PRZEMYŚLENIA (MĘTNE) IMĆ AXELA


Jestem już na antenie? Tak? Na pewno? No to możemy zaczynać. Poniższym artem postaram się udowodnić, że nasza cywilizacja to chwiejący się kolos na glinianych nogach, którego powalić może byle bin Laden. Temat ambitny, prawda, ale nie takie rzeczy się pisało:).
Przepowiadać nic nie będę, bo Nostradamus ze mnie nijaki, postaram się też mętne moje przemyślenia zapodać w miarę przystępnie. Lojalnie zaznaczam, że poniższe poglądy nie są do końca moimi własnymi, żeby nie było, jakby coś. I to tyle, jeśli chodzi o wstęp.

Na początek wyobraźcie sobie wykres liniowy składający się z dwóch osi i dwóch linii: czerwonej i niebieskiej. Oś pozioma symbolizuje upływ czasu w, powiedzmy, dziesięcioleciach. Oś pionowa - poziom cech reprezentowanych przez linie, w jednostkach umownych. Linia czerwona odzwierciedla rozwój technologiczny (naukowy) danej cywilizacji, oś niebieska - nazwijmy to rozwojem moralnym. Brzmi to wszystko może nieco skomplikowanie, ale w rzeczywistości sprowadza się do dwóch zygzaków i każdy wie, o co chodzi. Prawda?
Może inaczej. Technologia - In Digo "The red", morale - Eiffel 65 "Blue":)
Tyle legenda.
Teraz spróbujmy przenieść na wykres cywilizację rzymską. Czemu akurat rzymską? Bo mi pasuje do teorii, poza tym o Rzymianach wiemy najwięcej, jeśli chodzi o starożytne cywilizacje. Linia czerwona takiego wykresu wznosiłaby się w miarę równo - im dalej w prawo, tym wyżej. Nic dziwnego, rozwój technologiczny w Rzymie ciągle się zwiększał i jego obywatelom żyło się coraz lepiej.
A co działoby się z linią niebieską?
Początkowo dotrzymywałaby kroku czerwonej, ale potem zaczęłaby wyraźnie od niej odstawać, aby wreszcie przyjąć wygląd równi pochyłej w dół. Interpretacja nie jest trudna - demoralizacja Rzymian postępowała. Powszechnie znanym faktem jest totalny upadek obyczajów w starożytnim Rzymie u schyłku jego istnienia (czemu zresztą usiłowali zapobiec jego ostatni cesarze).
Wykres kończyłby się przy przecięciu obu linii w zupełnym parterze, czyli na samym dole skali, ponieważ linia czerwona nagle runęłaby na łeb.
Prosta sprawa - Rzym jako taki przestał istnieć, rozbity przez barbarzyńców, a więc i jego rozwój technologiczny poszedł na ryby. Bo co komu po rozwoju cywilizacyjnym, gdy nie ma już cywilizacji?
Przy czym prawda jest taka, że to nie barbarzyńcy byli głównym powodem upadku Rzymu. Chorego na AIDS wykończy głupie przeziębienie... Rzym skazany był na upadek, a dzikusy tylko mu w tym pomogły.

Nasuwa się pytanie, co spowodowało demoralizację Rzymian. Tu jednak a little suprise - w tym arcie odpowiedzi nie znajdziecie. To temat na osobny artykuł, co oczywiście nie znaczy, że go napiszę:).
Nam zresztą powinien wystarczyć prosty fakt, że za upadkiem moralności postępuje upadek cywilizacji; gdy między linią czerwoną a niebieską jest zbyt wiele miejsca, to czerwona wyrówna do niebieskiej, nie na odwrót.

