LO - po co to
komu?
Tak sobie siedzę
przy kompie i głowię się co tu napisać. W końcu to mój pierwszy tekst do AM. Po
długim rozmyślaniu (wy też macie takie problemy:) doszedłem do wniosku, że
napiszę o szkole. Tzn. o LO do którego uczęszczam. Otóż w jednym budynku
znajduje się LO, zawka, oraz technikum. Budynek ma tak wąskie korytarze, że nie
można się spokojnie położyć przy ścianie (no co, robiłem tak w gimnazjum), bo ci
ktoś podepcze głowę. Ale to jest jeszcze nic. Niektóre klasy są takie "wielkie",
że każdy siedzi przy nauczycielu:) W sumie może to i dobrze, bo nie ma kłótni,
kto siedzi w ostatniej ławce, bo takiej teoretycznie nie ma. Ale za to mam super
gościa od informatyki. Nazywam go Hacker. Taki mały, siwy, siedzi przy kompie i
myśli, że wszystko wie. Ja go tam lubię, ale są tacy, co by go z chęcią za jaja
powiesili. Dosłownie. Inni nauczyciele też są spox. Takich zakręconych jeszcze w
życiu nie miałem. Dyktuje coś... nagle przerwa... "yhh, co ja tam
mówiłam".
Jestem pierwszym rocznikiem,
więc "KOTem". Ja tam tego tak bardzo nie odczuwam, ale jednemu kolesiowi
dorysowywali wąsy. Oczywiście jak idzie się korytarzem, to teksty w stylu: "kici
kici" są jak najbardziej na miejscu. Ale wystarczy wtedy powiedzieć (najlepiej
do dziewczyny) - co się stało biedna dziewczynko, kotek ci się
zgubił.
Jedyne czego w tej szkole
ciekawego się dowiedziałem, to teoria względności mojego kolegi: jak ci wsadzę
palec do oka, to ja będę miał palec w oku i ty będziesz miał palec w oku. Tym
optymistycznym akcentem pragnę zakończyć mój pierwszy artykuł do AM. Pewnie był
nudny, ale to nic, następne będą lepsze. Mam nadzieję.
Zanudzał was:
Zibi
mtgzibi@o2.pl
TM & Copyright © by Zibi