NEIL GAINMAN - NIGDZIEBĄDŹ (NEVERWHERE)


Poszukiwanie Tematu to niełatwa droga. Długi, ciemny, błotnisty labirynt. Wyruszasz odważnie, nie oglądając się za siebie. Łatwo jest zniweczyć Temat: skręcić w jedną uliczkę za wcześnie w lewo, przypieprzyć w coś po ciemku, kopnąć to gówno ze złością, postąpić znów raźno do przodu, by wreszcie odkryć, że przedmiotem, który zmiażdżyłeś swym kopniakiem była tabliczka głosząca "Uwaga ruchome piaski. Ani kroku dalej".

Jednak jeśli uda Ci się odnaleźć Temat, gdy zobaczysz go tuż przed sobą, krzyczącego wielkimi kapitalkami: "Jestem Wielką Opowieścią", dostrzeżesz, że jesteś dokładnie w miejscu, z którego wyruszyłeś. Temat był za Twoimi plecami. Ty jednak ruszyłeś odważnie, nie oglądając się za siebie.

Surrealiści mieli gdzieś szukanie Tematu. Nie szlajali się po dróżkach i bezdrożach, z farbkami pod pachą, i wódką w koszyku. W ogóle nigdzie nie szukali Tematu. Dla nich były nim senne marzenie, niezbadane pokłady ludzkiego umysłu. Cóż takiego robili? na przykład malowali fajkę i nadawali obrazowi tytuł "To nie jest fajka". "Przeta to sensu nie ma! - powiecie. Ale przecież to na prawdę nie jest fajka! To obraz fajki, a nie ona sama... Nic nie jest tym, na co wygląda.

Malarzy surrealistów, było od groma i jeszcze troszeczkę. Po raz pierwszy jednak dostała mi się książka surrealistyczna. (Dostała się? A takiego! Sam sobie kupić musiałem! :)) I przyznam, że pierwsza randka z podobną literaturą zakończyła się namiętną propozycją. "Przekartkuj mnie szybko!!!" zaszumiała cicho. O nie, kochani, żadnych takich numerków! Delektowałem się jej stronami, tak, że po ostatniej z nich, pewny byłem, że znam ją na wylot. I znów historia pokazała, że owszem, powtarzać to ona się wcale, wcale lubi. Gdy czytasz ją po raz drugi, czytasz zupełnie inną książkę.

Tym razem ani słowa nie będzie o fabule. Świat ten jest fantastyczny, jak to w fantastyce bywa. Nie ma co prawda elfów, ale tą niedogodność da się jeszcze przeżyć. Zastąpiono ją inną rasą, dla ułatwienia powiem, że futerkową (skojarzyć z Jerrym - a propos, czy ktoś może mi podać przykład kreskówki, w której kowadło choć raz rozgniata tego cholernego sadystę? Od lat czekam na tę wspaniałą chwilę. Wiem, miałem trudne dzieciństwo ;)). Zagłębcie się w ten świat, ale uważajcie! Nic nie jest takie same, jak się wydaje... Wyruszajcie odważnie, nie oglądając się na siebie.

UnionJack
UnionJack@wp.pl

PS. Czy nie ciekawiło Was kiedyś, czy na Dworze Artusa mieszkał kiedyś Artus? Nie? Przeczytajcie "Nigdziebądź" Zaciekawicie się.