× KoRn - recenzje wszystkich płyt ×


Pamiętam jak gdzieś na vivie zwei rano przed lekcjami zobaczyłem klip nieznanego mi wtedy zespołu Korn, muzyka nie zrobiła na mnie wtedy takiego wrażenia jak wspomniany już wcześniej teledysk, byłbym zapomniał tytuł to "Freak on a leash", klip przedstawiał zbląkany pocisk pistoletu przemierzający różne okolice. Tak zaczęła się miłość do tego zespołu, teraz zmieniłem nieco upodobania, wdepnąłem w cięższe klimaty, ale ten zespół darzę pewnym sentymentem.

I Korn

Pierwszy krążek zespołu wydany w 1994 roku posiada niezbyt oryginalną nazwę "Korn", trudno go ocenić ponieważ nie posiada tej nutki przebojowości, która charakteryzuje następne dokonania zespołu. Płyta ta jest surowa lekko przybrudzona, ale mnie się to właśnie podoba, sam nie wiem to według mnie chyba najlepsza płyta piątki z Bakersfield. Uwagę słuchacza na pewno zwraca wokalista Jonathan Davies, posiada on bardzo charakterystyczną manierę śpiewu, nie można przejść obojętnie obok jego chorych i szczerze mówiąc popieprzonych tekstów dotykających tematów molestowania, seksu, przemocy,narkotyków i śmierci(to stało się praktycznie regułą ponieważ na następnych krążkach też zostaniemy uraczeni takimi "lirykami")np.: chodź pobawimy się/będę twoim tatusiem/niewinny chłopczyku, wyglądasz tak słodko/gwałt w moich oczach i na twoim ciele..."Daddy". Oj, oj Davies nie miał zbyt różowego dzieciństwa*. Dzięki temu albumowi KoRn nie był już tylko lokalną kapelą, zyskał uznanie wśród szerszej publiczności, ale do sławy jeszcze kawałek drogi.

II Life Is Peachy

Wydany dwa lata po debiucie krążek stał się przełomem dla zespołu pozyskali ogromną rzeszę fanów, grali mnóstwo koncertów, udzielali pełno wywiadów. Wcale się nie dziwie płyta ta jest naprawdę świetna, debiut charakteryzował ciężar, brud, teraz muzycy postawili na klimat kompozycji. Life is peachy to według mnie najbardziej mroczny krążek Amerykańców. Teksty to kontynuacja konwencji debiutu np.: nie jesteś moją prawdziwą matką/Pobiłem ją, dźgnąłem nożem i przerżnąłem... "Kill You". To na tym krążku pojawiły się pierwsze hity(jak to brzmi) zespołu, a mianowicie "A.D.I.D.A.S." czy "Good God", pojawił sie też pierwszy hip-shitowy akcent, oczywiście Davies nie rapował tylko jakiś inny dupek. Według obiegowej opini fanów to najlepszy album w dorobk KoRna.

III Follow The Leader

Jeżeli ktoś nie wierzył jeszcze w siłę przebicia zespołu to teraz musiał skapitulować, wydany w 1998 krążek od razu wskoczył na pierwsze miejsce listy Billboard. Furorę zrobiły kawałki "Got the life" i "Freak on a leash" podparte znakomitymi teledyskami, według mnie to najbardziej przebojowa płyta zespołu. Oczywiście znalazły się dwa hip-hopy czyli "All in the family" z Fredem Durstem oraz "Children of the korn" z udziałem niejakiego Ice Cube. Jednak płyta jako całość jest bardzo dobra. Teraz Korn mógł czuć się prawdziwą gwiazdą, stworzyli trasę Family Values Tour na, której grali Rammstein, Limp Bizkit, Orgy itd.

IV Issues

Kurde oprócz fajnej okładki krążek jest do dupy, 2, 3 dobre piosenki, nie ma co pisać ja osobiście nie przepadam za tą płytą. Jednak widać inni fani nie podzielali mojego zdania ponieważ Issues to jak w przypadku poprzedniczki także ogromny sukces komercyjny.

V Panowie Nietykalni(Untouchables)

Mam nowiutki krążek i nie wiem co mysleć, gdy go kupiłem i przesłuchałem pierwszy raz to myślałem, że wypieprzę go przez okno. Jednak dałem sobie czas słuchałem, słuchałem, słuchałem i myślę, że po takiej porażce jak Issues to Untouchables znakomity album, brakuje mi tylko jednego; specyficznego klimatu dwóch pierwszych płyt, otóż wystepuje on tylko w części utworów. Muzycy znów postawili na ciężar, wg. mnie to najmocniejsza płyta Korna i co najważniejsze NIE MA ŻADNEGO HIP-HOPU!!!!!

   


P.S.1 Przyznaje się KoRn to new-metal, ale to on był pierwszy i to inne zespoły kopiujące korna mieszają to gówno z rapem, Korn na 5 płytach zamieścił 3(może się mylę) rapowe piosenki z jakimiś raperami, to nie powód by wrzucać ich do wora z limp bizkit, Linkin park, P.O.D. gdzie cały czas rapują. To samo z Soulfly, Soad i Slipknotem ludzie przecież to nie żadne hip-shity.

*co do piosenki Daddy, Davisa nie molestował ojciec na co może wskazywać tytuł utworu tylko sąsiad.

Uruk-Hai

©Copyright by Uruk-Hai