Na początku lat 90 (na upartego koniec 80) z podziemia zaczął wychodzić death metal, brutalniejsza, szybsza muzyka niż cały heavy, speed i thrash metal, a to za sprawą takich kapel jak Death, Obituary, Cancer, Pestilence, Atheist. Prym wiodło USA, a w szczególności Floryda, nikt nie spodziewał się, że w takim kraju jak Brazylia, który kojarzy się raczej z sambą niż brutalnym metalem mogą pojawić się tak świetne zespoły, ale nic to Sepultura zyskała nawet kiedyś miano najbardziej technicznego zespołu deathowego właśnie dzięki płytom Beneath... i Arise.
Ta płyta zadziwia spójnością wszystkich utworów, ale nie bójcie się nie wieje nudą, przerwy między utworami przeplatane są spokojniejszymi motywami np. akustyczna gitara, jakieś bębnienie, ale po tym wszystkim uszy słuchacza atakowane są brutalną muzyką. Według mnie nie ma sensu opisywać każdego utworu po kolei, każdy jest zajebisty, moim zdaniem żaden kawałek się szczególnie nie wybija, ale też żaden nie zaniża poziomu płyty. Widać różnicę w warsztacie instrumentalnym muzyków, to nie są już ci sami ludzie, którzy nagrywali Morbid Visions i Shizophrenie, przykładem jest już choćby wokal Maxa. Jedna z ważniejszych płyt w death metalu i metalu w ogóle, jestem zmuszony postawić MAXsymalną ocenę!!!
OCENA-10/10
© Uruk-hai [np.Majka Jeżowska-The best off]
Swoje opinie, wypowiedzi, bluzgi na urukhaifan@poczta.onet.pl