GRAHAM MASTERTON: "GŁÓD"


Ed Hardesty był biznesmenem. Musiał się jednak zrzec swego zawodu na rzecz prowadzenia farmy, którą odziedziczył po zmarłym ojcu. Przeprowadził się więc z Nowego Jorku do Kansas, do swojego nowego domu, wraz ze swoją żoną Season i córką Sally. Przez jakiś czas wiódł życie przykładne, pracując od świtu do nocy. Jednak pewnego dnia został zaalarmowany przez swojego pracownika o czymś poważnym. Okazuje się, że część zboża zgniła z niewiadomych przyczyn. Wraz z upływem czasu pada coraz większa ilość zboża. W tym samym czasie Season i jej córka wyjeżdża do swojej siostry do Los Angeles.

Shearson Jones, minister rolnictwa, dostaje telefon od Eda. Ten chce pomocy od rządu dla wszystkich rolników, których dotknęła plaga. Jones podchwyca pomysł. Tworzy fundusz pomocy farmerom. Na ten fundusz mają wpływać pieniądze od sponsorów. Jones natomiast ma zamiar podprowadzić całą kasę. Dowiaduje się także, że niebezpieczna plaga rozprzestrzeniła się w całych Stanach Zjednoczonych, jednak zataja ten fakt przed prasą, a nawet prezydentem. Wkrótce wszystko wychodzi na jaw. Ed, poprzez telewizję, demaskuje plany Jonesa i uświadamia cały naród, w jak poważnym niebezpieczeństwie się znalazł. Swoją przemową rozpętał istne piekło. Wybucha krajowa panika - ludzie obrabowują sklepy, zabijają się między sobą choćby dla kilku konserw. Robią wszystko, aby zdobyć jedzenie.

Okazuje się, że zboże i inne produkty przeznaczone do jedzenia zostały zatrute wirusem podobnym do Voraru D, rozsiewanego nad lasami podczas wojny z Wietnamem. Każdy, kto zjadł zatrutą żywność, ginął w strasznych cierpieniach...

I właśnie od tego momentu zaczyna się walka o przetrwanie. Ludzie, którzy dowiedzieli się o zagrożeniu, natychmiast stracili wszystkie zmysły i panicznie zaczęli szukać pożywienia. W ten właśnie sposób wielka Ameryka ginie. Ameryka, która zawsze miała wszystkiego pod dostatkiem. Amerykanie, którzy nigdy nie żałowali sobie jedzenia, teraz mogą umrzeć z głodu. Z początku zrodziło się u mnie współczucie dla tych wszystkich ludzi, jednak kiedy czytałem, jak bardzo i zażarcie ludzie walczą o pożywienie, owe uczucie u mnie zniknęło. Po przeczytaniu książki zacząłem się zastanawiać nad znanym wszystkim zdaniem: "Być albo nie być..." odnosząc się do sytuacji tych wszystkich Amerykanów. Co lepsze? "Być" czyli "żyć" i możliwe, że po jakimś czasie umrzeć z głodu, czy też "nie być" czyli "umrzeć"... Znakomita książka, której bliżej do dramatu lub gatunku katastroficznego niźli do horroru, jak to napisano na okładce. Jednak mam jedno zastrzeżenie. Minusem są mało prawdopodobne w rzeczywistości zbliżenia bohaterów. Denerwuje mnie to, że Ed już pierwszego dnia "robi to" z Dellą, a Season kilka dni później z Granger'em... Zastanawiające. Nie zmienia to jednak faktu, że książka jest doskonała, ukazuje upadek wielkiego imperium i w ogóle. Co mogę powiedzieć? POLECAM!! Dołączam znaczek jakości Q:).

devil, Łódź