Do Świadków Jehowy (przede wszystkim, choć nie tylko...)
(a konkretnie do Pablo i Baribala)
Autor Joanna Czapska vel aoosteen (mailto:aoosteen@poczta.onet.pl)
Siedzę sobie właśnie przed komputerkiem, czytam ostatni AM 29 i powoli czuję, jak mnie krew zalewa... Nie umiem wyrazić tego inaczej - przepraszam...
Próbujecie przekonać czytelników AM, że nie warto już dłużej roztrząsać się nad tym, bo dla niektórych ta dyskusja jest już nudna (Baribal). Dowiedziałam się również, że posługuję się nieprawdą, przekłamaniami i innymi technikami (Pablo). Zostałam określona przez Baribala jako zdeklarowany przeciwnik Świadków Jehowy tylko i wyłącznie dlatego, że ośmielam się nie podzielać uwielbienia wyżej wymienionych panów do Towarzystwa Strażnica. Pablo próbuje przekonać czytelnika, że nie będąc nigdy Świadkiem Jehowy nie mam prawa się wypowiadać, gdyż nie jestem dobrym źródłem informacji. Zapewniam, że gdyby miała miejsce sytuacja, że byłam Świadkiem Jehowy, również nie mogłabym być dobrym źródłem informacji, ponieważ (w najdelikatniejszej wersji) nazwanoby mnie odstępcą lub (w nieco ostrzejszej) psem, który powraca do własnych wymiocin. I chociaż może Baribal ma rację, że dla niektórych dyskusja, czy SJ są sektą może się wydawać odrobinę zbyt długa, to i ja nie umiem nie zabrać ponownie zdania w tej kwestii.
Kto ma prawo wypowiadać się o Świadkach Jehowy? (wg Świadków Jehowy)
Wg słów Baribala o Świadkach Jehowy mogą wypowiadać się tylko i wyłącznie osoby, które są im przyjazne. Pewnie w większości będą to Świadkowie Jehowy lub ich sympatycy. Baribal przytacza wypowiedź prof. Wojciecha Modzelewskiego zamieszczoną w GW (06.12.2001). Nie będę tu dyskredytować słów tam zawartych ani stanowiska ich autora, gdyż każdy w naszym kraju ma wolność wypowiedzi zagwarantowaną przez konstytucję. Jednak dla Świadków Jehowy wiarygodne są tylko opinie, które są im pochlebne. Baribal próbuje przyrównać informacje, jakie zawarłam w artykule "Świadkowie Jehowy - a jednak sekta?" do tych, jakich może udzielić rasista o osobach innej niż on sam rasy. Stwierdzenie o podobnej treści (że ponieważ nie jestem i nie byłam Świadkiem Jehowy nie mogę być wiarygodnym źródłem informacji) odnajdujemy również w tekście Pablo. W ten sposób Baribal i Pablo próbuje zdyskredytować cały mój artykuł w oczach innych czytelników AM; nazywają mnie przeciwnikiem Świadków Jehowy. Wypada mi na samym początku stwierdzić, że nie uważam się za przeciwnika Świadków Jehowy, lecz za osobę, która postanowiła zweryfikować to, co oni mówią, do czego zachęcam i pozostałych czytelników. Słusznie Pablo napisał: Ludzie - myślcie, to nie boli. Ale wracając do tematu...
Dla Świadków Jehowy wszelkie zdania im nieprzyjazne świadczą na pewno o tym, że ktos jest ich przeciwnikiem, że nie jest bezstronny, że kłamie... Pablo namawia czytelników AM, by ci sami zapytali Świadków Jehowy, gdy zapukają do drzwi, o wszystko, co tylko przyjdzie im do głowy. Niemal natychmiast nasuwa mi się pytanie: dlaczego informacji o czymkolwiek mielibyśmy szukać tylko w jednym źródle? Pamietajcie cały czas słowa Pabla: Ludzie - myślcie, to nie boli... Czy człowiek myślący ograniczy się tylko do informacji, jakie uzyska z jednej strony, czy też będzie dążył do tego, by na dany temat dowiedzieć się jak najwięcej i samodzielnie wyciągnąć wnioski? Odpowiedź jest chyba oczywista dla każdego z nas...
