Inny

Jest to mój pierwszsy art do Action Maga. Dlaczego go piszę? Dlatego, iż mam nadzieję, że po jego napisaniu choć trochę mi ulży. A więc siedzę sobie przesd komputerem, jest 20:55, niedziela, jutro rano jadę do szkoły, z której wrócę dopiero w piątek. Powód - internat. Mam 17 wiosen za pasem. Od jakiegoś czasu widzę, że dzieje się ze mną coś dziwnego. Chodzi o to, że chyba powoli się wypalam... Czuję to zwłaszcza wtedy, gdy przebywam w szkole/internacie. Wtedy to nie poznaję sam siebie. Zachowuję się bardzo dziwnie...według innych. Uważają mnie za idiotę, którym notabene się nie czuję. Wprost przeciwnie, mam poczucie własnej wartości, nawet siebie lubię. Po prostu nie jestem taki jak oni. Nie przepadam za ciągłymi "rozpierduchami" i wyczynianiem nie wiadomo czego. Wyrosłem już z tego. Owszem, czasami (nawet często) lubię zaszaleć, ale nie w taki sposób. Nie lubię nabijać się z innych ludzi(chyba, że WIEDZĄ oni, że to są żarty). Staram się być tolerancyjny. Kocham futbol, m!
uzykę(zwłaszcza tą "mocną"), ale jakoś nie pluję się do nikogo o to, że lubi/słucha inne zespoły czy inny rodzaj muzy. Nie narzucam nikomu co ma robić. I tu muszę poruszyć sprawę Boga. Traktuję siebie jako kogoś na kształt deisty, chociaż jeszcze się co do tego nie upewniłem. Wiem, że to co robię nie jest zgodne z Boskimi prawami, ale ja już wybrałem.A co ja takiego złego robię? Interesuję się parapsychologią, moim autorytetem jest Robert A.Monroe. A więc praktykuję różne rzeczy z parapsychologią związane. Nikt jednak o tym nie wie, bo po co? Żeby mnie wyśmiali? Wy i tak mnie nie znacie to co mi tam...


Pewnie zastanawiacie się co ja tam w budzie takiego wyprawiam, że inni są do mnie tak nastawieni. Nic. Po prostu lubię spokój. Nie ganiam z pokoju do pokoju wyprawiając różne głupie rzeczy. Zamiast tego wolę sobie poleżeć, przemyśleć różne sprawy. Tak do piątku. Na weekend jestem całkiem inną osobą. U siebie mam wielu dobrych kumpli, jest całkiem inaczej. Czuję, że żyję. A kiedy przyjdzie jechać do budy... niesamowity dół. Tak się czuję właśnie teraz. Gdy pomyślę, że mieszkam w pokoju z najbardziej dwulicowym człowiekiem jakiego znam, odechciewa mi się żyć. Kiedy jest ze mną jest spoko, wszystko "na cacy", zaś kiedy z innymi, obgaduje mnie jak tylko może. Zresztą nie tylko mnie, nawet swoich najlepszych kumpli. To świadczy o tym jakim jest człowiekiem.

Inną rzeczą, która mnie nurtuje(jak zresztą prawie każdego chłopaka) są Dziewczyny, a raczej Ich(Jej) brak w moim życiu. Ostatnio dziewczynę miałem dwa lata temu. Teraz, gdy wychodzę na miasto, wiele z z osobniczek płci pięknej patrzy się na mnie, nie wiem tylko z jakiego powodu, na plus czy minus (wydaje mi się jednak, że raczej to pierwsze, bo znam dziewczyny, którym się podobam, jednak One nie są w moim typie). Bez urazy kogokolwiek, ale nie przepadam za dziewczynami z "nowej ery techno". Wierzę jednak, że nie wszystkie technomanki są takie, że nie wszystkie uważają, że najważniejszymi "cechami" u chłopaka są: kasa, fura itp. Przynajmniej te co je znam, takie są. A ja ciągle czuję się samotny. Problem tkwi w tym, że jestem za bardzo wstydliwy w rozmowach z żeńską płcią. Nie umiem rozmawiać "o niczym". Zazdroszczę moim kumplom(nie tym z budy!), że tak łatwo potrafią porozumiewać się z Dziewczynami, jednak ciągle wierzę, że i mnie się uda...w końcu.

Ostanią sprawą jaką chciałbym poruszyć jest miłość, ale nie do dziewczyny, lecz do...RODZICÓW. Dziś zastanawiałem się nad tą kwestią. Niektórzy ich nie szanują. Denerwuje mnie to jak ktoś o swoich rodzicach mówi "starzy". Według mnie świadczy to o braku poszanowania dla ich osób. Ja nie wstydzę się przyznać, że kocham swoich rodziców. Są jednak tacy, którzy nie mogą(wstydzą się?) do tego przyznać. Staram się nie myśleć o tym, że kiedyś może ich zabraknąć na tym świecie. To byłoby dla mnie bardzo bolesne. Tym nieoptymistycznym akcentem kończę tego arta. Mój adres: Coby18@interia.pl. ULŻYŁO.


Coby


P.S. Przy pisaniu tego arta słuchałem najwspanialszego(przynajmniej dla mnie) zespołu jakim jest Deftones.