Text ten, jak nietrudno się domyślić, traktował będzie m.in.
o ewolucjonizmie (tak się składa, że uczepiłem się tego tematu),
będzie on również odpowiedzią na art Pasibrzucha pt.:
"Śpij spokojnie, Darwinie" traktujący o ewolucjonizmie,
kreacjonizmie oraz niepokojeniu zmarłych poprzez pisanie artów ;).
Postaram się także rozwiać (wentylator! królestwo za wentylator!..
oops! zagalopowałem się ;)) kreacjonistyczne wątpliwości Pasibrzucha.
(Text ten będzie nieco poważniejszy i mniej złośliwy niż poprzednie,
okazało się bowiem, że mości Pasibrzuch, choć włada tą bronią niczym
Pan Wołodyjowski szablą, sam sarkazmu i drwiny nie trawi :> )

Na początek, jednakże, chciałbym pogratulować Pasibrzuchowi przenikliwości
i zdemaskowania mnie jako fanatyka - faktycznie, chociaż niezwykle nad tym boleję,
jestem fanatycznym zwolennikiem zarezerwowania obszaru nauki jedynie dla metod
i teorii noszących przynajmniej pewne znamiona naukowości :>.
Co by jednak nie poddawać się zbyt łatwo (i podjąć jakże modną, szczególnie wśród
polityków, próbę ocalenia obu twarzy) przytoczę inną definicję podawaną, tym razem,
przez posiadaną przeze mnie encyklopedię PWN:

"FANATYZM [łac.], bezkrytyczne, nadmiernie zabarwione uczuciowo
przekonanie o słuszności jakiejś sprawy, idei, doktryny,
połączone z nietolerancją i ostrym zwalczaniem poglądów odmiennych."

Chciałbym, przede wszystkim, zwrócić uwagę na słowo "bezkrytyczne" - być może
nie jestem aż takim fanatykiem, jak by się mogło wydawać...
(OSTRZEŻENIE! - encyklopedia ta została wydana w 1969r., w tzw. "ciekawych czasach"
(jakby dzisiejsze były nudne), więc zawarte tam definicje nie muszą być wiarygodne - oceńcie sami ;>)

Dobrze, punkt pierwszy: "Wstęp" można już, jak sądzę, 'odhaczyć'
i ustosunkować się do reszty pasibrzuchowego textu.

"Tak się składa, że byłem przez długi czas poprawnym uczniem, który czytał
z zapartym tchem podręczniki do biologii i uważał, że tak jak niebo jest
niebieskie a trawa zielona - tak zwierzątka i roślinki powstały przez ewolucję.
Potem przyszło jednak spotkanie z ruchem kreacjonistów czyli oponentów
stronnictwa ewolucjonistów. Po przebiciu się przez sporą ilość najróżniejszych
publikacji poczułem się mocno skołowany, bo nijak nie potrafiłem odpowiedzieć
na argumenty kreacjonistów, którzy pytali o różne braki w darwinowskiej teorii."

Powiedziałbym, że przez ten długi czas byłeś uczniem raczej kiepskim (bez obrazy!),
skoro nijak nie mogłeś na owe argumenty (a przynajmniej ich lwią część) odpowiedzieć.
Nie bardzo rozumiem też jak mogłeś nie zauważyć iż argumenty zwolenników tzw.
"Nauki kreacjonistycznej" (swoją drogą ciekawy oksymoron) koncentrują się na wytykaniu
luk i rzekomych błędów ewolucjonizmu oraz 'rozdymaniu' jego niejasności, podczas
gdy sami uparcie milczą gdy przychodzi do przedstawienia faktów przemawiających
za ich teorią (tzw. lepperyzacja samoobronna). Wygląda na to, że sam zostałeś porwany
przez ową informacyjną lawinę, przed którą ostrzegałeś w swoim arcie pt.:
"Homo nie zupełnie sapiens" (AM~27), z którego wymową, ogólnie rzecz ujmując,
zgadzam się bez większych zastrzeżeń
("Paranoia means having all the facts" - che che che..).

"Przeczytawszy artykuł ReeVia, który zawierał garść błędnych wniosków
postanowiłem napisać polemikę i spróbować walczyć świeżo poznanymi
argumentami kreacjonistów. Zgodnie z założeniem, że "potem zobaczymy co z tego wyjdzie"."

