, zasada 3 jedności), szekspirowskiego (brak happy endu) oraz współczesnego (wszystko inne).
OSOBY:
- TADZIO "Lepsze Nic Niż Rydz" - fanatyk religijny, sekciarz, oszust finansowy i polityk w jednym.
- NASZA SZKAPA - szef podupadającego, podrzędnego maga internetowego
- NIEDŹWIADEK ERYK - pochodzący z Syberii haker-sadysta, uwielbiający puszczać bliźnim przemocą największe przeboje Queen.
- JAKBYMBYŁMONDRY - sadysta-zoofil, również lubi puszczać Queen, tylko że zwierzętom
- PASIŻOŁĄDEK - zahipnotyzowany przez TADZIA i służący jego niecnym planom, niebezpieczny terrorysta (podkłada bomby pod supermarkety), antykomunista i boss gangu narkotykowego.
- MARCHWINIEMIŁOMIKROŁOPATOWYCZERPACZKOCZANIN - psychopata i alkoholik.
- WŁODZIMIEŻ - wytwór chorej wyobraźni MARCHWINIEMIŁOMIKROŁOPATOWYCZERPACZKOCZANINA, nałogowy pochłaniacz etanolu.
- FOLKA - głuchawa staruszka, zagorzała fanka muzyki ludowej (np. Dupiec Łorkiestra).
- WOWALEGŁUPIART - satanista.
- MORDZIAK - pseudokibic.
UWAGA1: Biorąc pod uwagę niezbyt stabilny stan umysłu Autora tej sztuki, można się spodziewać, że będą jeszcze postacie bonusowe.
UWAGA2: Ponieważ niektóre OSOBY mają skłonność do używania brzydkich wyrazów, sztukę trzeba było ocenzurować gwiazdkami. Takimi: ***.
- EPEISODION 1. -
[Na scenę, której nie ma, wchodzi NASZA SZKAPA. Drapie się w tyłek i odchodzi. Kurtyna]
- EPEISODION 2. -
[Kurtyna nie podnosi się; słychać głos TADZIA]
TADZIO: Jestem the best.
[Kurtyna nie opada, bo już dawno jest w dole]
- EPEISODION 3. -
[Kurtyna robi wielką łaskę i wreszcie podnosi się. Wszystkie OSOBY (oprócz TADZIA i FOLKI) siedzą
wokół ogniska i gadają. WŁODZIMIEŻ i MARCHWI... nie gadają, tylko osuszają butelki z etanolem.
NIEDŹWIADEK puszcza zebranym "Tutti Frutti", a JAKBYMBYŁMONDRY puszcza swoim pchłom "We Are The Champions"]
NASZA SZKAPA: A więc zebraliśmy się tutaj...
WOWALEGŁUPIART: Nie zaczyna się zdania od 'więc'!
NASZA SZKAPA: Nie przerywaj!
[Wyjmuje pistolet typu Desert Eagle i zabija WOWALEGŁUPIART-a]
NASZA SZKAPA: Chociaż miał chłopak rację... Ale o czym to ja chciałem?
WŁODZIMIEŻ: [trzeźwo zauważa] ...zebraliśmy się tutaj...
NASZA SZKAPA: Ach tak... Zebraliśmy się, aby powspominać stare, dobre czasy...
NIEDŹWIADEK ERYK: Bluzgało się na ludzi...
PASIŻOŁĄDEK: Bluzgało się na Eryka...
MORDZIAK: Bluzgało się na wszystkich...
MARCHWI...: Tjaa, to były (eeep!) fajne czasy...
NASZA SZKAPA: Co to za hałasy za kulisami?
MORDZIAK: Pójdę sprawdzić...
[Wyjmuje kij bejsbolowy typu Kij Bejsbolowy v1.0 i idzie sprawdzić]
MORDZIAK: Kto tam, ****, do cholery!?
TADZIO: Moje imię Milijon, zgadnijcie dlaczego...
MORDZIAK [do wszystkich]: Co z nim ****** zrobić?
WSZYSCY: Zabić!
[Za kulisami słychać odgłosy szamotaniny, potem jęk zarzynanej świni; po chwili wychodzi MORDZIAK kopiąc głowę TADZIA]
MORDZIAK: Patrzcie, *******, jaką mam fajną piłkę! Chłopaki ze stadionu się ucieszą.
