O formacie mp3 słyszał zapewne każdy użytkownik komputerów. Ten bardzo popularny i szeroko stosowany format ciągle budzi sporo kontrowersji. Chciałem się podzielić moimi osobistymi przemyśleniami na temat mp3, spróbować odkryć odpowiedź na pytanie, czy mp3 szkodzą samym zespołom czy też może pomagają ?
|
Trudno jednoznacznie określić czy popularne mp3-ki mają dodatni czy ujemny wpływ na rozwój muzyki. Jeśli spojrzymy na sprawę oczami producentów, to wiadomo co należy o tym myśleć. Mp3 są złe, bo przecież kiedy ktoś ma dostęp do darmowych czy tańszych [pirackich] wersji, nie będzie kupował oryginalnych płyt. I właśnie na mp3 można zrzucić winę zbyt wysokich cen płyt w sklepach. To nie ważne, że ta płyta przechodzi przez kilka par rąk zanim trafi na sklepowe pułki [przez co każda para dodaje do ceny swój wkład], ważne jest to że przez alternatywną, gorszą jakościowo ale tańszą alternatywę, spada popyt na legalny towar, przez co jego cena musi być odpowiednio podrasowana. Dalej można zobaczyć to wszystko oczyma konsumenta. Bo niby jak przeciętny polski nastolatek ma uzbierać na tyle pieniędzy, aby móc kupować sobie płytki ulubionych kapel, sukcesywnie powiększać własną kolekcję, a do tego "na ślepo" poszerzać swoje horyzonty? Czy, w momencie kiedy ma już pieniądze na płytę, nie lepiej, aby wiedział co zamierza kupić? I tu można właśnie posłuchać darmowych [jak dla kogo :-P] mp3 ... Po przesłuchaniu, jeśli się komuś spodoba - kupuje, jeśli nie - nie traci pieniędzy na coś co nie wpasowuje się w jego gust. Niestety nie każdy wychodzi z takiego założenia i dość często zdarza się, że ktoś np. wypala u siebie czy znajomego ww. mp3 na krążek ... A jak przedstawia się sytuacja z punktu widzenia samych artystów? Dość łatwo zauważyć można, że nie jest to stała postawa. Zmienia się ona wraz ze wzrostem popularności jakiegoś zespołu. Bo grająca po garażach kapelka będzie zachwycona, kiedy ściągniesz z netu ich utwory, przesłuchasz, a może nawet przyjdziesz na ich koncert, bo muzyka ci się spodoba. A jak jeszcze przypadkiem nauczysz się ich [nie zawsze rażących ambicją] tekstów, które na owym koncercie zaczniesz śpiewać wraz z wokalistą to ten gotów dostać na scenie orgazmu ;-) No ale zespół wychodzi z garażu, opuszcza pobliskie puby, zadymione bary i .... wchodzi na stadiony, mieszczące po kilka tysięcy ludzi obiekty. Wtedy już nikt nie cieszy się, kiedy zamiast kupować płyty w sklepie wypalasz je w domu. Choć i tu zdarzają się wyjątki ... hmm, pamiętam jak jeden punkowy zespół po komercyjnym sukcesie opisywał w wywiadach w jaki sposób można wynieść ich płyty ze sklepu! Ale zazwyczaj bandy przyjmują postawę "metallikopodobną", gdzie nastawienie na coraz to większy zysk odrzuca totalnie świadomość finansowych kłopotów fanów. Jest kilka sytuacji, w których ściąganie utworów z netu jest całkiem normalne, nie działa za bardzo na szkodę ani artyście ani wytwórni, dystrybutorom i całej reszcie muzycznego środowiska. |
Na przykład bonus tracki. Kiedy kupiłem oryginalną płytę 'live Insurrection' Roba Halforda, a wytwórnia postanowiła w Japonii wypuścić specjalną edycję zawierającą dodatkowo cover Scorpionsów - "Blackout", to czy ktokolwiek może mieć do mnie pretensje? Za krążek przecież zapłaciłem, a jakim prawem japończyk ma mieć za te same pieniądze [no, teoretycznie] poszerzoną wersję?
Innym przykładem są płyty nie wydane w Polsce. W ich wypadku, i tak nie kupie jej w sklepie, choćbym chciał. Jeśli jej nie kupię, nikt nie będzie miał z niej dochodu. Czy więc nie jestem usprawiedliwiony, ściągając ową płytkę z netu? Nie narażam wtedy nikogo na straty, a sam zyskuję. Podobnie sprawa ma się z bootlegami. Jakim cudem dostałbym w Polsce bootleg powiedzmy Pride & Glory? Nie wiecie? Ja też nie wiem. No, poza oczywiście domową produkcją z iommi's records :-) Nieinaczej jest z niektórymi coverami. Po co kupować całą [najczęściej nie wydaną nawet w Polsce] płytę tribute, jeśli zależy nam tylko na jednej piosence lubianego przez nas zespołu? Albo jeszcze inaczej - w jaki sposób można zaopatrzyć się w cover "Remember Tommorow" Ironów w wykonaniu Metalliki? Przecież nie został on wydany na żadnej płycie, czy to studyjnej, czy koncertowej ... I ostatnia już kwestia którą chcę w tym temacie poruszyć - fragmenty utworów mp3 umieszczane na oficjalnych stronach zespołów. To jest chyba złoty środek. Jest i szansa na ogólne poznanie klimatu w jakim gra zespół, a jednocześnie zaostrza tylko apetyt na cały album [bądź odwodzi od jego zakupu, co też jest bardzo pozytywne, pozwala uniknąć rozczarowania]. Mnie samemu kilka razy zdarzyło się nabyć oryginalne wersje płyt/kaset właśnie pod wpływem ściągniętych z oficjalnych stron fragmentów [jak na przykład przy Sinergy ... a, tu jeszcze znaczenie miał komentarz Elda który nazwał ten zespół "ciepłymi kluchami", a skoro Eld coś tak właśnie nazywa, znaczy że warto tego posłuchać ;-)] Tak więc mp3 z jednej strony rozwalają muzyczny rynek, z drugiej zaś pozwalają na promocję nieznanych zespołów czy przysparzają nowych fanów zasłużonym kapelom. A to czy ktoś ściąga całe płyty czy nie, to już jego indywidualna sprawa. Choć przyznam, że fajnie było mieć nowy album In Flames 2 miechy przed premierą [no, nie tak fajnie, bo według mnie ten album to porażka] ;-)
|