Cześć!

Zapewne niejeden z Was po ukończeniu szkoły średniej postanowi udać się na studia - pozwólcie więc, że wyświadczę wam przysługę i ostrzegę przed czymś, co najczęściej powoduje wywalenie z uczelni, i to już po pierwszym semestrze.

W liceum spokojnie na wszystkich przedmiotach od września przerabiało się jakiś materialik, po czym był sprawdzian i następny materialik etc aż do końca semestru, gdzie wyciągano średnią i ocenka była.

A na studiach jest tak: przychodzisz w październiku, zajęcia wydają się ciekawe-słucha się (przynajmniej większości) nieźle, może nawet zajrzysz raz z ciekawości na chwilkę do jakiejś książki, na ćwiczenia się nie uczysz-bo i po co? Kap nie ma, ludzi w grupie tyle, że zawsze 'ktoś coś powie', walnie się czasem jakieś sprawozdanko czy referacik, no po prostu fajny klimat. Opowiadasz o tym znajomym, czujesz, że na studiach naprawdę jest fajnie-uczyć się nie uczysz, bo sam od siebie nikt tego nie robi jak akurat nie wymagają, zapoznajesz coraz lepiej nowych ludzi, często przesiadujesz w barze, może razem gdzie wyskakujecie, jest śmieszni
e i milutko aż tu nagle...DUP!

Tak, oto przyszła. Jak zawsze - pierwsza z zaskoczenia. Oczywiście - sesja. No to najpierw zaliczenia - cośtam kojarzysz, że materiału nie było tak znowu sporo. Na dwa dni przed kolosem zaglądasz- i katastrofa! Nic nie można z tego zrozumieć! Co robić?! Zabierasz się za to, zaczynasz coś jarzyć - i tu właśnie pies pogrzebany. Pamiętaj - jeśli w ciągu całego semestru, kiedy nic nie wymagali i było 'milutko' nie próbowałeś w domu przynajmniej tego zrozumieć - masz przerąbane. A dlaczego? Bo potem nie ma czasu! A dlaczego nie ma? Bo zaliczenie nie jest jedno na tydzień, ich w tydzień-dwa jest ze 10.

A kiedy(jeśli) już uda się zaliczyć wszystko, zostajesz dopuszczony do sesji egzaminacyjnej. Gwarantuję - jeżeli myślałeś, że zaliczenia są straszne - w dniu egzaminu narobisz w gacie ze stresu... Zwłaszcza jeśli miałeś mało spokojnych dni na naukę(tzn wolnych od walczenia o zaliczenia). Może na innych uczelniach jest lżej-ale u mnie egzaminy są strasznie wymagające, do tego jest na nich zawsze tak mało czasu, że nie można się zastanawiać za bardzo-czyli napiszesz tylko to co naprawdę dobrze umiesz. I jeszcze jedna rzecz- ściąganie. Niektórzy praktykują, ale jest to BARDZO ryzykowne - jak na studiach podpadniesz (a zwłaszcza na I roku) profesorkowi za takie coś - możesz szukać 'przechowalni' albo szykować się do wyjazdu w szeregach wspaniałej naszej armii.

Nie chciałbym Was straszyć, tylko dobrze radzę - nie dajcie się zmylić luźnemu okresowi październik-grudzień. Poświęćcie te pół godzinki dziennie i zajrzyjcie do zeszytu co tam było i czy wszystko z grubsza choć jasne. Wtedy przed zalkami wystarczy mały trening i powtórka, a cały okres przed examami tylko na nie, a nie na kolosy i ich poprawy poświęcicie. A wtedy problemów nie powinno być.

Życzę wszystkim powodzenia!

zaprawiony w 6 sesjach
Rock'n Robert 
rock_n_roll@interia.pl
www.rock-n-roll.prv.pl