"Paragrafówki"


Witaj.

Jestem tekstem interaktywnym.

Moja interaktywność polega na możliwości wybrania jednej z opcji, które zostaną Ci przedstawione w trakcie lektury.

Oto pierwszy wybór.

Chcesz:
1 - czytać dalej
2 - wyjść na stronę główną "Książek"
po podjęciu decyzji skieruj wzrok kilka linijek niżej








Gratulacje, wybrałeś opcję pierwszą lub drugą. W przypadku tej ostatniej nie zostałeś odesłany do menu głównego, gdyż jest to mój tekst i ja mogę decydować, co będzie dalej.

Taki już przywilej autora - może robić ze swym dziełem, co mu się jawnie podoba. Ale czy tak jest zawsze? Taki, a nie inny wstęp zamieściłem jako wprowadzenie w temat, który mam zamiar czytelnikom przybliżyć. Mam na myśli pewną zapomnianą dziś, a popularną jeszcze dziesięć lat temu odmianę literatury, "paragrafówki" mianowicie. A co to takiego?

"Dreszcz", "Wehikuł czasu", "Wojownik szos" - to tylko kilka tytułów wybranych z licznego grona (bynajmniej nie wino - grona, jakie to często przesiaduje pod sklepem znajomego piwosza i, co by tu nie mówić, jest prawdziwym rodzynkiem w dość kwaśnym towarzystwie). Wspomniana grupa zawiera powieści, które łączy pewna cecha, którą szczyci się zacny amerykański naród - wolność. Wolność wyboru, dokładniej. Polega ona na tym, iż sami możemy zdecydować, co stanie się z bohaterem, którego losy śledzimy! Może niezupełnie, bo czytelnik może tylko wybrać jedną z możliwości (przedstawionych w formie paragrafów) oferowanych przez autora, ale w czasach sprzed rozbudowanych gier RPG nikomu to nie przeszkadzało.

Dlaczego więc dziś o "paragrafówkach" niemal nikt nie pamięta? Jakie były przyczyny upadku tej gałęzi rozrywki (bo chyba właśnie tak powinno się o tym zjawisku mówić)? Uważam, że największy wpływ miała trudność w tworzeniu dobrych książek "wyborowych". Napisanie sensownej historii, i późniejsze jej podzielenie na dziesiątki dróg prowadzących do zakończenia, wymagało niesamowitych nakładów pracy. Dlatego też te kilkanaście naprawdę dobrych tytułów ginęło w gąszczu masowo produkowanych "przeciętniaków" - a jeśli ktoś się już na takim "przejechał", to do owej marki wrócić nie chciał. Właśnie - marki. Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że najczęściej "paragrafówki" tworzyły serie, do których przynależały powieści z danego gatunku - np. historyczne wędrowały pod strzechy "Wehikułu czasu", a przygodowe i science fiction drukowano jako "Wojowników szos". Jak już wspomniałem, odbywało się to na zasadzie "jedna dobra na dziesięć słabych".

Mimo upadku rynku "paragrafówek" wciąż takowe można nabyć - np. w antykwariatach, lub też wypożyczyć w bibliotekach. Jednak jeśli ktoś zdecyduje się na zakup, musi być przygotowany na wydanie iście bajońskich sum (w porównaniu do cen "zwykłych" książek). Jeśliby któreś z was znalazło np. wspomniany "Dreszcz" opatrzony nalepką z dwucyfrową ceną, wtedy może śmiało grać w totolotka. Co ja mówię - jak kto już odszuka jakiś egzemplarz wystawiony na sprzedaż, to powinien zacząć wypełniać kupony.

Podsumowując - według mnie każdy powinien skosztować rozrywki, jaką niosą ze sobą "paragrafówki". Jest to wspaniała zabawa dająca możliwość utożsamienia z bohaterem na skalę dziś niespotykaną. Jeśli dodam, że powstały pozycje pozwalające wcielić się w bohaterów "Władcy Pierścieni", to w "Wiadomościach" zaczną się pojawiać informacje o zaślinionych ludziach drepczących po ulicach - więc tego nie zrobię. Ale jeszcze raz powtórzę - warto.

military