|
W obronie "Władcy Pierścieni"... |
|
Zaczęły się wakacje, ludziom (np. mi;)) nie chcę się pisać. Dzisiaj świeci słońce, przyjemny dzień. Postanowiłem więc troszkę poczytać sobie AM 28. Jako że zawsze zaczynam od swojego ulubionego kącika, klikam więc w ładny (podoba mi się ten napis. To naprawdę ładny napis!...;)) napis "Książki". I czytam. I bardzo "zainteresował" mnie tekst military police "W obronie Jerzego Łozińskiego". Jest tam parę nieścisłości, spójrzmy: Myślę, że spolszczenie większości nazw to świetny pomysł, a J.R.R. wiedział, co robi dając porady jak je zrealizować. W ten sposób możemy zapomnieć, że jest to książka pisana w języku angielskim i rzucić się w wir jej akcji. Nie myślimy przy tym "jak się wymawia tę nazwę?", co stanowi problem dużej części czytelników, głównie starszych, uczonych tylko gaworzyć pa ruskie Słowem - hehe:). Mi się wydawało że Tolkien raczej żadnych porad na temat tłumaczeń nie dawał. Bo jak miałby to zrobić? No chyba że napisał 100 książek "Porady jak tłumaczyć Władcę Pierścieni. Wersja Marokańska." Po prostu nie dałoby się podpowiedzieć jak tłumaczyć tak samo Polakowi jak i Japończykowi... A co do wymowy: przecież Skibniewska także ułatwiła nam sprawę, dla przykładu: zamieniła "Took"(nazwisko) na "Tuk". Czyli także ułatwiła nam czytanie. I nawet tego nie zauważyłeś... - dlaczego Jezy Lozinski (wymowa w stylu USA) nie mógł tego zrobić tak zgrabnie? Poza tym niektóre nazwy w naszym dialekcie brzmią dość dziwnie, żeby nie powiedzieć śmiesznie. I tak Hobbiton może kojarzyć się z jakimś obiektem sportowym, ewentualnie czymś nowoczesnym, ale nie z wiochą zamieszkaną przez stada leni. Hę? A to ciekawe - mi ani żadnemu z moich krewnych i znajomych którzy czytali WP (a wielu ich jest) takie skojarzenia nawet przez myśl nie przeszły. Aha - Hobbiton nie był wcale taką wiochą, gwoli ścisłości. A hobbici wcale nie byli leniwi - wręcz przeciwnie, pracowali na swoich polach, ogródkach i młynach za trzech;). Za to WSZYSTKIM kojarzy się z wyrazem Hobbit. Może coś u ciebie nie tak?(zgłoś się do psychologa od reklamy 3BIT:)) Poza tym nazwa kończąca się na -on oznacza zwykle coś raczej dużego, pompatycznego, jak np. Erechtejon, Panteon. A ja dla odmiany zacytuje ci: Gondor, Rohan, Arnor, Eriador, Mordor. Tych nazw kończących się na "on" wcale nie jest tak wiele. A "panteon" można użyć także w zupełnie innym kontekście, jak to powiedziała pewna pani w pewnej znanej polskiej komedii: "Panteon Polskiego Więziennictwa". Jako że to komedia to dziwny byłby w niej jakiś pompatyczny wyraz, nie sądzisz? A co powiesz na: ogon, zabobon? A to z kolei pochodzi z Grecji [chodzi o ten Panteon - Mith], gdzie nie praktykowało się magii niczym Gandalf, lecz wierzono w wielu znanych powszechnie bogów, co nie pasuje bardziej do klimatu opowieści niż pojawienie się w niej Tytusa, Romka i Atomka. A w Śródziemiu nie wierzono w Bogów? A to się zdziwiłem - a Valarowie? A Eru Iluvatar? Np. pieśń Elfów spotkanych przez Froda, Pippina i Sama nieopodal Leśnego Dworu? Przecież ona była ku czci Vardy, jednej z Valarów... Elfowie wierzyli w Valarów baaardzo powszechnie, i byli im oni bardzo znani. Czyżby to miało nie pasować do klimatu opowieści? To jakim cudem nie zbluzgano Sapka za wzięcie tylu nazw, imion