Zapewne, siedząc i nudząc się na lekcjach polskiego, zauważyliście, że wielkich artystów doceniono dopiero po śmierci. Zwiedzając jakieś muzea na durnych wycieczkach (na których jedyną atrakcją była nocna impra) przewodnik powiedział Wam pewnie, że np. takiego Da Vinci'ego ówcześni wyczaili dopiero kilka dekad później. A jak ma się to do mojego arta? {Małe wtrącenie - jak się to ma do arta, nie wiem, ale za to nijak się to ma do prawdy, da Vinci był doceniany za życia - oczywiście w skali, w której ówcześni ludzie byli w stanie go zrozumieć - Qn`ik}
Miałem ostatnio zarąbiasty wypadek. Będąc na wakacjach w Ustce pojechałem sobie do pobliskiej wsi na turniej Paintball'a. Odbywał się on w starej pegeerowskiej fabryce. W jednym z pomieszczeń był taki fajny zbiornik. Kij wie do czego to służyło. W każdym bądź razie wokół niego na kątownikach zamontowano fajny podest. Patrzę, drabinka jest, wejdę na górę i się zakampuję (to jest efekt tego, jak debilowi Partyz'owi pozwalają kampować na servach CS'a albo UT). Stoję sobie pewnie na górze...czemu ten floor jest z płyty pilśniowej nakrytej jakąś sklejką? JEBUDU!!! Efekt był taki, że spie...spadłem z wysokości mniej więcej 3 piętra w bloku (cuś koło 8-9 m). Wynik: resekcja śledziony, złamana ręka, tydzień w szpitalu. Wynik 2: kontrola, jama brzuszna OK, ręka (a dokładniej nadgarstek) - źle złożona i podejrzenie martwicy w chrząstce, kolejny tydzień w szpitalu i druty Kirchnera w łapie [wygląda to tak, jakby do gipsu przedramienowego (ale ja mondry, niet?) doprawić różki].
Oki. Jeśli nie zasnęliście do tej pory, to teraz będzie (idea) meritum mojego rozwodu...eee...przewodu...tzn. mam! Wywodu.
Jestem ostatnio w sklepie Adasia, gdzie kupuję mój ulubiony model obuwia, czyli Bety (styl board, coś takiego co ma Muska i Rodney). Paluchami w lewej łapie (to ta chora) spokojnie 3mam sznoorufki i obsługuję się. Obok mnie siedzi jakiś koleś i nie może się zdecydować. W minie pomocnika sklepowego widzę złość większą niż u Bush'a wobec Talibów. Spox. Koleś się spławił. Ops! Pomocnik zwrócił na mnie uwagę. Fakt, że radzę sobie, ale sznoorufki wkładam w te dziurki już czwartą minutę. No, zaraz mnie ten dresiarz opieprzy.
- Dzień dobry Panu! (a dziś się goliłem i wyglądam na 16 lat) Może Panu pomogę, bo widzę, że Pan chory. A może podać drugiego bucika?
- Nie dzięki. Radzę sobie. Ale drugiego buta może Pan podać.
Za chwilę obok mnie jakaś kobieta:
- Może mi pan pomóc, tu się supełek zrobił.
- Przykro mi, ale mam ważniejsze zajęcie. Niech pani sobie weźmie innego buta.
Oki. Z jednym butem sobie poradziłem. Ale ręka mi już odpada.
- Proszę Pana, może mi pan pomóc. Ręka mnie boli i nie...
- Już! Mam włożyć sznurówkę, tak? Oczywiście. Proszę bardzo. I jak leżą buciki. Wszystko w porządku, czy może życzy sobie pan inny rozmiar?
- Nie wszystko OK. Proszę zapakować.
I co? Niezła akcja? To jeszcze nic. Pewnie już wiecie, do czego zmierzam, ale przytoczę tu jeszcze jeden przykład. Chciałbym zauważyć, że koleś z Adasia nie looknął na te druty.
Big Star na terenie tego samego hipermarketu. Po wakacjach, jak to po wakacjach, buty trza mieć nowe, lecz nie tylko. Ciuchy schodzone już (mimo, że trzymają się wyjątkowo dobrze), więc wypadałoby załatwić sobie jakąś koszulę, tym bardziej, że muszę mieć coś luźniejszego (raz, że jestem hardcore'owcem, a dwa ten gips). Jestem w sklepie, ludzi w pieron. Stanąłem na środku przejścia, ale nie moja wina, że wpadł mi w oko akurat fajny shirt. Najfajniejszy ze wszystkich chyba. Oks. Najpierw sobie obejrzę, potem przymierzę. A nagle:
- Gdzie Pan stoi, przejście Pan blokuje - odezwała się jedna z asystentek. Podniosłem łapę, żeby nią nie zahaczyć, przechodzę w bok. W tym momencie asystentka spojrzała na mnie. Najpierw mnie zmierzyła wzrokiem, potem spojrzała na gips, aż w końcu wlepiła ślepia w druty.
- Przepraszam bardzo, nie wiedziałam. Tutaj taki ruch. Niech pan usiądzie, obsłużę Pana - i posadziła mnie na jednym z ich (asystentek) krzeseł. Autentico! Myślałem, że mam zwidy, ale przeca po operacji ma krew zmieniła kolor z zielonego znów na czerwony. A może coś piłem? Hmmm... Cola, a potem Sprite. Hmmm....
- Chciałby Pan przymierzyć tamtą koszulę, którą Pan oglądał...
No. Tu bym skończył, bo reszta jest nie istotna. Istotne jest to, jak ludzie masakrycznie potrafią się zmieniać, mając do czynienia z kimś w większej potrzebie niż "szary ludź". Prawda jest taka, gdybyś się nie złamał w 10 miejscach, to każdy by Cię traktował jak śmiecia. Mógłbym podać jeszcze parę przykładów, jak ludzie zareagowali, kiedy dowiedzieli się jeszcze o śledzionie (a raczej jej braku). Normalnie żyć nie umierać. Lecz nigdy wcześniej czegoś takiego nie zaznałem. Ale powiedzcie mi, czym to jest uwarunkowane. Czy na szacunek i traktowanie człowieka jak człowieka może zasługiwać tylko persona na wózku inwalidzkim albo na łożu śmierci? No pytam się. Hej! Do Ciebie mówię. Tak, Panie Olewam Ludzi, Pan też może kiedyś być w potrzebie, ale niech Pan na mnie nie liczy. Jak Kuba Bogu... Nie szanował Pan bliźniego przez całe życie, lecz tylko w ciężkich przypadkach, to teraz Pan ma. Tak mi dopomóż RAM (oRganizacja Action Mag)...
Nad losem własnym, innych ludzi i wybitnych twórców użalał się: Partyz
P>S> God save the Mag.
P>S>2> Słuchałem KoRn - All my hate, Coal Chamber - Fiend, Static-X - Push It, Slipknot - People=Shit (zdziwieni?), KULT - Fever, fever, El Doopa - Prohibicja, Limbonic Art - The Dark Paranormal Calling, System of a down - Sugar, R.A.T.M. - Sleep now in the fire.