Prof. Maria Janion stwierdziła, że idee romantyczne przetrwały co najmniej do upadku komunizmu w 1989r. i powstania Trzeciej Rzeczypospolitej. Ja również uważam, że te idee są rozpowszechnione do dnia dzisiejszego, a zmiana ustrojów nie była przyczyną ich zaniknięcia. 
Polacy zawsze uważali się za "naród wybrany" i naznaczony przez Boga specjalnym cierpieniem -począwszy od pierwszego rozbioru w 1772r. na "zaborze" radzieckim skończywszy. Polacy w okresie powojennym (oprócz masowych ucieczek na zachód) podejmowali nierówną walkę z władzami Sowieckich Republik Radzieckich, bądź spiskując (można to uznać za wallenrodyzm -niejawną i w jakiś sposób nieetyczną walkę z wrogiem), bądź będąc po prostu "zbuntowanym tajemniczym" -tzn. wzorując się na postawie bajronistycznej. Około 1980r. doszło do regularnych walk na ulicach wielu polskich miast (13.12.1981r. gen Wojciech Jaruzelski wprowadza stan wojenny). Spisek ujawnia się i dochodzi do tzw. spotkania przy Okrągłym Stole. W 1989r. dochodzi do upragnionej przez wszystkich zmiany systemu komunistycznego (totalitarnego) na kapitalistyczną demokrację. Czy jesteśmy tak naprawdę wolni? Wydaje mi się, że nie do końca. Tyle, że zamiast bolszewików naszym ciemięzcą jest pogoń za pieniądzem, sukcesem, stanowiskiem. Niektórzy również się buntują przeciwko takiej sytuacji, sprawiają wrażenie, że są takimi młodymi niedostosowanymi, wyobcowanymi "Werterami". Cierpią za wszystkich (tzw. Weltschmerz). A już na pewno każdy z nas jest profetą -każdy z nas powtarza każdego dnia: cieszmy się tym co mamy, bo jutro będzie tylko gorzej.