Wg Świadków Jehowy jedynym najlepszym i najbardziej wiarygodnym źródłem informacji o Świadkach Jehowy są oni sami. Pociąga to za sobą niemal oczywiste następstwo, że najlepszym źródłem informacji o Świadkach Jehowy jest Towarzystwo Strażnica.
Poznawać czy nie poznawać? (w ujęciu nauk Świadków Jehowy)
W Strażnicy z 1 marca 1989 czytamy o pewnej Dunce, którą bardzo irytują przychodzący do niej Świadkowie Jehowy. Ponieważ niechęć tej kobiety do poznawania nowych poglądów została przedstawiona w bardzo złym świetle należy się spodziewać, że sami Świadkowie Jehowy mają otarte umysły. Towarzystwo Strażnica namawia by sprawdzać to, w co się wierzy:
"Musimy zbadać nie tylko to, w co sami wierzymy, lecz także to, czego naucza wyznanie, do którego należymy. (Prawda, która prowadzi do życia wiecznego, s.14).
To bardzo szlachetne, że mówi się innym, by sprawdzali to, w co wierzą. Mogłoby się wydawać, że do weryfikacji swoich wierzeń Towarzystwo Strażnica zachęca nie tylko osoby, które nie są Świadkami Jehowy, ale również i te, które nimi już są. Ale tak mogłoby się tylko wydawać...
Towarzystwo Strażnica próbuje odwieść swoich członków od zapoznawania się z głosami krytycznymi dla Świadków Jehowy. Odwołam się teraz do fragmentu Strażnicy z 1 lipca 1994:
"Na stole demonów znajduje się między innymi propaganda, służąca temu, aby nas zwieść i odciągnąć od oddawania czci Jehowie" (str. 9, par. 3).
Chciałabym zwrócić uwagę czytelnika na użycie tutaj sformułowania "stół demonów". Jest ono zaczerpnięte z 1 listu do Koryntian 10:21 jednakże jego użycie w tym kontekście (w zestawieniu z oddawaniem czci Jehowie, a więc niejako z należeniem do organizacji Świadków Jehowy) sugeruje, że wszystko, co nie jest w ten czy inny sposób powiązane ze Świadkami Jehowy musi pochodzić tylko i wyłącznie od demonów. Jak w takim razie rozumieć owo nawoływanie do zbadania własnych wierzeń zawarte w książce Prawda, która prowadzi do życia wiecznego? Czy nie widać jeszcze, że owo nawoływanie ma charakter jednostronny i nie tyczy się Świadków Jehowy? Jeśli nie, czytajmy zatem dalej...
Towarzystwo Strażnica, przyrównując czytanie zarówno książek o tematyce biblijnej, lecz nie wydanych przez Świadków Jehowy oraz zasięganie inforamcji o Świadkach Jehowy, które nie pochodzą z Towarzystwa do karmienia się ze stołu demonów. We wspomnianej już przeze mnie Strażnicy z 1 lipca 1994 na str. 9 (par. 2) czytamy, że "...karmienie się ze stołu Jehowy oznacza oddawanie mu czci zgodnie z Jego wolą (...). Chcąc tak czynić, trzeba się odżywiać pokarmem duchowym, którego Jehowa dostarcza za pośrednictwem swego Słowa i swej oragnizacji". Jaki to "pokarm duchowy" otrzymują Świadkowie Jehowy od swej organizacji? Czy nie są to liczne, kolorowe książki i gazetki?
Mamy zatem do czynienia z następującym schematem:
karmienie się ze stołu Jehowy = oddawanie mu czci = czytanie publikacji Towarzystwa Strażnica
Odkąd przeczytałam owe słowa w Strażnicy zastanawia mnie jedno... Czy Ciało Kierownicze Świadków Jehowy w Brooklynie wykazuje się tutaj bardziej swą ignorancją czy też niewiedzą? Świadkowie Jehowy uchodzą za ludzi obeznanych z Biblią, jednak czyżby przeoczono słowa Jezusa, który powiedział, że prawdziwi czciciele będą czcić Ojca duchem i prawdą (por. Jn 4:26)?
