Re: 11 - Września


To co teraz napisze, bez wątpienia zapewni mi miejsce w bazie
danych programu CARNIVORE, który skanując mojego mejla (jak setki tysięcy
innych w ciągu dnia) nie dość, że zauważy swoja własną nazwę, to jeszcze wyszuka
kilka słów kluczowych, niechybnie klasyfikujących zamieszczone tu przeze mnie treści
jako "zagrażające bezpieczeństwu geopolitycznemu naszego świata".
Nie bez dumy, jestem tez skłonny zaryzykować zakład, iż mój mejl
trafi do przegródki "Niezdrowe poglądy post-binladeńskie".


Nie zadałem sobie trudu, ażeby w pełni przestudiować wszystkie
wypowiedzi jakie zostały napisane w sprawie objawów quazi-
współczulnych, od roku bezustannie obserwowanych w niemal
wszystkich społeczeństwach europejskich - nie wyłączając
naszego. Należy jednak przypomnieć, iż już od bardzo dawna Polacy
sympatyzują z USA ("za wolność waszą i naszą" etc.) i jako, że
historia nie dawała nam dotychczas okazji, aby naszemu
zaprzyjaźnionemu narodowi współczuć, nie zawahaliśmy się
skorzystać z pierwszej takowej, która przytrafiła się rok i kilka dni
temu.


Mniej więcej tak bym uzasadnił socjologicznie nasze głębokie
zaangażowanie w proces żałoby po zamachach na WTC - lecz nie
tylko tak.


Oczywiście pierwszym impulsem jest sama tragedia - tu się
zgodzę. Zginęli ludzie, mnóstwo niewinnych ludzi i nie należy na
ten temat stroić sobie żartów, jednak nie zamierzam pisać o tym
prawdziwym i szczerym współczuciu, które chyba każdy z nas
nosi w sobie - w większym czy mniejszym stężeniu.
Mnie się raczej wydaje, iż warto przeanalizować te wszystkie
szopki, akcje, kampanie, koncerty, programy, filmy i inne
propagandy, które wyraźnie świadczą o smutnym fakcie,
że ani korporacje informacyjne, ani nawet rządy nie tracą czasu na
bezsensowne współczucie i nieuzasadnione zastanawianie się nad
jakimiś logicznymi sposobami zapobiegania tego typu tragediom w
przyszłości.


Tak czy siak, rządy światowe - nie wyłączając naszego - znalazły
nareszcie niezawodny i relatywnie szybki sposób urządzenia
świata po swojemu i zapewnienia sobie - jak gdyby przy okazji -
władzy niemal absolutnej.
Jeszcze się to nie stało, ale "pożyjemy i zobaczymy".
Jak wiadomo, kluczem do władzy jest i będzie informacja.
Wiedzieć oznacza rządzić i każdy, kto choć raz próbował osiągnąć
jakiś cel wymagający poważniejszego zaangażowania umysłowego,
niż - dajmy na to - zakup piwa (oczywiście bezalkoholowego,
ponieważ po pijaku nie piszę), powinien sobie zdawać sprawę, że
nie sposób jest dokonać czegokolwiek, jeżeli nie ma się
odpowiednich informacji - zarówno o samym przedmiocie
zainteresowania, jak również o otoczeniu, w którym zamierzamy
działać, zagrożeniach, szansach, niszach itp.


Analogicznie działa mechanizm władzy, jednak jak dotąd zawsze
musiał się liczyć nie tylko z niechęcią ze strony podległych
społeczności, ale również z jawnym oporem przeciw zbytniej
ingerencji w prywatne sprawy poszczególnych jednostek.


Aż tu pewnego dnia spadły jakieś samoloty, zginęli ludzie, a cały
świat poczuł się wstrząśnięty, sterroryzowany i niewątpliwie
bardziej zagrożony niż kiedykolwiek przedtem.
Rzecz jasna nie było by tak szokującego efektu, gdyby nie
nieprawdopodobnie szybka i sprawna reakcja mediów masowego
rażenia.
Media zresztą cały czas ogrywają jedną z ważniejszych ról w
"walce ze światowym terroryzmem"


Dążąc do jak najszybszej konkluzji, postaram się w następnych
kilku akapitach wyjawić cały zamysł przyświecający niecnemu
męczeniu przeze mnie klawiatury (już drugiej).