Ja tam, przed rozpoczęciem walki jakimiś argumentami, przeanalizowałbym je dogłębnie
i sprawdził ile w nich prawdy, i czy mają, w ogóle, sens,
co usilnie doradzam także Tobie Pasibrzuchu - pozwala uniknąć wielu kłopotliwych
sytuacji, włącznie z pretensjami o niepokojenie wiecznie odpoczywających.
Co zaś się tyczy Artykułu ReeVia to został on raczej brutalnie 'zbrechtany'
(jeśli nawet ja to zauważyłem to jest już naprawdę NIEDOBRZE!),
ponieważ w 'polemice' Twojej nie uświadczyłem ani jednego argumentu
na rzecz kreacjonizmu. Jeżeli więc chciałeś ukazać jedynie błędy ReeVia
(co tłumaczyłoby brak owych argumentów), powinienneś był uczynić to
w 'nieco' inny sposób - wszak "errare humanum est", a poziom Twojej wiedzy
na ten konkretny temat też nie jest powodem do dumy; natomiast w przypadku
polemiki przydałoby się wpleść w nią chociaż kilka rzeczowych argumentów.
(BTW: Zamiast twierdzić, że coś jest takie bo tak chciał Bóg możesz
napisać "Bo TAK!" - będzie krócej, a wartość taka sama :> )
Tak więc, chociaż sam chętnie posługuję się ironią oraz, jak zauważyłeś,
bywam złośliwy (nie ma to jak błyskotliwe spostrzeżenia... ;>),
uważam, że jeżeli chciałeś li tylko wyśm.. znaczy się skrytykować
argumenty ReeVio powinienneś był zrobić to inaczej - jak sam widzisz sarkazm
wcale nie jest najprzyjemniejszy dla drugiej strony. Następnym razem pomyśl
zanim pomyślisz, a w szczególności zanim coś zrobisz.

Owe "skokowe zmiany" wspominane przez twojego oponenta dotyczyły zapewne
koncepcji tzw. "równowagi przerywanej", do której jestem sceptycznie nastawiony,
ale może ona być zgodna z rzeczywistością (przypuszczam, że owa równowaga
dotyczyłaby całych ekosystemów; brak dokładnych danych, w posiadanej przeze mnie literaturze,
niestety...) - zanim zaatakujesz jakąś tezę poszukaj najpierw stosownych informacji
drogi Pasibrzuchu - ignorancją nikomu nie zaimponujesz.

"Sam poglądów na ewolucję nie mam konkretnie wyrobionych. Zawsze w nią wierzyłem
i myślę, że w pewnej mierze wierzę w nią nadal. Doskonale rozumiem, że ewolucja
może być genialnym boskim narzędziem stworzenia i zawsze do takiej koncepcji
się przychylałem. (...) Raz jeszcze podkreślam, że zawsze twierdziłem,
iż Bóg stworzył świat przez ewolucję (tak czy inaczej rozumianą) i nie ma
w tym sprzeczności. "

Powiem to otwarcie - jakoś Ci nie wierzę Pasibrzuchu, nie dlatego, że jestem wrednym ewolucjonistą,
nie mogę Ci uwierzyć ze względu na kontrasty. "Co za kontrasty?" zapytasz pewnie - oto i one:

"Mam więc prawo nie wierzyć w Darwina i jego poronione - moim zdaniem - koncepty..."
-Pasibrzuch, "Ewolucjonizm się krzaczy", AM~23

Wydaje mi się, że zbytnio szanujesz swój umysł by wierzyć w "poronione koncepty",
lepiej więc, jeśli chcesz już bronić obu twarzy, czyń to umiejętniej,
inaczej możesz zostać okrzyknięty hipokrytą (niemiły to 'tytuł', wiem),
ktoś się, w końcu, zorientuje, że jest 'robiony w jajo', a utracone zaufanie niełatwo
jest odbudować. Jeżeli nawet zmieniłeś poglądy (czas to pokaże, ja mam dobrą pamięć) nie utrzymuj,
że myślałeś tak od dawna.

