|
*Dziecko- też człowiek* Witam. Postanowiłam napisać poniższy art po przeczytaniu tekstu Fiolki z AM 28 ("Dlaczego rodzice biją?"). No właśnie. Na co dzień spotykamy się z objawami przemocy (np. w TV). Nie potrafię jednak zrozumieć, jak człowiek może krzywdzić własne dziecko?!! Psychologiem nie jestem i za cholerę pojąć nie mogę, co siedzi w chorej głowie matki, która np. głodzi swego synka. Czy taka kobieta jest naprawdę do końca wyzbyta z wszelkich uczuć? Czy można ją w dalszym ciągu nazywać matką? Albo, tak jak to opisała Fiolka, ojciec bijący dziecko tylko za to, że nie posprzątało pokoju... czy to w dalszym ciągu jest ojciec? Moim zdaniem, tylko i wyłącznie z biologicznego punktu widzenia. Dokąd zmierza ten nasz 'cywilizowany' świat, skoro dzieci nie mogą już nawet liczyć na miłość własnych rodziców? I błagam, proszę mi tu nie chrzanić, że po alkoholu ludzie robią 'różne głupie rzeczy', a potem tego żałują. NIC nie usprawiedliwia człowieka, który podniósł rękę na bezbronnego malucha! Najbardziej wkurzają mnie scenki z wszelkiego rodzaju sądów rodzinnych, w których matka maltretująca własne dzieci, upiera się, że je kocha i błaga, by ich jej nie odbierano. No jasne, oddajcie dzieci kobiecie, która jeszcze niedawno omal ich nie zabiła! Moim skromnym zdaniem, fałszywa jest opinia, że dziecku najlepiej jest u matki, jakakolwiek by ona nie była. A g____ prawda! Ktoś mi może zarzucić, że co ja mogę o tym wiedzieć, skoro wychowałam się w kochającej rodzinie. Może się mylę, ale czy takiemu dziecku, nie będzie lepiej chociażby w domu dziecka, gdzie maluch ma całodobową opiekę i coś ciepłego na talerzu, niż z mamuśką, która zapita nie jest w stanie dać mu jeść??? To, że ktoś, bije dziecko będąc pod wpływem alkoholu (lub choroby umysłowej) można TROCHĘ zrozumieć (można, ja jednak nie rozumiem i chyba nie chcę), ale znęcać się nad maluchem na trzeźwo i przy zdrowych zmysłach (jeśli taki ktoś może mieć zdrowe zmysły)? No normalnie brak mi słów. Jak bardzo mylne jest, nazywać kogoś takiego 'zwierzęciem'. Czy widzieliście kiedyś szympansa lub słonia, maltretującego swe potomstwo? Tylko człowiek jest zdolny do takiej podłości. Zdarza się, że osobnik starszy atakuje młodszego, ale to jest związane z walką o przetrwanie. A ludzie? My, 'rozumni' panowie Ziemi, karzemy kopniakiem kilkuletnie dziecko tylko dlatego, że nie posprzątało pokoju... Hmm, no tak, tatuś przyszedł zmęczony z pracy, a w domu bałagan. Kto jest winny? Synek! Kilka kopniaków to załatwi, a jak nie, to nie dostanie kolacji (sic!). Ja takich ludzi określam mianem sk____synów. Nic innego na myśl o rodzicach maltretujących własne dzieci nie przychodzi mi do głowy. Boże! Ty widzisz to, a nie grzmisz! Przecież te dzieci, to przyszłość tego naszego chorego świata! A jak ten świat może kiedykolwiek być zdrowy, skoro niektórzy nawet własnemu dziecku nie potrafią okazać ciepła i miłości? Ktoś może powiedzieć, że dlaczego ja to piszę, czepiam się, a nic nie robię, by pomóc... A co ja osiemnastoletnia uczennica LO mogę zrobić, oprócz tego, że napiszę tegoż arta? Niewiele... niestety niewiele. Jednak mając te nieszczęsne 18 lat, mam w sobie chyba więcej macierzyńskiej miłości, niż niejedna matka. To smutne, że nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że dziecko to też człowiek. "Każda łza uczy nas jakiejś prawdy"- Ugo Foscolo (a ja proszę, by to nie była łza bitego dziecka...) Rujan |