itd. z mitologii? (np. Falka, rycerz Galahad, Pani Jeziora czy też Nimue i chyba z kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt innych nawiązań.). Toż to ewidentnie zostało wzięte z tych mitologii, co psuje klimat Sagi, bo tam żadnych Wiedźminów nie było itd.. Rozumiesz? A w Grecji co ciekawe całkiem sporo magii było... Jerzy Łoziński proponuje nazwę brzmiącą Hobbtów. Czy to nie lepsze? Od razu maluje się przed oczyma widok kilku domów i ogólnej sielanki, A mi się Hobbtów kojarzy z Hobby I maluje się przed oczami widok wymieniania znaczków, gości latających po ulicach z monetami i domów z pocztówek:). I co? Shire, czyli po łozińskiemu Włość. A mi to troszkę psuję klimat - u Skibniewskiej wyobrażam sobie Nazgula syczącego: Shiiiiire, i jest to bardzo klimatyczne, budzi klimat grozy itd. A teraz wyobraźcie sobie tego samego Nazgula, syczącego: włoooości. Jakoś tak dziwnie? A co jest złego w tym że ja wymówie Szajer, inny Szire itd.? Anglicy (a Polacy do dziś ich naśladują) do dziś błędnie wymawiają nazwisko Tolkiena(!) - Tolkin. Tak by się co prawda wymawiało po angielsku, ale to nazwisko pochodzi z Niemiec (Bawarii chyba). I czy komuś się to nie podoba? Natomiast z Merry'ego (nawet źle się to odmienia) mamy Radego, czyli Radostka, co świetnie opisuje wsiowego chłopaka. I wszystko by pasowało, tyle że jest jeden zgrzyt i to spory (zgadnijcie co to za film?;)) - Merry nie jest "wsiowym chopcem". Pochodzi z Buckland, który jest sporym skupiskiem luda na dość małym terenie. A Merry ma na nazwisko Brandybuck, jest przedstawicielem jednej z bardziej wpływowych rodzin z Shire - czyli nie tak całkiem wieśnia...EKHM... Mieszkaniec wsi:). Ludowi Shire przypomina Anglię, arystokrację, kulturę Według mnie nazwa ta nic nie mówi tym którzy nie znają Angola. A Ci co znają to nie mają problemu i nie muszą kupować wersji spolszczonej po Lozinsku (amerykańska wymowa;)) czyż nie? Krasnoludy stały się krzatami, co ma swoją przyczynę. Otóż "dwarves" (w oryginale) nie mają polskiego odpowiednika. A z krasnoludami nie mają wiele wspólnego, gdyż ani nie są krasne (czerwone), ani nie przypominają człowieka (ludy). Hehe:). A zauważyłeś że krasnale w większości bajek występują w czerwonych czapeczkach? Nazwa: krasnoludy pochodzi z legend i baśni (którym się Tolkien fascynował),tak samo jak "dwarves". Czyż zatem taki kontekst nie jest odpowiedni? Szczególnie że jej śladem poszli wszyscy inni tłumacze? Zdziwisz się ale krasnal, krasnoludek, figuruje w słowniku j. polskiego (tym, którym ja mam). Skibniewska tylko to utwardziła (czyli tym samym dokonała tej samej operacji co Tolkien). Za to wyraz / słowo "krzat" w moim słowniku (nawet tym co mam w Wordzie!) nie figuruje... Co do spolszczania Rivendell - może tak Rzeczna Dolina? Elfojar? :) Ktoś uważa, że jestem zagorzałym zwolennikiem każdego przekładu Łozińskiego i nie oceniam go obiektywnie? To uważajcie: NIE LUBIĘ "WŁADCY PIERŚCIENI"!!! Tutaj pewnie zagrzmi sto harmat i runie w popioły cały Śląsk aż po Bałtyk, ale tak jest. Użyłem określeń "dzieło" itp. w stosunku do powieści Tolkiena, ponieważ jeśli tylu ludzi ją ubóstwia, to widać coś w tym jest. Nie lubisz Władcy Pierścieni? Hmm. To jakim prawem wypowiadasz się w temacie?;). Skoro WP nie lubisz, to