...::: Dom zatrutej strzały :::...

A.E.W. Mason i jego zbrodnia doskonała

Proszę, niech pan spocznie - powiedziała do mnie młoda Francuzka. Nie wiem czemu - wydała się taka miła, nieziemsko niewinna. Było w niej coś intrygującego - jakaś tajemnica, spokój.
Na jej prośbę udałem się z nią do Francji - pomimo moich próśb zapłaciła za mnie - zasponsorowała podróż i ubrania z drogich sklepów w Paryżu. Kiedy udaliśmy się już do jej rodzimej miejscowości ujrzałem (rzecz jasna) jej dom, choć nie do końca. Wspaniała willa w stylu - na moje oko klasycznym - w każdym razie starym - a co staro wygląda musi być klasyczne (wiem, że nie jest to za dobre rozumowanie). Miejsca do mieszkania było tutaj wiele - i ogród wspaniały, zawadzała nam tylko obecność przyjaciółki i starej madame Harlowe.
Dni mijały szybko, miasto było z pozoru spokojne - ot typowa prowincja. Jednakże któregoś dnia, podczas spaceru po mieście usłyszeliśmy jakiś szmer, wiedzeni ciekawością pobiegliśmy za tłumem. Słońce chylące się do zachodu bało się widoku wisielca, także i nas to nie pocieszyło - na drzewie dyndał trup młodej kobiety z jedną ręką na pętli z drugą wypełnioną listem. Natychmiast, jak na moje przyzwyczajenie zjawiła się policja - która odgoniła tłum gapiów (w tym nas). Bez cienia wątpliwości samobójstwo - plotki miały wzięcie, zabójstwo, znęcanie, molestowanie, było wiele wersji. Mała Francuzka jak zwykle wesoła miała obecnie zimne oczy - niczym zwierze przerażone widokiem śmierci.
Wieczorem moja miła Francuzka udała się na jakowyś bal, nie towarzyszyłem jej ponieważ i nie znam francuskiego i nie należę do wyższych sfer. Pozostaliśmy sami - przyjaciółka miłej Francuzki, stara madame i służba, acz nieliczna.
Położyłem się spać niezwyczajnie szybko, tuż po dziewiątej - kiedy jeszcze ludzie nie zapalili świateł. Noc minęła szybko, nie wiem czy na jawie czy we śnie usłyszałem kroki na korytarzu - jednak w starych domach echo jest normą.
Rano rozpętało się piekło - usłyszałem wołanie z sąsiedniego pokoju - co było raczej niespotykane w tym domu, zdziwiony niepomiernie wstałem i pierwsze co usłyszałem to żałoba!
Okazało się iż zmarła stara madame Harlowe - może to i dobrze, nie męczyła się, we śnie jest podobno lżej. Niestety spokój został ponownie przerwany - pajac (czytaj brat - w każdym razie rodzina) starej madame wyskoczył z oskarżeniem, iż babuszka została otruta! ... a któż miałby być trucicielem? Zgadnijcie co się działo przez następne dni!

Heh tym niecodziennym wstępem :), pragnę przedstawić początek intrygującego tytułu, mianowicie "Dom zatrutej strzały". Co prawda dzisiejsza forma mini opowiadania jest zgoła troszkę odmieniona (wazelinka na drożdżach :), no ale cóż! To moja druga recenzja po przeszło miesięcznej przerwie!
Co u licha się rozpisywać. Prowincjonalne miasteczko, anonimowe listy z tajemnicami, prawdopodobne zabójstwo w starym domu, narwany stryjaszek, wąski krąg podejrzanych, dwie młode kobiety, młody adwokat oraz osławiony komisarz (lub detektyw) z Paryża.

Na pierwszy rzut oka okładka. Troszkę uwypuklony autor, o wiele mniejszy tytuł, stosunkowo może i 3 razy! O ho za to będzie ciach :), wole wiedzieć co czytam, a nie kogo :). Zaglądamy do środka, malutki tytulik, heh oszczędzają na atramencie? Dalej następna strona. Autor, tytuł, troszkę większy! o postarali się (nieco). I rozdział pierwszy. Powiedzmy to jest na zero - nie waży na ocenie, ładna okładka - ten tego obrazek :).
Co do treści - bardzo dobra! To dopiero intryga! Holmes może się schować! poważnie, jak zacząłem czytać pomyślałem "typowa filmówka", jakże się myliłem dowiedziałem się dalej. Cóż pozory mylą jak cholera, nie spodziewałem się takiej akcji po wspomnianym początku.
Przywarłem do tej książki jak metal do elektromagnesu, czytałem ją co prawda od początku lipca a skończyłem drugiego września (szkoła :[). W niektórych miejscach zapiera dech, pojawia się takie wewnętrzne napięcie, strach- "co się stanie"? - lepszy niż w filmach najlepszych reżyserów. Zaskakujący trop, aż do ostatniej strony, czytając co raz rozpatrywałem każdego bohatera, niektórych wielokrotnie. Ostatecznie wyszedłem z obiegu - trafiłem na manowce i winną została.. nie przyznam się :). W każdym razie nie ten kto był. Apetyt i ciekawość rośnie w miarę czytania, aż do punktu krytycznego, zapala się światło..
i żarówka :). Ostatnie kilkanaście stron to tłumaczenie, bardzo mozolne i zawikłane, wątpię czy ktoś oprócz autora wpadłby na to.

Mam dobry pomysł, książka ta powinna być podręcznikiem w szkole policyjnej- albo agencji, tfu akademii. 100%, że nie byłoby tak łatwo :).

Reasumując (jakie długie słowo, ale człowiek całe życie się uczy i [nie] czyta :) solidna piąteczka z plusem 5+, chociaż wywarła na mnie spore wrażenie za szybko się skończyła, ot taki kaprys mój :).

Uwaga! przy recenzji "Władcy" popełniłem karygodny błąd- nazwałem dzieło Tolkiena trylogią- znaczy nie dosłownie, acz podzieliłem ją na części, co każdy szanujący fan nazwie obelgą. Prawda - książka ta nie jest trylogią, jest powieścią spisaną w sześciu księgach, za błąd przepraszam i dziękuję za zwrócenie uwagi GM. Co do tytułu- Wyprawa. Takie było moje wydanie i jest takie wciąż- to nie był moim zdaniem błąd.

I niniejszym musiałbym się podpisać pod tym efektem - tym razem jednak nie skończę od razu. Ta recenzja jest z dedykacją! taak, zgadnijcie dla kogo? nic trudnego dla kobiety - tutaj słówko. Obyś była taką "małą Francuzką" w pozytywnym świetle droga darillo! Pozdrawiam, i mam nadzieje iż się nie wygadałem :*)

maksymalnie rozweselony i rozmyślny

Splatch - ach te kobiety :)

PS. Troszkę spóźnione kondolencje- z okazji... rozpoczęcia szkoły sponsoruje tpsa. :), niech moc (i wiedza) będzie z Wami :D.