*** Nightwish - "Century Child" ***



Po dwóch latach oczekiwań nareszcie jest - kolejny, pełnometrażowy krążek fińskiej grupy Nightwish. W ciągu kilku lat swojego istnienia zespół udowonił wszystkim, że w tym co robią nie mają sobie równych. Zamknął usta wszystkim tym, którzy spisywali ich na straty, z każdą kolejną płytą pozyskiwał nowych fanów zniewolonych niesamowitą Energią i Magią wypływającą z prawie każdej kompozycji. Tak, po tych wszystkich latach wiadomo już - Nightwish jest wielki.

"Dziecię stulecia", bo tak w naszym ojczystym języku należałoby tłumaczyć nazwę nowego albumu, prezentuje bardzo wysoki poziom, to nie jest już naiwna muzyczka znana chociażby z debiutanckiej "Angell Fall First", utwory są przemyślane (może aż za bardzo?), w wielu przypadkach zróżnicowane.

Pierwszy w kolejce "Bless The Child" rozpoczynają chórki! Czy ktoś jest zniechęcony? Ja nie! I naprawdę nie widzę powodu do takiego zachowania, ponieważ w tym wydaniu prezentują się świetnie i budują niepowtarzalną atmosferę. To piękny utwór, od razu zauwżalne są ociężałe gitary, ale o tym później. Do tego dochodzi genialna gra klawiszy i mamy pierwszy HIT na płycie. "End Of All Hope" to prawdzwiy ogień, przypominający nieco "Wishmaster". W tym wypadku pozostaje mi napisać to samo co właśnie o "Wishmaster" kiedyś napisałem - wgniata w ziemię!! Powerowe orzeźwienie przynosi ze sobą "Dead To The World", coś nieprawdopodobnego, męski wokal o zacięciu heavy metalowym kontrastuje z pięknym sopranem Tarji, tak sobie leci i leci, a ja wciąż nie mogę się nadziwić wspaniałej grze klawiszowca. Singlowy "Ever Dream" to z pozoru niewinna ballada, ale już po parunastu sekundach wątpliwości rozwiewa żywiołowa praca gitar i klawiszy. Moim zdaniem wokal Tarji wypadł tutaj najlepiej - miodzio! Tak nie do końca wiedziałem, co napisać o następnym w kolejce "Slaying The Dreamer". Muszę powiedzieć, że początkowy riff, przywodzący na myśl dokonania Rammstein, trochę zbił mnie z tropu, ale jakoś się otrząsnąłem i mogłem kontynuować przesłuchiwanie. To właśnie jest ta nowość - uśpiona gitara, często pod zasłoną klawiszowych ekspresji, znalazła trochę miejsca na pokazanie pazurów, nadając tej kompozycji odrobinę drapieżności. Słucham dalej, a tu znowu zaskoczenie (drugi raz w tym samym utworze!) - pod koniec pojawiają się męskie wokale, przepuszczone przez jakieś filtry, brzmią jak taki "industrialny Tom Araya" (Slayer). No cóż, widać Finowie nie spoczęli na laurach i dalej starają się wprowadzać do swojej muzyki coraz to ciekawsze pomysły. Jednak nie jestem pewien czy tego typu wokal pasuje do ich twórczości, to nie to samo co Wilska. Pora na pierwszego i niestety jedynego "wyciskacza" pokroju "Two For Tragedy", "Swanheart" czy może "Sleeping Sun", mowa tu o "Forever Yours". Ten, kto pokochał te utwory teraz też nie pozostanie dłużny. Przejmujący śpiew Tarji, klawisze budujące melancholijny nastrój, stonowana gra gitary i sekcji rytmicznej - tego można sie było spodziewać, ale swoją drogą zastanawiam się, z kąd Oni czerpią inspiracje do pisania tak pięknych melodii? "Ocean Soul" to również ładny utwór tyle, że nieco dyskretnie podrasowany brzmieniem gitar. Wstęp zagrany na gitarze basowej przez nowy nabytek grupy - Marco Hietale jest zwiastunem kolejnego kawałka - "Feel For You". Znowu ten sam powerowy, męski wokal, przeplata się ze zmysłowym śpiewem Tarji. Utwór "Feel For You" zresztą jak parę innych, został podrasowany grą prawdziwej orkiestry, dzięki temu nabrał bardziej symfonicznego wyrazu. Zespół pokusił się o nagranie własnej wersji klasyku "Phantom Of The Opera" i muszę stwierdzić, że wyszło im to bardzo dobrze. Słyszałem ten utwór w różnych wersjach np. w wykonaniu polskiego Turbo, jednak fińska wersja jest o niebo lepsza. I tutaj Tarji towarzyszy męski głos, tym razem o innej barwie, trochę, że tak powiem "przepitej", co jednak nie obniża poziomu nagrania, wręcz przeciwnie nadaje mu scenicznego klimatu z odrobiną czarnego humoru;-). Płytę (przynajmniej europejską jej wersję) zamyka kawałek "Beauty Of The Beast", który przypomina nam swoją długością rozbudowany "FantasMic" z "Wishamstera". Tym razem folkowe wstawki ustąpiły miejsca masywnym symfoniczno-orkiestrowym brzmieniom. Utwór rozpoczyna się dosyć wolno, ale potem następują liczne zmiany tempa, tak jak na "FantasMic".

I taka właśnie jest ta nowa płyta Nightwish. Z jednej strony stary, wypróbowany styl, mariaż piękna z Bestią, z drugiej nowe elementy takie jak częstsze męskie wokale, bardziej wyeksponowana ciężkość gitary oraz znacząca obecność orkiestry symfonicznej. To jednak trochę za mało jak na przynajmniej następne trzy lata, kiedy to zespół ma zamiar zawieśić działalnosć z powodu studiów Tarji. Finowie nagrali odmienną płytę, płytę dobrą, jednak nie oceniłbym jej wyżej niż "Oceanborn" lub "Wishmaster", gdzieś po drodze zgubili częśc swojej nieokiełznanej, dzikiej pasji...

Ocena: 8/10


© kaReL jotun@terramail.pl † † www.INFLAMES-WEB.prv.pl