rozumiem przez to że Tolkiena nie zgłębiasz. A jak nie zgłębiasz to... No nieważne:). Co do tego "dzieła" - poczytaj sobie dokładnie początek tekstu Pasibrzuch "Nasz opalony Endru". W każdym razie: to że wielu to lubi nie oznacza że coś w tym jest. Pottera też tylu lubi, a ja np. uważam że jest w nim tylko komercja, nic więcej. W każdym razie czekam na zarzuty...o, jest zarzut: przede wszystkim cukierkowatość. Co? Moria? Mordor? Mroczniej jest w krainie czarów razem z Alicją. W takiej Lotalorii brakuje tylko wróżek latających wokół elfów. Mogłyby być też króliczki ze skrzydełkami i serduszkami. Kłamiesz pan!;).. Władca Pierścieni nie jest cukierkowy, nie jest też baśnią. Po pierwsze - gdyby był cukierkowy to byśmy nie mieli Sauorna, Golluma itd. Tolkien pisał dla innych ludzi - to jest literatura Wyższa (do takiej wielu WP zalicza!), więc chyba logiczne jest że nie ma strzelania kur****. A jeśli według ciebie to właśnie dzieli fantasy od baśni to...no cóż... Zresztą zdziwisz się - ale Baśń ma często większe przesłanie moralne niż fantasy. No - a jeśli stwierdzisz że całe ŚRÓDZIEMIE jest cukierkowe, to cię pociacham na kawałki jak Turin albo odgryzę rękę razem z całą jej zawartością jak Kacharoth. Nadal tak cukierkowo? Wbrew pozorom ogólnie losy Świata Tolkiena niosą spore przesłanie na temat. Np. zepsucia ludzi (Numenor) czy zwad między braćmi (Feanor i Fingolifn np.). Dodam jeszcze że w sumie nic do tłumaczenia Lozinskiyego nie mam (versja indjanska). Ale najpierw czytać tłumaczenie Skibniewskiej, a potem dla zmiany klimatu Jesego Loźińskjego (wersja by Dyslektyk). No nic, koniec polemiki. Ale jako że tekst ma tytuł "W obronie WP" to dołożę jeszcze odpowiedź na zarzuty hmhma która się nigdy nie ukazała (chyba się Phnomowi nie spodobała - mi też zresztą;)). {Jeśli się nie ukazało, to najprawdopodobniej w wyniku niedopatrzenia, za co pragnę przeprosić. Przydałaby się jakaś korekta... - PP} Władca Cieni-odp: Niedawno (to znaczy kiedy ty to czytasz to zapewne jest już jednak dość dawno) zainteresował mnie tekst hmhm na temat Władcy Pierścienii (powiedzmy że to recenzja :))). Na temat tytułu nie będę się wypowiadać (Nie musiałeś...) ale już sama treść tekstu jest lekką przesadą. U mnie, w miarę im więcej książek czytam, Sapek jest coraz niżej (niedługo wypadnie z dziesiątki). Jako że cenisz go ponad Tolkiena, to wydedukowałem że jest u Ciebie na 1 lub 2 miejscu. Powiedz mi, ile książek właściwie czytałeś? Bo zakładam że Bułhakowa, Le Guin, Lema czy Dicka nawet nie ruszyłeś (Sorry, ale naprawde dziwi mnie że cenisz Sapka ponad nich).A co do twoich zarzutów: Czego oczekujesz od Tolkiena? Nie sądzisz że soczyście klnący bohaterzy popsuli by klimat książki? Przecież to jest jeden z czynników który wpływa na jej wyjątkowość. Pamiętaj że Tolkien pisząc Władce NIE WIEDZIAŁ że kiedykolwiek powstanie coś takiego jak Fantasy. I raczej nie ma co szukać przyczyn w wieku :)))).Ja czytałem ją pierwszy raz jak miałem chyba z 9 lat... Co do postaci pośrednich: A kogo takiego chciałbyś w tej książce? Jak widać strasznie krótkie to, nawet nie zasługuje na miano artu. No, kończe ten tekst swoim ulubionym cytatem z pewnej książki: Do miasta zatem pospieszył czym prędzej MithrandirWszelkie prawa zastrzeżone (C) (R)
|
|