Świadkowie Jehowy namawiają innych do weryfikowania swej religii, jednak nie czynią tego samego względem swojej. Gdy w głowie Świadka Jehowy pojawiają się jakiekolwiek wątpliwości czy też rozbieżności pomiędzy tym, co czyta on w Biblii a tym, co odnajduje w publikacjach Towarzystwa nie idzie on za radami, jakich sam udziela innym. Przypatrzmy się fragmentowi z książki Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi:
"Jak zareagujesz, gdyby się okazało, że to, w co wierzysz, jest nieprawdą? Załóżmy na przykład, że jedziesz samochodem do miejscowości, w której jeszcze nigdy nie byłeś. Masz wprawdzie mapę samochodową, ale nie zadałeś sobie trudu, żeby się z nią wystarczająco starannie zapoznać. Ktoś ci powiedział, jaką drogą masz jechać. Zaufałeś mu, szczerze wierząc, że wskazał ci dobrą drogę. Przypuśmy jednak, że tak nie jest i ktoś chciałby cię wyprowadzić z błędu. Co byś zrobił, gdyby na twojej mapie ci pokazał, że jedziesz złą drogą? Czy duma albo upór nie pozwoliłyby ci przyznać, że tak jest naprawdę? Gdybyś więc w trakcie badania swojej Biblii stwierdził, że podróżujesz złą drogą religijną, czy byłbyś skłonny ją zmienić? Unikaj szerokiej drogi prowadzącej do zagłady; trzymaj się wąskiej drogi, która wiedzie do życia!" (Będziesz mógł żyć wiecznie w raju na ziemi, Brooklyn, 1989, 1990, str. 32, par. 20).
Skłońmy zatem Świadków Jehowy, by na nowo usłuchali rady, której dali posłuch jakiś czas temu i by sprawdzili, czy "jadą właściwą drogą"...
Okazywanie grzeczności?
Baribal ma nadzieję, że poziom tekstów w AM będzie stale wzrastał. Trochę to zastanawiające, gdyż to, co sam napisał, nie ma żadnej treści merytorycznej. Mimo to jednak odpowiadam na jego artykuł, lecz tylko po to, by nie pozostawiać czytelnika AM z wieloma niedopowiedzeniami ze strony Baribala.
Baribal zapytuje, czy potępiam Świadków Jehowy za to, że uczą się okazywać grzeczność. W swej łaskawości przytoczył zaledwie fragment cytatu z książki Zważajcie na samych siebie i na całą trzodę, który nie oddaje w pełni treści zagadnienia. Dla pewności zatem przytoczę go ponownie, dodam nowe fragmenty z wyżej wspomnianej książki oraz swój komentarz, by przekonać czytelnika, że nie chodzi to o to, że Świadkowie Jehowy uczą się okazywać grzeczność innym...
"Kiedy po raz pierwszy przyjdą do Sali Królestwa, mogą się poczuć obco; chcemy, żeby było inaczej - żeby spotkali się z serdecznym przyjęciem...."
"Zachęcaj wszystkich braci i siostry, żeby z własnej inicjatywy podchodzili do nowych i zapoznawali się z nimi. (...) Takie szczere zainteresowanie przekona ich, że wśród ludu Jehowy panuje prawdziwa miłość (Jana 13:35)." ("Zważajcie na samych siebie i na całą trzodę", str. 22, 23; wyróżnienia dodane od Joanki).
Właśnie w taki sposób kierownictwo w Brooklynie, poprzez starszych w zborach, radzi jak okazywać "miłość" nowym osobom.
Zastanawiające jest, czy osoba zachęcona do czegoś, robi to z własnej inicjatywy... Czy takie zainteresowanie może być szczere, jeśli ktoś je wcześniej zasugerował? Świadkowie Jehowy chcą wywrzeć na innych wrażenie, że wśród nich jest prawdziwa miłość... Dlaczego zatem tak bardzo chcą zwrócić uwagę nowo zwerbowanych, potencjalnych członków właśnie na nią? Czemu tak bardzo się nią chlubią? Czy takim zachowaniem naśladują Jezusa lub pierwszych apostołów (Apostoł Paweł pisał: "Co zaś do mnie, Niech mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża pana naszego Jezusa Chrystusa, przez którego dla mnie świat jest ukrzyżowany, a ja dla świata"; Gal 6:14; BW; podkreślenia dodane)?
Czy więc chodzi o to, że Świadkowie Jehowy uczą się okazywać grzeczność, jak chce nam to wmówić Baribal? Czy też może chodzi o to, że owa grzeczność nie jest do końca tak szczera, bowiem zasugerowana przez innych? Niech czytelnik sam odpowie na to pytanie....