NASZA SZKAPA: Wracając do naszych wspomnień...
MARCHWI...: Ja już nic nie pamiętam.
WŁODZIMIEŻ: Ja (eeep!) też nie.
MARCHWI...: Może bym (eeep!) pamiętał, gdybym się nie był (eeep!) ubzdryngolił do nieprzytomności wczora z wieczora, razem (eeep!) z Włodzimieżem...
WŁODZIMIEŻ [trzeźwo zauważa]: Ale wtedy byś już nie żył.
NASZA SZKAPA: W takim razie, czy ktoś coś pamięta?
SUFLER: Joooolka!
[Podjeżdża Folka na wózku inwalidzkim]
FOLKA: Ktoś mnie wołał?
WSZYSCY: Nie!
FOLKA: Może chcecie, żebym zaśpiewała?
WSZYSCY: Nie!!!
FOLKA: No to zaśpiewam. Słyszeliście to? Fajny, kurna, kawałek... [śpiewa] "Gdy widze dżojnty to kwice, a łocy mi świco jak znice, i piana zalewa moje łoblice..."
NASZA SZKAPA: Niech ktoś ją uciszy!
GŁOS Z ZAŚWIATÓW: Robi się!
[Kurtyna opada i zabija FOLKĘ]
- EPEISODION 4. -
[Wszyscy sobie gdzieś poszli, tylko MARCHWI... i WŁODZIMIEŻ leżą nieprzytomni nad pustymi butelkami i chrapią]
MARCHWI...: Chrrrap.
WŁODZIMIEŻ: Chrrraaapp.
MARCHWI...: Chrrrrrrrrrrrrrrrrrrrap!
WŁODZIMIEŻ: Chrap.
MARCHWI...: Chrrap.
WŁODZIMIEŻ: **** chrap.
MARCHWI...: Chraaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaap.
WŁODZIMIEŻ [budząc się]: Gdzie wóda!?
MARCHWI... [przez sen]: Wódę wypiliśmy wczoraj.
WŁODZIMIEŻ: *****.
MARCHWI...: Chrap.
WŁODZIMIEŻ: Ale mnie ***** suszy.
[Wyjmuje zza pazuchy butelkę denaturatu]
WŁODZIMIEŻ: Ha! Jednak coś się zachowało z wczorajszej imprezy.
[Otwiera butelkę i wychyla połowę zawartości jednym pociągnięciem. Marchwi... się budzi]
MARCHWI...: Ty, nie bądź gorszym chamem, niż wyglądasz. Daj trochę!
[WŁODZIMIEŻ niechętnie wręcza mu butelkę, którą MARCHWI... opróżnia jednym łykiem, po czym obaj padają jak nieżywi na ziemię. Kurtyna opada, zabijając 9 przypadkowych osób z widowni.]
OBSŁUGA KURTYNY 1: Stary, popatrz jaka masakra mi się udała!
OBSŁUGA KURTYNY 2: O w mordę jeża! Ja też tak chcę!
OBSŁUGA KURTYNY 1: To trzeba umieć. W następnym epeisodionie dam ci szansę...
- EPEISODION 5. -
[Kurtyna podnosi się, po czym natychmiast opada, prosto na nogę MORDZIAKA]
MORDZIAK: **** ******* *******!!!! ***** **** *****!!!
[Wydobywa swojego bejsbola i rzuca nim w OBSŁUGĘ KURTYNY. Jeden z obsługujących pada martwy, drugi natychmiast podnosi kurtynę do góry]
MORDZIAK: **** ****** ****!!!! ******!!!! *****!!!!! ***** ****** ********!
CENZOR: Ja chcę do mamy!
MORDZIAK: *********!!! ****!!!! Kurwa! *********! ******!
GŁOS Z ZAŚWIATÓW: Nie jestem pewien, ale ten nędznik chyba mnie obraził. Na wszelki wypadek go zabiję.