No dobrze, powie ktoś. Ale co to niby jest ta wydumana "moralność", czy "upadek obyczajów"? Czy aby nie o tym napominają przedstawicielki najstarszego pokolenia, żegnające się i plujące za lewe ramię, gdy zobaczą dziewczynę w miniówie? Spoko, nie o to chodzi. Chodzi o coś z deczka głębszego... A mianowicie o:

- malejący szacunek dla ludzkiego życia
- odrzucanie tradycji, obyczajów, wartości
- komplikację regulacji prawnych
- malejące znaczenie religii

Zdziwieni? Że niby dobór kwestii co najmniej... dziwny? Bezsensowny? Otóż nie, a wszystkie wymienione kwestie zazębiają się i łączą ze sobą. Malejące znaczenie religii w naszym (jako cywilizacji) życiu jest skutkiem odrzucania tradycji, obyczajów i wartości. Odrzucenie to zaś pogłębia się właśnie poprzez... odtrącanie religii, zawsze niosącej ze sobą przestrogi i nakazy natury moralnej.
Mówiąc prościej: typ, którego obowiązuje Dziesięć Przykazań raczej nie zakosi Ci portfela, bo wie, że będzie na bakier z paragrafem siódmym (nie kradnij).
To, że olewanie zasad moralnych wiąże się bezpośrednio z malejącym szacunkiem dla ludzkiego życia, chyba jest oczywiste. Ale wiąże się też z... komplikacją reguł prawnych, bo w "zamkniętej, jednolitej kulturze wszyscy wiedzą, co im wolno, a czego nie, i nie ma potrzeby tego zapisywać" (Lech Jęczmyk, Nowa Fantastyka 08.02, felieton „Przerażająca irracjonalność działania”). Gdy ludzie przestają odróżniać dobro od zła, jest to niezawodny znak, że ich cywilizacja wkrótce wyciągnie kopytka - zapala się alarmowe światełko. Kiedyś było się albo good, albo bad, bez szeregu stanów pośrednich.

Do starożytnego Rzymu wszystkie myślniki pasują jak ulał. Ale czy tylko do niego?

Przyjrzyjmy się naszej, zachodniej cywilizacji, której część niewątpliwie stanowimy.
Szacunek do ludzkiego życia maleje, to chyba oczywiste. Rolę areny, na której szlachtują się gladiatorzy i skwierczą ludzkie pochodnie, z powodzeniem odgrywa kochana telewizja. Nie chodzi mi tu nawet o krwiste filmidła, tylko o zwykłe programy informacyjne. Nierzadko przez kwadrans oglądania ”Teleexpressu” można naliczyć kilkadziesiąt czy kilkaset trupów. Tu dwadzieścia, tu pięćdziesiąt - ot, wiadomość do odhaczenia. Śmierć powszednieje, jeśli podaje się ją w ilościach hurtowych.
O odrzuceniu tradycji, obyczajów i wartości nie chce mi się nawet pisać, bo to chyba oczywiste. To samo dotyczy naszego prawa - każdy wie, że prawo pomaga, jak może bandytom, a dobry adwokat zapewniłby bezkarność nawet Adolfowi. Każdy wie też, że byle badyl ma więcej praw niż mieszkacy Trzeciego Świata, a niehumanitarne strzelanie do zwierząt w Tomb Raiderach trzeba było zastąpić humanitarnym strzelaniem do ludzi, żeby wszystko było etyczne i OK. Ale to tak na marginesie.
Sprawę religii pozostawiam do indywidualnego osądu (z kontrowersjami trza ostrożnie :).

W każdym bądź razie analogie do starożytnego Rzymu chyba widać?

A historia lubi być złośliwa... Bo przecież potencjalni barbarzyńcy już dawno pojawili się na horyzoncie. We wstępie obiecałem nie prorokować, ale wzmianka o wujku Osamie wciskającym czerwony guziczek wręcz się narzuca...
Dobra, kończę to filozofowanie. Myślenie to niełatwa sprawa, a jak się przedobrzy, i to bez wcześniejszego przygotowania, to może żyłka w mózgu pęknąć. Co wiedziałem to napisałem, a dłuższego arta i tak nikt by nie przeczytał...

Do następnego.

Axel Prubaj Hoolaynoga

p.s. Jeśli masz inne zdanie - polemizuj, bylebyś tylko nie był mądrzejszy ode mnie:). A już broń Boże nie miał racji... :)
p.p.s. Aha, tekst ten jest całkiem niezależny od tego o Iraku (o ile go zamieścili:). Powstał wcześniej i z innych pobudek.
p.p.p.s. Korzystając z faktu, że jeszcze nie zdjęto mnie z anteny, kieruję specjalne przesłanie do sulęcińskiego gimnazjum: BUUUEEERP!
p.p.p.p.s. Specjalne pozdrowienie otrzymuje MetFan - ludzie, on pierwszy mnie docenił:).