Teoria spisku?
Jeśli chodzi o wspomnianą "ściśle tajną książkę": drogi czytelniku spytaj sam, i zobacz czy się o niej dowiesz. Skoro jest ona tak utajniona, to jak ją pani zdobyła? Pracuje pani w wywiadzie? Skoro to się pani udało proszę dostać się do tajnych dokumentów w Watykanie i uchylić nam choć rąbka znajdujących się tam informacji.
Muszę przyznać, że prześmiewcza postawa Baribala ubawiła mnie do łez - dzięki Baribal :)
W jednym Baribal ma rację: niech czytelnik spyta sam jakiegoś Świadka Jehowy, czy słyszał o takowej książce. Niech jednak nie będzie to Świadek Jehowy, który ma dostęp do Internetu, tylko taki, który bazuje tylko na publikacjach, jakie otrzymuje w zborze. I o ile nie zapuka do Waszych drzwi akurat jakiś starszy zboru, to ręczę, że się o niej nie dowiecie. Skąd ta pewność? Z informacji, jaka znajduje się na samym wstępie do tej ksiązki, a brzmi ona tak:
"Każdy zamianowany starszy otrzymuje egzemplarz tego podręcznika i może go mieć u siebie, dopóki usługuje jako starszy w jednym ze zborów. Jeśli przestanie być starszym, musi oddać swój egzemplarz zborowemu komitetowi służby. Nie wolno robić kopii żadnych fragmentów tego podręcznika."
Jednak Baribal ma mnie najwidoczniej za agenta jakiegoś wywiadu! No więc zachowam się jak na agenta przystało i nie ujawnię swych źródeł ;) A tak serio mówiąc: książkę można odnaleźć w Internecie - wystarczy tylko wiedzieć, gdzie szukać i przede wszystkim szukać dokładnie. Szukaj, a znajdziesz, Bariba; szukaj, a znajdziesz...
Chciałabym również zwrócić uwagę czytelnika na typowe zachowanie Świadków Jehowy, a jakie nam tu zaprezentował Baribal... Mówi on, bym dostała się do tajnych dokumentów w Watykanie... Nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć, że w Watykanie, że tak to ujmę, "urzęduje" Jan Paweł II. Baribal chciał zaatakować mnie wychodząc z założenia, że jestem katoliczką, wszak właśnie na to wskazuje jego wypowiedź. Jest to charakterystyczne zachowanie wśród Świadków Jehowy polegające na zasadzie: "A U WAS BIJĄ MURZYNÓW". Problem polega tylko na tym, że Baribal chybił celu, gdyż nie jestem członkiem/członkinią KRzK.
Świadkowie Jehowy bez żadnych zachamowań, podczas wizyt w naszych domach potrafią wytykać błędy ludzi należących do innej niż oni sami religii, zachowując przy tym się tak, jakby u Świadków Jehowy wszystko zawsze było w jak najlepszym porządku. Dlaczego zatem w taką alergią reagują na ludzi, którzy to samo odnajdują u nich? Pablo pisze, że jestem pełna jadu do Świadków Jehowy... Czy oby jego spostrzeżenie nie wynika z tego, że ośmieliłam się wypowiedzieć nieprzychylnie o Świadkach Jehowy? Informuję więc, że nie robię nic, czego nie robił Jezus podczas pobytu na ziemi. On również, gdy widział obłudę, reagował na nią (por. Mt 23: 1-33). Czy i On postępował źle, gdy pokazywał ludziom obłudę faryzeuszy? Nie sądzę...
Nieuczciwa walka?
Pablo pisze, że posługuję się nieprawdą, przekłamaniami i innymi technikami, o które oskarżam Świadków Jehowy (liczba pojedyncza, Pablo; liczba pojedyncza: autor, nie autorzy). To bardzo nieuczciwa gra, a właściwie walka - kontynuuje Pablo... Niestety, ale zarzut Pablo tyczący się rzekomego kłamstwa w moim poprzednim tekście to nic więcej jak tylko gołosłowie, stwierdzenie nie mające swego uzasadnienia i tym samym bez żadnej wartości. Czemu Pablo nie pofatygował się, by podać choć jeden błąd w moim artykule? Czyżby dlatego, że go nie znalazł? Kto więc tak naprawdę prowadzi nieucziwą grę czy też walkę, jak to nazwał Pablo?