To co widzieliśmy kilka dni temu - fakt, że na wszystkich
kanałach oglądaliśmy powtórkę z tragedii Nowego Jorku a nawet
nasz prezydent z dostojną powagą ogłosił, iż "11 Września
wszyscy czuliśmy się Nowojorczykami", nie jest niczym innym jak
tylko polityką.


Ludzie płaczą przed kamerami tylko i wyłącznie dlatego, że
kamery znalazły sobie takich chętnych, ponieważ, żeby naprawdę
współczuć, cierpieć i tęsknić niepotrzebne są kamery.
Kamery zaś pokazują płaczących ludzi, nie tylko dlatego, że z
natury są wścibskie i żądne sensacji, ale również dlatego, że taka
jest aktualna polityka informacyjna prawie całego świata
(oczywiście wyłączając Al Djazire i inne tego typu).
A polityka informacyjna całego świata jest taka, że my
(społeczeństwo znaczy) musimy się bać tych paskudnych
terrorystów, bo oni przyjdą do nas, wyważą nasze drzwi, splądrują
nasze domy i zgwałcą nasze zwierzęta domowe.


Ale dlaczego musimy się bać?


Czyżbyśmy mieli niedosyt lęków na co dzień?
Czyżby strach przed lukami w budżecie rodzinnym i lęk przed
utratą dachu nad głową nie był wystarczający?
Przecież nawet jeżeli nie, to mamy jeszcze lęk przed
podwórkowymi bandytami i zorganizowaną przestępczością
- czy to także za mało?


Za mało, ponieważ wszystkie te lęki nie każą nam przymykać oczu
na naruszenia naszych konstytucyjnych praw nietykalności
osobistej i majątkowej oraz naturalnego prawa do prywatności.


A lęk przed terrorystami to sprawi.


Z czasem nie będziemy już buntować się nawet ze świadomością,
iż każda nasza rozmowa telefoniczna przepuszczana jest przez
zaawansowaną technologicznie aparaturę podsłuchową;
że w każdej chwili można będzie prześwietlić nasze konta;
że w przypadku większego podejrzenia (bądź dobrze
zorganizowanego pomówienia) będzie można zająć nasz majątek
ruchomy i nieruchomy, który potem rozpłynie się w sprawnej
aparaturze biurokratyczno-korupcyjnej.


Będziemy bardziej ulegli wobec naszych elektów. I będziemy się
godzić na każde wyrzeczenie, z błogim przeświadczeniem, iż jest
ono podyktowane potrzebą zapewnienia nam bezpieczeństwa.


Dlatego teraz nie powinniśmy narzekać, że "włączam radio, a tam
o WTC; włączam telewizje, a tam o WTC, wyglądam przez okno,
a tam WTC;.... boję się otworzyć lodówkę", bo jest to potrzebne
ażebyśmy uwierzyli w wroga publicznego.


Wróg publiczny zaś, jest potrzebny aby utrzymać rygor i porządek
społeczny.


Nie narzekajmy więc i spójrzmy na USA.


Tam już od niepamiętnych czasów zimnej wojny polityka
społeczna regulowana jest mechanizmem propagandowym wroga
publicznego, a przecież Stany to kraina spełnionych marzeń i
każde dziecko to wie (szczególnie dziecko!), że USA to: "Home of
the brave, land of the free".


Dlaczego więc tak się oburzamy na nasze nowe święto państwowe
11-wrzesnia?


Czyżby z powodu lęku przed zawartością lodówki? ;)



Pozdrawiam
VonDen Linden
***********************************************************************
Autor planuje rozpocząć w niedalekiej przyszłości karierę polityczną w naszym kraju,
dlatego też zastrzega sobie prawo do całkowitego wyparcia się zamieszczonych tu treści,
jak również wprowadzania nieograniczonych zmian w wyrażanych przez siebie poglądach.
Jednocześnie autor informuje, iż z żadnymi zamachami nic wspólnego nie miał, a w razie
wysunięcia poważniejszych zarzutów przeciw jego osobie jest w stanie przedstawić
stosownym organom sprawiedliwości niezbite alibi, którego jednak z przyczyn osobistych
nie podejmuje się wyjawić w chwili obecnej, gdyż mogłoby ono poważnie naruszyć
stabilność życia rodzinnego autora. :))))