"Idea kreacjonizmu, czyli stworzenia świata przez Boga "tak po prostu", jest jednak bliska mojemu sercu
i gdy nagle się pojawiła w mym umyśle wprowadziła w nim spore spustoszenie."

Niestety, to widać (spustoszenie znaczy) ;)

"Dziś mogę powiedzieć, że jestem na etapie odbudowywania swoich poglądów i opinii.
Efekt tego będzie zapewne taki, że nadal wierząc w ewolucję dostrzegę w niej znacznie
więcej miejsc dla boskiej interwencji a jednocześnie utrzymam zdrową dawkę sceptycyzmu
do teorii ewolucji, która dotychczas wydawała mi się monolitem, faktem naukowym a dziś już wiem,
że jest teorią, która cały czas ewoluuje (jak na ewolucję przystało! :) i posiada jeszcze pewne słabe punkty."

Mhm, "człowiek uczy się przez całe życie", a przynajmniej powinien. Cieszy mnie bardzo, że
przynajmniej część argumentów trafiła Ci do przekonania - mam nadzieję, że w moich artach też dostrzegłeś
coś poza złośliwością, to, że potrafiłeś podziękować również za gorzkie słowa dobrze o Tobie świadczy (o ile jesteś
szczery). Polecam w szczególności artykuły Prof. Ogóra$a - gość wie o czym pisze
(poleciłbym i swoje, ale mi wrodzona skromność nie pozwala ;)).
Jeśli chodzi o boskie interwencje, myślę, że odpowiedź może cię zaskoczyć - wątpię,
czy Bóg (o ile istnieje) musiał interweniować w swe dzieło, co więcej nie sądzę by planował tylko jeden
z możliwych wariantów biegu wydarzeń (teoria wszechświatów równoległych - jak inaczej rozwiązać paradoks
"wszechwiedza/wolna wola"?), ale to byłby temat na innego arta, którego prawdopodobnie nie napiszę
ze względu na własne lenistwo oraz fakt, że swoje spostrzeżenia natury filozoficznej staram się zachowywać
dla siebie, w obawie, że mogą namieszać komuś 'pod kopułą' (pisałem już kiedyś, że stronię od filozofii, nieprawdaż?)
Argument kreacjonistów, że ewolucja to TYLKO teoria, bazuje na powszechnej nieznajomości definicji słowa "teoria"
mylonego często z "hipotezą":

"TEORIA [gr.]: 1) wiedza tłumacząca jakąś dziedzinę zjawisk, w odróżnieniu od praktyki, z którą
jednak pozostaje w związku i na podstawie której jest formułowana; 2) log. zespół nauk. praw,
definicji, twierdzeń i hipotez dotyczących danej dziedziny zjawisk, tworzący rzeczowo powiązaną,
uporządkowaną i logicznie spójną całość." (znowu moja "komunistyczna" encyklopedia :))

Myślę że jest to jasne: układanka imieniem ewolucja jest w trakcie dopasowywania kilku finalnych elementów,
istniejącego już dzisiaj fundamentu nikt rozsądny nie kwestionuje, tak jak nikt nie podaje w wątpliwość
heliocentrycznej teorii budowy układu słonecznego, lub atomistycznej teorii budowy materii
(aż chciałoby się dodać zwyczajem Pasibrzucha: "Proste.")
Zalecam sceptycyzm także wobec bombardujących nas ze wszech stron informacji - nie zawadzi.

"Dziękuję też za doprawdy niesamowitą pracę jaką włożył w swój artykuł Jabba, który przekopał się przez
jakieś mądre książki aby oświetlić nieco kwestię luk w teorii ewolucji i różnych innych wątpliwości kreacjonistów."