Europejski Trybunał Praw Człowieka z siedzibą w Strassburgu
Wg Pablo urzędnicy Europejskiego Trybunału Praw Człowieka nie mają wątpliwości, że Świadkowie Jehowy są religią. Czy oby na pewno?
"Brooklyn broniąc swych praw nie waha się także występować przed Europejską Komisją Praw Człowieka, czy też Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Mało kto jednak wie, że właśnie Europejska Komisja Praw Człowieka w swych decyzjach używała słowa sekta na określenie Świadków Jehowy. (Nawiasem pisząc, trudno nie zauważyć w działaniu Towarzystwa adekwatnej sprzeczności: z jednej strony Świadkowie występują przed w.w. instytucjami, mimo, że te określają ich mianem ''sekty'', z drugiej strony, Jehowa ,,nie puści tego płazem'' ) Poniżej fragmenty decyzji Europejskiej Komisji Praw Człowieka, gdzie w oficjalnym tekście użyto wyrażenia ''sekta'' w stosunku do Świadków Jehowy:
''Zważywszy, że skarżący twierdził, iż jako członek sekty Świadków Jehowy (...).; (...) jako kapłan sekty był on ofiarą traktowania dyskryminacyjnego (...) '' (Skarga nr 2299/64 - Decyzja z 2 kwietnia 1965)
''Komisja stwierdza zatem, że członkostwo takiej sekty religijnej, jak Świadkowie Jehowy (...)'' (Skarga nr 10410/83 - Decyzja z 11 października 1984)" (Z artykułu Świadkowie Jehowy - zdelegalizowana sekta? autorstwa iszbina; całość dostępna pod adresem: http://warsaw.com.pl/brooklyn/sektasj.htm ; wszel;kie wyróżnienia dodane od Joanki).
Czy więc mamy wierzyć temu, co pisze Pablo, że wg Europejskiego Trybunału Praw Człowieka Świadkowie Jehowy nie są sektą tylko religią? Znów na poparcie swej wypowiedzi nie przytacza on żadnych źródeł, by można to zweryfikować. Znów raczy się czytelników AM gołosłowiem...
Po owocach ich poznacie...
Dla Pablo mnie o wartości jakiejś grupy społecznej najwięcej mówi to, jakich zasad się trzyma, a nie o jakich tylko mówi. Przekonajmy się zatem, czy Świadkowie Jehowy są tak moralni, za jakich chcą uchodzić w oczach innych:
"Chociaż brzmi to szokująco, ale nawet niektórym szerzej znanym ["prominentom" ang. Strażnica (The Watchtower) Nr 1, 1986 s.13] w społeczności ludu Jehowy zdarzyło się popaść w czyny niemoralne, nie wyłączając homoseksualizmu, wymiany żon, napastowania dzieci. Trzeba też zaznaczyć, że w ubiegłym roku wykluczono ze zboru chrześcijańskiego 36.638osób, większość z nich właśnie za pogwałcenie moralności."
"Niestety zdarzały się wypadki, nawet gdy obie zainteresowane strony miały się za wierzące, że rozmyślnie dopuszczono się rozpusty (zwykle w grę wchodziło cudzołóstwo), aby w tak podstępny sposób stworzyć biblijne przyczyny do zerwania więzów małżeńskich. (...) Widocznie doszły do wniosku, że mogą świadomie dopuścić się czynu niemoralnego, być mniej więcej przez rok wykluczone, po czym razem z nowym partnerem małżeńskim okażą 'skruchę' i zostaną ponownie przyjęte do zboru". ("Strażnica" 1984, nr 7, s. 25; wyd. pol.)
"Problem uczestniczenia w cudzych grzechach powstaje niekiedy wśród młodzieży znajdującej się w naszych szeregach. (...) Dało się już słyszeć o młodych, którzy utworzyli szajki uprawiające nieczyste praktyki, a przysięgali sobie nawzajem dochowanie tajemnicy, żeby ani starsi, ani rodzice nie dowiedzieli się o ich sprawach". ("Strażnica" 1986, nr 11, s. 17; wyd. pol.)