[Kurtyna, mimo najszczerszych wysiłków pana z OBSŁUGI KURTYNY opada w dół i zabija MORDZIAKA]
- EPEISODION 6. -
[NIEDŹWIADEK ERYK I JAKBYMBYŁMONDRY pochylają się nad leżącym PASIŻOŁĄDKIEM; ten ostatni ma olbrzymie słuchawki na uszach i sprawia wrażenie bardzo nieszczęśliwego. Nadchodzi NASZA SZKAPA]
NASZA SZKAPA: Hej, wy tam! Co robicie temu nieszczęśnikowi?
JAKBYMBYŁMONDRY: My?
NASZA SZKAPA: Nie udawaj głupszego, niż jesteś! Nikogo więcej tu nie ma.
[Nagle okazuje się, że w kącie leżą jeszcze MARCHWI... i WŁODZIMIEŻ nad butelką borygo]
WŁODZIMIEŻ: Nieprawda (eeep), my jeszcze (eeep) są...
NASZA SZKAPA [skofundowany nieco]: Mniejsza z tym. Co mu robicie?
NIEDŹWIADEK ERYK [niewinnie]: Nic.
NASZA SZKAPA: Nic? Zaraz zobaczymy, bo mam niedobre przeczucia...
[Podchodzi do leżącego, który właśnie śpiewa, uśmiechając się błogo: "I see a little silhuetto of a man scaramouch scaramouch will do the fandango thunderbolt and lightning very very frightening me Gallileo Gallileo"]
NASZA SZKAPA: Toż to Bohemian Rapsody!
NIEDŹWIADEK ERYK: Rhapsody!
NASZA SZKAPA: Nieważne. Jesteście obaj zwyrodnialcami! Jak można robić coś takiego koledze!
JAKBYMBYŁMONDRY: Ale widzisz przecież, że on się uśmiecha.
NIEDŹWIADEK ERYK: To wcale nie jest takie złe. Spróbuj sam!
[Nakłada NASZEJ SZKAPIE słuchawki]
NASZA SZKAPA: Rzeczywiście. O w mordę, ten kawałek jest genialny! Po prostu genialny!
NIEDŹWIADEK ERYK: Pewnie, że genialny.
NASZA SZKAPA: Te dźwięki przywróciłyby umarłego do życia...
JAKBYMBYŁMONDRY: Hmm, niezła myśl...
NIEDŹWIADEK ERYK: Kogo spróbujemy najpierw ożywić?
JAKBYMBYŁMONDRY: Może Włodzimieża?
NIEDŹWIADEK ERYK: Eee tam, on jeszcze żyje, tylko się schlał w trupa, jak zwykle...
JAKBYMBYŁMONDRY: Mam szatańskiego pomysła...
[Kurtyna opada, skrywając przed widownią pomysła]
- EPEISODION 7. -
MORDZIAK-ZOMBIE: Co mam **** robić, mistrzu?
JAKBYMBYŁMONDRY: Zbliż się, zaraz ci wszystko wyjaśnię...
[MORDZIAK-ZOMBIE zbliża się]
JAKBYMBYŁMONDRY: Albo nie, tfu, ale cuchniesz, Mordziak! Oddal się natychmiast. Objaśnię ci to na odległość, ale muszę się wpierw upewnić, że nikt nie podsłuchuje. Kurtyna pliz!
[Kurtyna opada, zabijając MORDZIAKA-ZOMBIE]
JAKBYMBYŁMONDRY: Kurde mać, kto mi rozwalił mojego undeada?
[Słychać przekleństwa JAKBYM-a, dźwięki "Bohemian Rhapsody", potem przekleństwa MORDZIAKA-ZOMBIE]
JAKBYMBYŁMONDRY: Dobra, znowu żyjesz. Plan jest taki...
- EPEISODION 8. -
[MORDZIAK-ZOMBIE tańczy tango z PASIŻOŁĄDKIEM, JAKBYMBYŁMONDRY i ERYK przypatrują się temu z pewnej odległości i zacierają ręce]
PASIŻOŁĄDEK: Cholera. Tańczyć z ożywionym trupem. I w dodatku - trupem tępaka. I w dodatku - tańczyć tango w rytm "We Will Rock You". Porażka.
MORDZIAK-ZOMBIE: ****
NIEDŹWIADEK ERYK: Dobrana para...
SUFLER: Takie kurde tango...
[Kurtyna litościwie opada]
- EPEISODION 9. -
MARCHWI...: Co by tu jeszcze kurde wypić?
