Kobiety dopiero niedawno powychodziły z zaparowanych kuchni a już pchają się do metalowych zespołów. Jak ta słaba, delikatna acz urodziwa płeć radzi sobie w metalowym światku? O tym właśnie będzie ten tekst ...
|
Metal zawsze był domeną mężczyzn. Z resztą w początkowym stadium rozwoju muzyki „lekkiej inaczej” nikomu nie przyszło nawet do głowy, że mogłoby być inaczej. Przypuszczam, że Ozzy wyśmiałby was gdybyście mu zakomunikowali, że w 2oo2 roku wyłoży pokaźną sumkę na promocje muzycznych poczynań swojej córki. Podobnie zareagowałby z pewnością Blackmoore jeśliby wywróżyć mu wspólne koncerty z niewiastą na jednej scenie... Z czego wynikał ten „muzyczny szowinizm”? Trudno mi odpowiedzieć (być może był to po prostu kolejny przejaw dyskryminacji, która jeszcze w tamtych czasach nie była rzadkością?). Tak przyjęło się od samego początku i niełatwo było już to zmienić. Kobiety przeczekały też metalowy „boom” na Wyspach Brytyjskich. Chociaż wtedy już nie wystarczyło im samo słuchanie męskich idoli, postanowiły posunąć się nieco dalej.... odsuwając na bok wszelkie zbędne metafory – panie po prostu powskakiwały do łóżek angielskim heavymetalowcom. I tak powstał szlachetny i powszechny po dziś dzień status gruppies, których tradycje kultywują kolejne pokolenia hojnie obdarzonych przez Matkę Naturę nastolatek. Dopiero teraz, w latach 90’tych kobiety wdarły się do metalu i wszystko wskazuje na to że wpasowały się idealnie w metalowy krajobraz... W jaki więc sposób kobiety od cichych gospodyń domowych, przez rozwrzeszczane gruppies stanęły na scenie największych metalowych festiwali? Odpowiedzi może być wiele. Być może ewolucja metalu potoczyła się właśnie w takim kierunku, w którym dobrze wyćwiczona struna kobiecego głosu pasuje idealnie. Innym powodem może być zmiana mentalności mężczyzn i ... kobiet. Bo w to, że zmienia się muzyka mało kto wątpi, a w to, że zmieniają się kobiety – nie wątpi chyba nikt. Uczuciowe i sentymentalne wokalistki najbardziej upodobały sobie adekwatny gatunek muzyczny – gothic metal. Jeśli pomyślećby przez chwile o jakimś fikcyjnym zespole, który byłby czołowym przedstawicielem gothic metalu, każdy miałby różne wyobrażenia na temat składu, ale większość zgodna by była w jednym – śpiewałaby kobieta. W praktyce przecież nie mija się to z prawdą, szczególnie na naszym krajowym rynku, gdzie furorę robią naśladowczynie Anji Orthodox (Closterkeller) z zespołów typu Moonlight czy Batalion D’Amore. Światowa scena gotycka też wychodzi z założenia że białogłowa (biało?! :-) niezły oksymoron mi z tego wyszedł) wokalistka sprawdza tu się najlepiej. Ale nie na samym gotyku panie poprzestały. Po kolei żeńskie głosy wdzierają się w coraz to nowe podgatunki Metalu. Nie jest rzadkością angażowanie kobiet np. do chórków w power metalu. Co ciekawe, nie przychodzi mi do głowy ani jeden zespół pokroju Rhapsody czy Blind Guardian w którym byłaby pełnoetatowa wokalistka... |
Czyżby kobietom nie wychodziło zawodzenie o smokach i rycerzach? A może problem stanowi fakt że niepodobna aby panna śpiewała o bohaterze ratującym dziewicę? Hehe, w każdym razie power metal pozostał bardzo konserwatywny i stanowi prawdziwą twierdzę dla kobiet. Power pozostaje niezdobyty. Ale to teraz tylko kwestia czasu. Pozostałe gatunki chłoną kobiece ciało [jakkolwiek by to nie brzmiało :)] a takim zapałem że nietrudno spotkać kobiety już nawet w death metalu, gdzie wydawało by się to niemożliwością. No, ale z drugiej strony, kiedy przesłucha się ostatnią płytę Arch Enemy, usłyszy piękny [eee.... piękny z racji braku lepszego określenia] głos Angeli Gossow, to nie ma się już żadnych wątpliwości co do tego, że nawet w death metalu kobieta może osiągnąć niebywały sukces. Jest jednak sprawa, która nie daje mi spokoju. Jakim cudem kobiety wytrzymują kondycyjnie kilkumiesięczne trasy koncertowe. Trasy na których fizycznie wysiadłby niejeden facet. A tutaj proszę, taka niewinnie wyglądająca Cadaveria [jak to kiedyś przeczytałem w pewnej gazecie – „kobieta która najbardziej na świecie boji się słońca i witamin”], jakoś nie miała problemów aby dotrwać do końca tras jej poprzedniego zespołu – Opera IX [teraz Cadaveria kontynuuje karierą solową, ale jak u niej jest z koncertami – nie wiem]. Patrząc na to z drugiej strony, jeśli przypatrzeć się koncertowi powiedzmy Kittie, grupy złożonej z samych, na dodatek bardzo młodych, dziewczyn, trudno jest uwierzyć, że ona na prawde mogą tak żywiołowo zachowywać się na scenie przez 1,5 godziny. Nie jest żadnym wstydem ani tajemnicą że po półtora godziny skakania na scenie niemal każda kobieta padłaby omdlała, a i przypuszczam że co mniej odporniejsi faceci też by nie wytrzymali. A tutaj – panie z Kittie jakimś „cudem” grają i śpiewają do końca koncertu, nie załamując nawet głosu. Ponieważ w cuda nie wierzę, wyczuwam tu jakiś podstęp. Czyżby mała pomoc w postaci playbacku? No, chyba że małolaty z Kittie jadą ciągle na amfie, ale w to raczej wątpię, bo i w tym przypadku trzeba mieć nieźle odporny organizm. Kończąc ten art chciałem zaznaczyć, że na „kolonizacji” muzyki metalowej przez kobiety zyskają wszyscy. Kobiety z wiadomych powodów, w końcu wydrą facetom kolejną rzeczy, pokażą co to one nie potrafią. A faceci? No cóż, powiedzcie sami, czy nie wolicie oglądać zgrabnego tyłeczka Angeli w zamian za... no choćby morde Lemmy’ego? ;)
|