"Kilka lat temu doszło do szokujących wykroczeń w pewnych zborach ze środkowej części Stanów Zjednoczonych. Trochę później taka sama sytuacja wytworzyła się w niektórych zborach w Europie. Okazało się, że sporo młodych osób tkwi w niemoralności, zażywaniu narkotyków i w innych niegodziwych praktykach. Nie brakło w tej liczbie dzieci nadzorców, którzy najwidoczniej przymykali oczy na wyskoki swoich latorośli". ("Strażnica" 1987, nr 2, s.12; wyd. pol.)
"Na przykład niektórym użytkownikom magnetowidów poważnych trudności przysporzył dość łatwy dostęp do filmów pornograficznych lub przesyconych przemocą. W Europie pewien brat czekał, aż żona pójdzie do łóżka, po czym oglądał sobie wideokasety, przedstawiające takie nieczyste postępki. (...) W jednym z krajów afrykańskich grupa młodych Świadków pożyczyła od kolegów szkolnych taśmy z filmami o nieczystej treści i oglądała je pod nieobecność rodziców". ("Strażnica" 1988, nr 8, s. 17; wyd. pol.)
"Nadchodzą informacje, że duże grupy Świadków zbierają się w wynajętych obiektach, gdzie korzystają z niezdrowych świeckich form rozrywki i gdzie brak jest należytego nadzoru. Podobne zabawy, zachwalane jako 'weekendy Świadków Jehowy', urządza się w hotelach i innych lokalach. Tak licznym grupom trudno zapewnić odpowiedni nadzór, co stwarza kłopoty. Nieraz dochodzi do awantur, nadużywania trunków czy wręcz do niemoralności (...). Takie spotkania towarzyskie nie przysparzają czci Jehowie. Ściągają raczej hańbę na dobre imię zboru i gorszą drugich..." ( "Nasza Służba Królestwa" (NSK) 1995, nr 9, s. 2; wyd. pol.)
Strażnica Nr 22, 1991 s.9: "Tę przykrą prawdę dobitnie uzmysławia fakt, iż w minionym roku służbowym wykluczono ze społeczności zboru chrześcijańskiego ponad 40 tys. osób, głównie za rażąco złe czyny. Ponadto wielu chrześcijan napomniano, najczęściej za niemoralność płciową, a powodem zawsze okazywał się brak panowania nad sobą. Wymowne jest też, że z tej samej przyczyny zaprzepaściło swe przywileje sporo długoletnich starszych" por. s.22. Patrz też Nr 12, 1991 s.19.
Strażnica Nr 24, 1996 s.29: "Z pewnego europejskiego kraju doniesiono, że czasami z ust niektórych braci i sióstr przychodzących do Sali Królestwa czuć silny zapach alkoholu".
"Proroctwo Izajasza..." (t.1): "Nieczystymi postępkami, takimi jak niemoralne praktyki seksualne, bałwochwalstwo, dopuszczanie się kradzieży i pijaństwo, kalaliby zbór chrześcijański. Właśnie dlatego osoby, które nie chcą porzucić takich uczynków, są z niego wykluczane" (s.15), "Nic więc dziwnego, że i obecnie niektórzy oddani Bogu chrześcijanie okazują brak rozwagi w kwestii spotkań towarzyskich. Po nadużyciu trunków niejeden zaczął się zachowywać hałaśliwie i porywczo (...) Znaleźli się tacy, którzy pod wpływem alkoholu wdali się w niemoralne stosunki. Czasem zabawy trwały niemal całą noc, tak iż zakłóciły chrześcijańskie zajęcia w następnym dniu" (s.82) por. s.44, gdzie piszą dla odmiany, że takie złe rzeczy oni porzucają, gdy stają się ŚJ.
Pablo w swoim podsumowaniu pisze, że na świecie dokonuje się co roku milionów napadów, setek tysięcy zabójstw, rozbojów, gwałtów itd., itd, następnie zaś zapytuje: Ile z nich dokonują Świadkowie Jehowy? Mogłoby to sugerować postronnemu czytelnikowi, że Świadkowie Jehowy prowadzą życie niemalże bez grzechu... Gdyby jednak tak było naprawdę, nie czytalibyśmy na łamach publikacji Świadków Jehowy o tych wszystkich wydarzeniach...
