*** Relacja ze zlotu redakcji KM ***
"No-działka 2002"


Od lewej: TLC, HEX2000, +iommi+W dawnych czasach, kiedy to KM dopiero raczkował, napisałem do Action Maga tekst pt. "Internet - connecting people". Wtedy jednak nie spodziewałem się, że moje e-znajomości mogą "wyskoczyć" poza strukturę tej globalnej sieci i stać się rzeczywistością...

Nikt chyba nie pamięta, kiedy zrodził się pomysł, aby redaktorzy KM - znający się wówczas jedynie z Internetu - spotkali się w "realu". Realne plany zaczęliśmy snuć już na wiosnę 2002 roku. Po długich ustaleniach obraliśmy termin wszystkim pasujący: od ósmego do czternastego sierpnia 2002 roku. Miejscem tego wiekopomnego wydarzenia stała się działka mojego przyjaciela [Nomada] leżąca na jednej z podpiotrkowskich wsi. Miejsce to charakteryzowało się niebywałą czystością powietrza, dużym areałem, ładną lokalizacją [między laskiem a polami] oraz spokojną i cichą okolicą. Miejscowy sklepik posiadał wszystko, co prawdziwym metalom do szczęścia było potrzebne, czyli pasztety, kiełbasę i picie;).

Wróćmy jednak do początku... +iommi+ przyjechał do Piotrkowa Trybunalskiego pociągiem ok. 8:40 8.08. Nietrudno go było poznać - iluż bowiem metali jeździ o tej porze pociągami? ;) Również moja osoba została przez +iommiego+ szybko dostrzeżona. Iluż bowiem metali chodzi po dworcu w jaskrawozielonej koszulce pewnego monopolisty na polskim rynku telekomunikacyjnym, którego nazwę z litości przemilczę... ;) Po krótkim przywitaniu udaliśmy się do domu Nomada. Ponieważ TLC w ostatniej wręcz chwili odwołał swój przyjazd, skołowaliśmy mojego kolegę z klasy - Janka, żeby chociaż pierwszego dnia dało się trochę pokopać łaciatą. Na No-działkę dotarliśmy lekko popołudniu. Bo szybkim zajęciu pokoi, przebraliśmy się i zaczęliśmy grać w piłkę. Wieczorkiem zjedliśmy jakże pyszną i pożywną kiełbasę z grilla, popiliśmy pifkiem, po czym oddelegowaliśmy Janka do domu i spędziliśmy kupę czasu na pogaduszkach. W nocy jeszcze jakaś naprędce przygotowana kolacja i spać:).

Następnego bodajże dnia nawiedziła No-działkę nasza [tj. moja i Nomada] koleżanka, o wdzięcznej ksywce Chuda. Na +iommim+, znana wcześniej tylko z moich opowiadań, zrobiła spore wrażenie i od razu przypadli sobie do gustu. Wieczorem Chuda wróciła do domu. Otrzymaliśmy również SMSa od TLC, że w sobotę powinien się jednak zjawić na działce. Menu tegoż dnia nie odbiegało niczym od dnia poprzedniego. Również i cisza nocna zaczęła się ponownie o jakiejś drugiej w nocy. Biorąc jednak pod uwagę fakt, że wyjrzawszy przez okno dostrzegało się tylko... ciemność ™, wątpię, aby komukolwiek z mieszkańców wsi przeszkadzało, gdybyśmy do białego rana słuchali Slayera na pełny regulator:).

Następnego dnia - zgodnie z zapowiedzią - dotarł TLC. Przybył razem z siostrą i mamą. Mimo zachęceń +iommiego+, po krótkiej wizytacji naszej nieruchomości, siostra odjechała razem z Czajldową mamą. A to właśnie płci przeciwnej brakowało nam w ciągu zjazdu najbardziej. Na nasze szczęście mama zaopatrzyła TLC m. in. w chińskie zupki, co urozmaiciło trochę nasze kiełbasiane menu;). O ile mnie pamięć nie myli, również i tego dnia na No-działkę przyjechała Chuda, tym razem także ze swoją koleżanką Olą. Jednak jej pierwszy kontakt z TLC był zgoła odmienny, niż z +iommim+. Za notoryczne bekanie Chuda rzuciła się na TLC, zaczęła go dusić i lać po pysku, co wzbudziło powszechną wesołość;). Wieczorem scenariusz z dnia poprzedniego się powtórzył: dziewczyny wyjechały, my przegadaliśmy pół nocy i poszliśmy spać.

The LasT Child: Chudej nie było tego dnia! Przyjechała dopiero w poniedziałek! A szkoda bo fajnie się od niej obrywało ;)

Od lewej: Nomad, +iommi+, HEX2000, TLCKolejne dni mijały podobnie. Główne atrakcje stanowiły rozmowy o muzyce, gra w nogę i w siatkówkę, wyprawy do wiejskiego sklepu po kiełbasę itp. Zastanawialiśmy się, czy Książe Palownik nie lata teraz po lesie odziany w skóry z siekierą;P. Nie było dnia, aby ktoś na No-działkę nie wpadł. A to rodzice lub brat Nomada, a to znowu koledzy Chudej, czy wreszcie moja bliska koleżanka Magda z jej przyjaciółką Gosią. Nomad wziął ze sobą przenośny odtwarzacz CD, dzięki czemu mogliśmy upajać nasze uszy odgłosami metalu:). W magnetofonie lądowały kasety bądź też płyty Iron Maiden, Metalliki, Sentenced, Samaela, Amorphisa, In Flames, Blind Guardiana, Sinergy, SOAD, Halforda. TLC koniecznie chciał uraczyć nas "korniszonem" i Linkin Park, co spotkało się z jednomyślnym wybuchem agresji ze strony pozostałych;).

The LasT Child: Znów przekręcasz! KoRna puściłem raz i przeleciały aż 3 piosenki!. A Linkina nawet nie próbowałem. Na dodatek jeszcze ciągle czytaliśmy komiksy Kaczora Donalda.

TLC przywiózł ze sobą także gitarę, dzięki czemu mogliśmy trochę porzępolić na gryfie:). Czajld postanowił także uraczyć nas swoim... yyy... nazwijmy to odważnie: śpiewem. Jednakże szybko łom i kosa dzierżone w naszych rękach, czy też latające w kierunku TLC drewniane sztachetki dały mu do zrozumienia, że do Bruce'a Dickinsona duuuuużo mu brakuje...

The LasT Child: Tak fajnie się uciekało przed Nomadem ;)

We wtorek TLC odjechał do Radomia. Dnia następnego pojechałem z +iommim+ do Sulejowa na zaproszenie Madzi. Ok. 16:40 wróciliśmy do Piotrkowa Trybunalskiego, skąd +iommi+ odjechał pociągiem do Katowic. Tak zakończył się Pierwszy Zlot KM...

Trzeba przyznać, że było miło i zapewne za rok zlot się powtórzy. Narzekać można by tylko na piotrkowską pogodę. Nie było bowiem dnia, aby nie lało. Choć między kolejnymi falami opadów nie brakowało i piekącego słońca.

Zdaję sobie sprawę, że ta krótka relacje nie oddaje zupełnie klimatu tego zlotu. A jak zapewne wszyscy potwierdzą, był on bardzo true, grim i necro... BUIHIHI:>


© HEX2000