(NIE)NORMALNY DZIEŃ W SZKOLE
Hej!
Postanowiłem (po dłuższym namyśle) opisać wam mój dzień (a w sumie to dwa dni) w szkole. Szkoła do której chodzę nie jest zbytnio normalna (może dlatego że katolicka...). No właśnie - katolicka, ale jakoś ja z moim najlepszym kumplem nic sobie z tego powodu nie robimy (to znaczy robimy duzo, ale nie robimy w tym sensie, że nas to nie obchodzi). Dobra zaczynamy. Przygotujcie się na trochę zdziwienia!
DZIEŃ 1
0.30 - Zasypiam (to i tak wcześnie...).
7.45 - Budzę się. O kurde! O 8.00 zaczynają się lekcje! Ale... Jakoś sobie poradzę, przecież z mojego mieszkania do szkoły jest jakieś 20 minut jazdy autobusem, a potem 5 minut z buta.
7.55 - Wychodzę z domu.
8.45 - Koniec pierwszej lekcji (zazwyczaj fizyki albo czegoś jeszcze nudniejszego), na której mnie oczywiście nie ma. Później napisze się usprawiedliwienie...
8.46 - 8.55 - Robię zadania domowe z wszystkich przedmiotów.
8.56 - Zaczyna się druga lekcja, na której zazwyczaj jestem pytany, bo to polski. Mówię wam - jaki ten polski jest nudny... Ta nauczycielka nie potrafi prowadzić lekcji. Albo ona jest taka nudna, albo w j. polskim nie ma nic, co by mnie zaciekawiło.
8.40 - Pierwsza (moja) przerwa. Trzeba coś wykombinować, przeciez nie będziemy cały dzień się nudzili... Po kilku minutach wymyśleliśmy, że opróżnimy szafkę (bo ja z moim kumplem mamy wspólną) i powrzucamy tam jakieś śmieci.
8.50 - Druga lekcja polskiego na której dopracowywujemy nasz plan.
9.35 - Kolejna przerwa. Plan czas wykonać. Wywalamy wszystko z szafki, idziemy do łazienki po jakąś starą suszarkę do rąk i wrzucamy ją tam, gdzie powinny być buty itp. (powinny, bo dwie pary glanów za bardzo się nie mieszczą). Oprócz suszarki ląduje tam kilka doniczek i jeszcze jakieś listewki.
9.55 - 15.20 - Jakieś lekcje. Nic szczególnego oprócz naszego żartu pt. 'Pożycz ćwiczenia' się nie dzieje. Chcecie wiedzieć jak robi się ten żart? No dobra. Powiem wam. Kiedy na lekcji nauczyciel każe robić coś w ćwiczeniach, my chowamy swoje do plecaków i mówimy do kogoś 'pożycz ćwiczenia bo zapomniałem' albo coś w tym stylu. Potem do jeszcze jednej osobi, jeszcze jednej i jeszcze jednej (tak przez jakieś 10 minut). Efekt końcowy jest taki, że my mamy w plecaku dwie trzecie ćwiczeń całej klasy.
DZIEŃ 2 (już w szkole)
7.25 - Dzisiaj nie zaspałem!!!
7.56 - Akcja przy szafce. Mój kumpel przebiera się w szatni przy otwartej szafce. Obok przechodzi nauczyciel. Taki tam... Nie będę go wam opisywał, bo by mi się klawiatura zużyła... I zauważa suszarkę, doniczki itd. - A kolega R******* co tu ma w tej szawce? - zapytuje się. Chyba nie muszę pisać co było dalej... Przez cały dzień dyrektor nam wmawiał, że to była nowa suszarka (nowa to ona była w sześdziesiątym trzecim...) i że chcieliśmy ją ukraść (no pewnie, że chcieliśmy, w antykwariacie daliby za nią jakieś 700 zł ;)).
Dalej opisywać mi się nie chce, bo po co... Cała akcja pt. 'Suszarka' skończona. Ale nie martwcie się. Już wkrótce przedstawię wam kolejne tajemnice szkół katolickich...
P.S. Pozdrowienia dla Rumina - człowieka, dzięki któremu żyję jakoś w tej szkole. Nie muszę chyba dodawać, że to on jest inspiratorem tych wszystkich żartów (niegrzeczny chłopczyk, niegrzeczny).
P.S.2. Pamiętajcie - NIE TRZYMAJCIE SIĘ Z KOLEGAMI TYLKO Z NAUCZYCIELAMI, jak mawiał pewien mądry człowiek...
the_chest_of_president
(the_chest@interia.pl)
(www.wojt.z.pl)