Za późno, w międzyczasie zdążyłem art ten zjechać od góry do dołu, nie pozostawiając na nim
(i autorze) suchej nitki. Powód? proszę bardzo - duża ilość propagandowo-ideologiczno-demagogicznej brei
(tzw. crapu), ostry niedobór argumentów (sensownych było bodajże dwa, na oba odpowiedziałem,
reszta wywołała u mnie stany katatoniczne przeplatane głupawkami), parę wyraźnych prób manipulacji
faktami (m.in. wyrywanie z kontekstu i przekręcanie znaczeń), ciężki niedobór logiki,
wydatne wspomaganie szumu informacyjnego wdzierającego się wartkim potokiem do ludzkich umysłów
i czyniącego tam spustoszenia (BTW: whisky nie pijam ;)) [patrz "Homo niezupełnie sapiens"],
et cetera ad nauseum (bo można by jeszcze powymieniać).. Widać książki owe (lub autor textu) wcale nie były
takie mądre, a od słowa "oświetlić" bardziej stosowne wydaje mi się "zaciemnić",
ponieważ naściemniał tam Jabba i to ostro.(Luk też tam było dużo, ale w logice, natomiast wątpliwości
udało się autorowi we mnie wzbudzić - dotyczyły one, co do jednej, jego kondycji intelektualnej.)

"ERYK SIĘ PIEKLI"

Ja mu się nie dziwię - namnożyło się ostatnio tych kreacjonistów, jakby ich kto gęsto
posiał, mnożą swoje dziwne tezy, mącą ludziom w głowach bezwstydnie nadużywając wolności słowa,
nie przedstawiają sensownych argumentów, potem taki np. Pasibrzuch 'brechta' uczciwych ewolucjonistów,
Darwin się w grobie przewraca... czerń i plugawstwo! Nic dziwnego, że się człowiek wkurzył
i zaczął Ci to wykładać jak chłop krowie bo prościej się już nie dało. Dziwisz się też, że Cię nie lubi?

"Na moje słowa jakoby istniał Bóg Eryk odpowiedział: "Bo nie ma dowodów na jego istnienie! Biblia?
Cóż to jest za dowód?". Jednak dwa akapity wyżej, na moją prośbę o dowody na ewolucję pisał
"A przejdź się do biblioteki!". Dziękuję za tą radę, ale stosując taktykę Eryka mógłbym odpowiedzieć,
że "książki fantasy" (tak Eryk nazwał Biblię) wielkich biologów nie są dla mnie żadnym dowodem!"

Jeżeli tak to powinienneś czuć się zobowiązany wierzyć we wszystkie znane bóstwa (gdzie
nie ma ksiąg, tam jest przekaz ustny), łącznie z całym panteonem greckim, rzymskim, egipskim,
indyjskim, japońską boginią Amaterasu, Nomo Dogonów, Quetzalcoatla i Bóg jeden wie (o ile istnieje)
w co jeszcze - chcesz żeby Ci głowa pękła od nadmiaru wierzeń? :>>>
Może jednak uruchomisz swą mózgownicę i pomyślisz logicznie choć przez chwilkę? - "książki fantasy
wielkich biologów" nie są może dowodami sensu stricte, zawierają jednak informacje o dowodach
istniejących i namacalnych (archeopteryxa, gdyby nie ochrona, mógłbyś macać do woli),
co więcej informacje te są logicznie uporządkowane i tworzą spójną całość zgodną z rzeczywistością.
Pojmij też wreszcie różnicę między wiedzą a wiarą (lub napij się klatchiańskiej kawy - rozjaśnia
umysł i pozbawia WSZELKICH złudzeń - bardzo niemiły efekt).
Coś mi się wydaje, że ci kreacjoniści naprawdę poczynili w Twoim umyśle ogromne
spustoszenia ;/ (bez obrazy!) (Swoją drogą cały ten twój fragment o książkach jest podobny do zdania:
"To zdanie jest fałszywe.", sam dojdź dlaczego).

"Jednym słowem: polemika Eryka może zdziałać co najwyżej tyle, że wzrośnie moja sympatia dla kreacjonistów."

Głupców na tym świecie jest tak wielu, że jeden więcej nie będzie takim strasznym problemem,
więc nie szantażuj.

"PO CO KOMU NIBY-RYBKA?"

Oto i odpowiedź, dojście do niej zajęło mi ok. 20s wysiłku intelektualnego (chwalę się ;))
(w księgach swych nie mogłem znaleźć nawet Twojego &@#$%^ małża,
więc jego istnienia nie zweryfikowałem):
Popełniłeś podstawowy błąd twierdząc, że niby-rybka byłaby bezużyteczna zanim
została całkowicie wykształcona - ryby atakują różne dziwne przedmioty
(mam w rodzinie kilku wędkarzy ;)) i reagują nie tyle na kształt, co na ruch
i różne sygnały (barwne, chemiczne, etc.) [wykazane przez dośw. z samcami cierników], tak więc
ta cała niby-rybka mogła się wykształcić drogą doboru naturalnego ze zwykłego wyrostka ciała
(no magic, just science :)).
[a jak z jednej komórki rozwija się cały organizm? - też trudno to pojąć, nieprawdaż?]

