Ci, których wróg chwali, pewnie najmniej warci. Iwan
Kryłow (1769 - 1844)
Kto żyje ze zwalczania wroga, zainteresowany jest tym,
by wróg istniał jak najdłużej.
Wrogowie! Któż ich nie miał, nie ma i nie będzie miał? Któż chce ich mieć? Chyba nikt. Oprócz mnie.
Ludzie to drapieżne zwierzęta. My musimy
walczyć. To jest nasz świat nigdy nie wyplenionej przemocy. Wrogowie są
nienawidzeni, niszczeni, likwidowani. A kiedy ich nie ma następuje sielanka,
spokój... Ach... Jak przy... nudnawo. Ja tam lubię moich wrogów. Bez nich świat
nie byłby taki ciekawy. Bez nich nie dostawałbym TAKICH niespodzianek od losu.
Bez nich bym nie cierpiał. Moje nerki nie produkowałyby tyle adrenaliny. Stawy
palców zarosłyby mi bez zaciskania dłoni w pięść. Zęby urosłyby do pasa, gdybym
ich nie ścierał przez zgrzytanie. Wrogowie dają
zdrowie.
Wrogowie są nienawidzeni i dają miłość i
przyjażń. Związki międzyludzkie tworzą się czasem z wspólnej niechęci do
jakiegoś osobnika. Triumf nad wrogiem daje poczucie wartości. Chce się żyć.
Szczęśliwy = bardziej atrakcyjny. Dzięki wam wrogowie! Kocham was. Ups,
wygadałem się, przecież ja was nienawidzę.
Ach, co to by było gdyby ksiądz się na mnie
nie szczerzył czasem jak brytan? Gdyby wychowawczyni mnie lubiła i przestałaby
na mnie jeżdzić? Gdyby jeden koleś zmienił się na lepsze? Byłoby mi źle.
Brakowałoby mi tego napięcia, szybciej płynącej krwi. Rozstaje się z moimi
ukochanymi wrogami z gimnazjum. Nadchodzę kochani wrogowie z
LO!
Jestem coś wart, kiedy mam wrogów, co nie?
Jestem kimś ważnym skoro przeszkadzam innym, jestem niewygodny. Uwielbiam ten
wyraz twarzy wroga kiedy go poprę w czymkolwiek. To zaskoczenie, wątpliwość, czy
na pewno dobrze czyni nie lubiąc mnie? Popieram go, pomagam i znów zamarzam dla
niego. Chciał już być moim przyjacielem, ale się poślizgnął. Nie mogę dopuścić,
żeby wrogowie stali się przyjaciółmi. To ryzykowne zagrania, ale nie potrafię
sobie odmówić ich min.
Życie straciłoby
sens bez wojen i walki. Gdyby nie było nienawiści nie byłoby miłości. Nie byłaby
już tak wspaniałym lekarstwem na smutek i skrzywdzenie. Wrogowie i ja to
symbioty. Żyjemy na jednej Ziemi i każde z nas daje sobie nawzajem wątpliwą
korzyść. To bardzo pożyteczne, taka wątpliwość, nieprzewidywalność wroga.
To gra, w której można stracić coś więcej niż
pieniądze. To kasyno bez krupierów. Jesteśmy tylko my. Samo południe. Czerwone
krwinki. Litość to zbrodnia. Przykro mi, but you are my enemy and you must die.
Bez szacunku, bez wspólnych wspomnień. To dopiero intro. Prawdziwa gra zacznie
się dopiero za chwilę. Co powiesz na to? Podaję ci rękę i odrzucam cię. Hahaha.
Czekam na kolejny twój ruch. Oj, przegrałeś, wygrałem. Przykro mi (tak naprawdę
to wcale nie i ty to wiesz).
W tej samej drużynie? O.K., ale to ja strzelam!
Kurde, naprawdę nie chciałem cię postrzelić!
Hehehe.
Inne zdanie, urok dyskusji. Walka
na słowa. Oto potęga zjednoczenia i rozdzielenia. Kocham was wrogowie moi.
Żyjcie jak najdłużej i nie zapomnijcie nigdy szkodzić mi. Proszę.
Piccolo
daimaho
pokefil@wp.pl
PS. Cholera, straciłem ostatnio jednego wroga. Przedarł się przez lód. No,
dobra, witaj! Nie wiedziałem, że tak to odbierałaś... to ciekawe, bo wiesz, ja
praktycznie też cię nie-nienawidzę, wiesz? Serio? No to narka. Będę. O 19.30.
Seans na 20.00. Ta, zdążymy. Do zobaczenia. Odkładam słuchawkę, w końcu to mój
wróg do niedawna. Nie powinienem być dla niej taki nie-wrogi... Chociaż,
właściwie... Przecież kochałem ją jako wroga, więc co dopiero teraz? Ech...
dziwny jest ten świat. Powaga.