|
Opowieść o wielkim człowieku. |
||
|
Umarł człowiek, który zrobił dla Polski więcej, niż niejeden polityk. Umarł człowiek, który pomógł tysiącom ludzi w całej Polsce. Umarł człowiek, którego zasługi będą ludzie pamiętać przez wiele lat. Umarł Marek Kotański założyciel „Monaru”. Oto jak go pożegnano w Głoskowie – „Z wielkim smutkiem, żegna cię Marku cały Twój Głosków”. To właśnie tam młody Marek Kotański zajął dworek PGR. To tam zaczął swoją terapię, która polegała na: wspólnocie przeżycia, pracy, całkowitej abstynencji narkotykowej czy seksualnej. W 1981 roku Monar został zarejestrowany jako stowarzyszenie. I od tego momentu zaczął tworzyć nowe ośrodki. To w nich pomagał ludziom uzależnionym od narkotyków czy od alkoholu. Pomagał wszystkim – bezdomnym czy chorym na wirus HIV. To on przygarnął dziewczynkę, chorą na wirus HIV, do siebie. Gdy nikt jej nie chciał, on ją wziął. Przez to miał później wiele problemów, jednak on się tym nie przejmował. Dla niego ważniejsze było życie dziewczynki, niż własne problemy. Kotański miał oryginalne sposoby leczenia nałogów. Jak sam mówił – Najważniejsza był duchowość, coś czego zmierzyć, ani zważyć, ani pieczątki przystawić się na tym nie da. Nie bał się brać ludzi całkowicie zniszczonych narkotykami. Co najlepsze, potrafił ich wyleczyć – siłą, krzykiem i ciepłem. Potrafił czynić cuda, chociaż przez długi okres czasu był niewierzący. Wszystkie te jego krzyki były tylko przykrywką, tak naprawdę wszystko, co mówił było przepełnione miłością. Mógł kląć, bić ręką w stół, ale zawsze było widać, że mu zależy. Pomagał wszystkim i młodym i starym – każdemu. Nieważna była sytuacja finansowa, nieważne było wyznanie czy pochodzenie. Pomagał i Polakom i Rosjanom – wszystkim, co nie podobało się władzom, jednak to było dla niego nieważne – liczyła się tylko pomoc. Gdy założył już wiele ośrodków Monaru zaczął tworzyć Markoty – ośrodki dla bezdomnych. Sam mówił, że trudniej pomagać bezdomnym niż narkomanom. Jednak i to mu nie przeszkadzało – potrafił pomóc wszystkim. Jeździł po całej Polsce i pomagał ludziom. Jeździł od ośrodka do ośrodka. I właśnie, gdy wracał z jednego z tych ośrodków zginął. Jechał samochodem i w pewnym momencie z dyskoteki wyszła grupa młodych ludzi. I nawet wtedy wolał sam stracić życie, niż odebrać je innym. Niestety, w tą noc zginął. Zginął człowiek, który zrobił tyle, ile potrafił, a potrafił wiele. Pogrzeb Marka odbył się 28 sierpnia. Artykuł w całości poświęcony Markowi Kotańskiemu. Spoczywaj w spokoju. |
||
| caleb32@wp.pl |
np. Papa Roach - Broken Home. |
Caleb |
|
Pisząc artykuł posiłkowałem się artykułem o M.K który znalazł się w tygodniku "Polityka". |
||