"To jedno z pytań kreacjonistów. To, że je zadałem - podkreślam - nie oznacza, że uważam Darwina za palanta."

I want to believe.

"Chciałbym jednak, aby ktoś zechciał rozwiać moje wątpliwości. Będę niezwykle rad."

Bądź rad.

Tak więc, podsumowując:
Złośliwość moja miała źródło nie tylko w moim spaczonym charakterze (to też ;)),
ale w pysze Pasibrzucha - wiem że miło jest myśleć jacy to jesteśmy wyjątkowi i wspaniali,
jednak dobrze jest spojrzeć czasem prawdzie w oczy - wiara w przeciwieństwie do wiedzy
nie stanowi ŻADNEJ ochrony przed błędami [nawiązanie do arta "Ja, katolik" autorstwa
Pasibrzuchowego], a za błędy płaci się często ogromną cenę; pysze objawiającej się m.in.
w stwierdzeniu: "Relatywizm poglądów to wierutna bzdura." - oczywiście to tylko Twoje poglądy
są słuszne i prawdziwe, resztę spalmy na stosie (razem z ich nosicielami), nie sądzisz? ;
widocznej także w słynnym "Proste." Pasibrzucha (jeśli wszystko jest takie proste to po co
komu nauka?) - trochę skromności Pasibrzuchu!!! Swój udział miało tu też dostosowanie sposobu prowadzenia dyskusji
do metod drugiej strony; nie chciałem natomiast w żadnym wypadku nikogo niszczyć (w takim wypadku
dużo praktyczniejsze byłoby użycie np.: "kałasza" niż arta ;)). Tezy rozmaite
polecam sprawdzać, przynajmniej pobieżnie, za pomocą tzw. "muzgu",
odrobina krytycyzmu nigdy nikomu nie zaszkodziła, nawet jeśli dotyczyła gospodarki wolnorynkowej,
lub USA tak ukochanych z nieznanych przyczyn przez Pasibrzucha (NIC nie jest "czarne" ani "białe"),
a co do sensu życia, to każdy powinien szukać go sobie sam. Kropka.

Popisał (się): Q.B.A. I (<-pierwszy) Złośliwy

P.S. Nadal czekam na kreacjonistyczne odpowiedzi na me pytania z arta "Ewolucjonizm ma się dobrze!",
AM~25 i dorzucam jeszcze jedno: Czemu ludzkie oko ma tak rażący błąd konstrukcyjny:
plamka ślepa, siatkówka na lewą stronę, fotoreceptory na samym jej spodzie? (siatkówki znaczy się)

P.S.2 Dziękuję Prof. Ogóra$owi za tworzenie fachowych artów i dziwnych opowiadań.

P.S.3 Co do kary śmierci nie mam ugruntowanych poglądów, choć wydaje mi się, żę swej roli
raczej nie spełnia (przestępczość w Stanach), a Pasibrzuch choćby ze względu na prznależność
religijną (Jezus VS ileśtam lat tradycji - chrześcijaństwo też kiedyś było nowością) powinien
być przeciw.

P.S.4 Mam nadzieję, że moje złośliwe komentarze spełniły swoje zadanie i pobudziły niektóre osoby
do myślenia, nie było bowiem moim zamiarem natrząsanie się z osób, a z przywar.

P.S.5 Krasicki był duchownym.

P.S.6 ...I drwił z wad Kościoła.

P.S.7 Ciszę nocną zakłócałem za pomocą "THE DIVISION BELL" zespołu Pink Floyd
(oraz sprzętu grającego w postaci 'pieca' i pary głośników)

P.S.8 W mym poprzednim arcie, przy końcu powinno być PPS. zamiast PSS. , przepraszam za błąd,
byłem zmęczony i śpiąąsssyyy..

P.S.9 Teraz też jestem, Dobranoc.