Kiedy Krzysztow Kolumb (a nie unspektor Columbo:)) odkrył Amerykę (tak
naprawdę były to Stany Zjednoczone ale to szczegół:)) w którymśtam roku (z
historii nigdy nie byłem dobry) nie spodziewał się co go spotka. Indianie,
których spotkał też nie wiedzieli co ich spotka. I to jeszcze jak nie wiedzieli!
Wzięli przybyszów za jakiś bogów, bo nigdy nie widzieli 'bladych twarzy' i
takich 'wielkich łodzi'. Zresztą przeczytajcie sobie 'Szok po przybyciu bogów'
Danikena:P Wszyscy wiemy jak to się skończyło. A co by było jakby indiańce
zaatakowali przybyszów? Jeśli nie pokonaliby ich od razu to pewnie zmusiliby ich
do ucieczki a wtedy załoga wymarłaby na morzu (wszyscy i tak byli wycieńczeni
podróżą w jedną stronę). Wtedy nikt w Europie nie dowiedziałby się o nowym
kontynencie, a indianie mieliby dużo czasu na rozwój (do momentu aż ruscy
polecieliby w kosmos i zobaczyli z góry, że coś jest nie tak:)).
Teraz chodzą plotki, że przed słynnym 11 września Amerykanie wiedzieli o tym, że
Osama planował jakiś zamach terrorystyczny i mieli dosyć dowodów aby zamknąć
jego ludzi przebywających w USA. Niestety coś schrzanili (a może chcieli dotrzeć
do samego Osamy?) no i masz babo bigos...nie dość, że stracili wieżyczki to
jeszcze ten cały wąglik, wojna z Afganistanem...i w dodatku osama wciąż żyje.
Teraz słynny Sadam. Już raz Amerykanie mogli go rozwalić, ale tego nie zrobili.
Zaatakowali, postraszyli i takie tam. Teraz planują kolejny atak a wszystkie
kraje są przeciwko, bo nie mogą zrozumieć pojęcia 'wojna w imie pokoju':))
Jedynie Polska jest za (BTW: Kiedy była sprawa nowoczesnej obrony antyrakietowej
to też wszystkie kraje potępiały ten projekt a my go popieraliśmy...lizusostwo?:)).
No i teraz mają aferę.
To było kilka przykładów, które pewnie przeanalizował mój znajomy i wyciągnął
odpowiednie wnioski. A więc kiedy Juzef (ooo...wszyscy klaszczą:)) wracał po
kolejnym dniu ciężkiej pracy pod budką z piwem (czytaj: degustacji tanich acz
mocnych trunków), a trzeba dodać iż był baardzo zmęczony aż się chcwiał
biedaczek. W każdym razie szedł torami kolejowymi. Pewnie był tak zmęczony, że
stracił poczucie orientacji w czasie i przestrzeni (to prawda. Krzyczał: 'Ja
k***a latam!':)). A tu nagle nadjechał pociąg! Zagwizdał tym słynnym UUUU!! UUUU!!
i prawie trącił Juzefa! Ten jak się wystraszył! Ale nie dał znać, że się boi.
Pewien Amerykanin jak przeżył coś podobnego to krzyknął: 'My God! What was that?'
Niemiec: 'Mein Gott! Was wahr das?' A Juzef bez żadnych takich krzyknął: 'K***A!
Ja pier***ę!' Dobra zbaczam z tematu. Więc Juzef pomyślał chwilę i zaczął nagle
biec. Biegł, biegł, biegł, jego tłusty brzuch podskakiwał w rytm kroków
(odrobina romantyzmu:)) W każdym razie dobiegł do...MNIE! Wparował do środka,
wskoczył do kuchni, chwycił czajnik z gotującą się wodą, rzucił nim o podłogę,
przywalił z buciora, podskoczył, upadł na podłogę waląc w czajnik łokciem...i
takie tam. Ja zdziwiony: 'Juzef ty ciućmoku! Co ty se myślisz?!' A on na to
(pominięto złe słowa): 'A zabić to póki jeszcze małe!'
I tym samym to zdanie jest morałem tegoż tekstu i niech będzie dla was radą na
przyszłość. Ta rada sprawdza się też w RTSach:)
ARCHWIMILIMIŁOPOTOPOCZERPACZKIWICZANIN
PS. Z cyklu 'Archie poleca' dzisiaj: GORĄCE FLAKI W POMIDOROWEJ!