Jeśli zapukają do Was Świadkowie Jehowy, to zapytajcie ich wprost o wszystko co Wam przyjdzie do głowy
Taką dobrą radę daje czytelnikom Pablo. A że nie zwykłam zostawiać czytelników AM samym sobie, więc postanowiłam Wam podpowiedzieć kilka pytań, które moglibyście zadać Świadkom Jehowy, jeśli do Was przyjdą :)Pewnie trzeba będzie najpierw chwilę spędzić z Biblią, by odszukać stosowne wersety, ale wierzcie mi, że się opłaci :) Więc zaczynam...
Etyka...
Jako źródło informacji o Ś.J. podano adres serwisu (który stworzyli ich przeciwnicy) jakoś pewnie "niechcący" bardzo podobny do oryginalnego adresu strony stworzonej przez Ś.J (www.watchtower.org). To dopiero "etyczne" metody. Baribal twierdzi, iż to nieetyczne, że twórcy serwisu http://www.watchtower.org.pl/ mają właśnie taki adres swojej witryny. Pamietacie jednak tą sprawę z adresem witryny, jaki chciała mieć Madonna, ale ktoś go wykorzystał i zaczął prowadzić tam bodajże serwis o charakterze erotycznym? Pewnie, że tu nie chodzi o to samo. W tamtym wypadku strony miały całkiem inny charakter; tu obie natomiast informują o Świadkach Jehowy. Dlaczego Baribalowi nie przeszkadzają inne serwisy, które w nazwie domeny lub w adresie zawierają zwrot Watchtower albo Świadkowie Jehowy (w różnych językach)? Oto dla przykładu jedna z nich:
Watchtower News http://www.watchtowernews.org/
Przecież tu również został użyty adres bardzo podobny do strony stworzonej przez Świadków Jehowy. Czyżby Baribal nie wiedział, że jego Towarzystwo ma wyłączność tylko na jeden adres strony, mianowicie na www.watchtower.org a nie na inne, które czasem brzmią podobnie? Nie byłoby etyczne, gdyby ktoś zrobił tak, że po wpisaniu adresu oficjalnej strony Świadków Jehowy otwiera się strona, którą tworzą ludzie polemizujący ze Świadkami Jehowy (niekoniecznie ich przeciwnicy), tak jednak nie jest. Tak, Baribalku, mimo iż wydaje Ci się to świętokradztwem, można mieć taki adres witryny, jaki ma serwis Świadkowie Jehowy pod lupą, czyli http://www.watchtower.org.pl/. A gdybyś nie wiedział, to ten sam serwis jest dostępny również spod innego adresu: http://www.watchtower.com.pl. Więc nie wmawiaj innym, jakie to strasznie nieetyczne, gdyż na całym świecie jest wiele serwisów poświęconych Świadkom Jehowy, które w swym adresie zawierają zwrot watchtower lub Świadkowie Jehowy (w wielu językach).
I na marginesie: dlaczego Baribal, gdy wspomina o etyce, zapomina o swym bracie w wierze, o Pablo, którego uważam za plagiatora? Nie uwierzę, że jako dokładny czytelnik wszelkiego rodzaju publikacji Towarzystwa Strażnica nie zauważył, że są one z nich niemal żywcem wyjęte... To dopiero "etyczne" zachowanie ze stron obu panów...
Podsumowanie
Zastanawiałam się, czy w ogóle pisać ten tekst, ale doszłam do wniosku, że jednak napiszę i tym oto sposobem zbliżamy się do końca owego arta... Nie sądzę, bym jeszcze kiedykolwiek zabierała głos na łamach AM w sprawie Świadków Jehowy, chyba, że zostanę do tego zmuszona postawą pisujących tu Świadków Jehowy. Nie mam zamiaru żadnego ze wspomnanych chociażby w tytule panów namawiać do zmiany wierzeń (ach, znów ta konstytucja ;)). Co się tyczy pozostałych czytelników AM, to mam do Was właśnie kieruję poniższe słowa:
To, w co będziecie wierzyć, to tylko i wyłącznie Wasza sprawa. Upewnijcie się tylko, że wasza wiara ma solidną podstawę i że nikt Was nie oszukuje. Upewniajcie się o wszystkim i niczego nie przyjmujcie w sposób bezkrytyczny.
Pozdrówka dla czytelników AM :)
Kurtuazyjny ;) buziak w czółko dla księcia Eddiego, który kiedyś wyratował mnie z opresji ;)
Joanka
wrzesień, 2002