WŁODZIMIEŻ: Słyszałem, że Ruscy mają trochę paliwa rakietowego. Może by tak spróbować?
MARCHWI...: Czemu nie. Wszystko lepsze od płynu do chłodnic.
WŁODZIMIEŻ [filozoficznym tonem]: Lepszy płyn do chłodnic niż nic.
[Odchodzą. Kurtyna opada]
- EPEISODION 10. -
[Wszyscy siedzą przy ognisku, jak w Epeisodionie 3., tylko że ogniska nie ma. MARCHWI... i WŁODZIMIEŻ opróżniają butlę paliwa rakietowego, które kupili od Ruskich za pieńć czydzieści]
NASZA SZKAPA: A więc zebraliśmy się...
PASIŻOŁĄDEK: Nie zaczyna się zdania od 'więc'!
[NASZA SZKAPA wyjmuje pistolet skałkowy i strzela do PASIŻOŁĄDKA, ale pistolet wybucha mu w rękach i rani dotkliwie]
NASZA SZKAPA: Cholera. Niech sobie zresztą żyje. I tak za chwilę zginie - wiem, bo dostałem cynk od reżysera. Zebraliśmy się, aby przedyskutować ważny problem...
WSZYSCY: Oooch...
NASZA SZKAPA: Ktoś napisał do nas, że nie zgadza się z karą śmierci...
PASIŻOŁĄDEK: A to patafian.
NIEDŹWIADEK ERYK: Na Syberię go!
JAKBYMBYŁMONDRY: Queena mu puścić!
MORDZIAK-ZOMBIE: Kuku mu zrobić, **** jednemu!
NASZA SZKAPA: Nie trzeba. Zmieniłem tytuł jego arta.
WSZYSCY: Oooch...
PASIŻOŁĄDEK: Może trochę za ostro go portaktowałeś...
NIEDŹWIADEK ERYK: Wiesz co, Szkapa, jesteś prawdziwym sadystą.
NASZA SZKAPA: Jak ci się coś nie podoba, to sam sobie prowadź tego maga!
WŁODZIMIEŻ: Spoko, panowie. Napijcie się ruskiego paliwa na zgodę i nie kłóćcie się więcej.
MARCHWI...: Właśnie.
[Wszyscy zaczynają pić]
WSZYSCY: Za naszego maga!
GŁOS Z ZAŚWIATÓW: Co za obrzydliwa libacja. Muszę natychmiast ukrócić te bezeceństwa!
[Kurtyna opada i zabija wszystkich]
GŁOS Z ZAŚWIATÓW: No, nareszcie cisza!
SUFLER: ...i ciszej i ciszej i ciiiiiiiszej!
GŁOS Z ZAŚWIATÓW: Cholera, zapomniałem o tym frajerze...
[Z nieba spada grom, ale nie trafia SUFLERA, tylko OBSŁUGĘ KURTYNY 2]
GŁOS Z ZAŚWIATÓW: Mam chyba dzisiaj zły dzień. No nic, śpiewaj sobie, Sufler, tylko zmień repertuar. Może coś z Queen?
[SUFLER zaczyna śpiewać "The Show Must Go On". NIEDŹWIADEK ERYK przewraca się w grobie]
GŁOS Z ZAŚWIATÓW: Eee, to był kiepski pomysł. Chyba jednak spróbuję jeszcze raz...
[Z nieba spada grom, tym razem celnie]
PRAWDZIWY FREDDIE: Another one bites the dust...
GŁOS Z ZAŚWIATÓW: Dobra, dobra, ale na dzisiaj już dość śpiewania. Przycichnij natychmiast, bo stracisz u mnie posadę nadwornego śpiewaka!
K O N I E C
Pożeracz Pożeraczy Smerfów
pewien.gosc@wp.pl
PS. Podobieństwo do osób i zdarzeń jest całkowicie zamierzone.
PS2: Sztuka ta została przeze mnie obmyślona, kiedy byłem jedną nogą na tamtym świecie (40 stopni gorączki), toteż nie radzę brać jej na poważnie.
PS3: Jeśli ten tekst obraził czyjeś uczucia, to dobrze :-). Zażaleń nie przyjmuję. Pochwały owszem.