|
O WYŻSZOŚCI CZCIONKI HANDWRITING NAD TIMES NEW ROMAN |
|
Dzięki szybkiemu rozwojowi techniki możliwe jest przesyłanie informacji na odległość setek kilometrów w przeciągu dosłownie kilku sekund. Doprawdy odkrywcze stwierdzenie, wiem, ale napisane w celu przedstawienia choćby jednej z wielu pozytywnych cech elektronicznego boomu, jaki miał miejsce na początku lat dziewięćdziesiątych i, co tu dużo mówić, trwa do dzisiaj. Przesuwanie granic technologii coraz to dalej owocuje, jak twierdzą niektórzy, wyłącznie pozytywnymi zmianami, pozwalającymi udogodnić życie człowieka. Czytelnicy, którzy przytakiwali czytając poprzednie zdanie, zapewne w przyszłości będą konstruować roboty, androidy, sztuczne nerki czy inny "stuff", który dziś w swych zakładach opracowują Japończycy. W cudowny sposób oni wszyscy przyczynią się do poprawienia warunków bytu, ogólnie postrzeganych jako uniowsko-europejskie "standardy życia". I cóż w tym złego? Nic, wielkie nic. Najzwyczajniej ludziska zaczną tyć do nieprzyzwoitych wręcz rozmiarów (to z braku ruchu, a może z genetycznych wad?). No, może nie wszyscy, w końcu ci głodujący bezrobotni raczej nie będą mieli ku temu okazji. Poza tym maszyny zawładną naszym życiem, a kiedy będzie trzeba się ich pozbyć, lub w momencie, gdy przestaną działać, okaże się, że nie można bez nich żyć. Jeszcze dalej: fauna wymrze, flora zwiędnie (czy może na odwrót), nie będzie na Ziemi miejsc nietkniętych przez karzącą ręką... człowieka. Ale co tam, ważna jest wygoda. Powyższy akapit może sugerować, iż tekst, który właśnie błyska Ci przed nosem, traktuje o środowisku, zatruciach pokarmowych, walkach dżudo, rynku towarów importowanych; słowem - o wszystkim, ale nie o książkach. Otóż nie. Skoro wybiegliśmy już tak daleko w naszą świetlaną przyszłość (bo to jest wizja lat wesołych, a jaka może być czarno za jakiś czas ... cóż, jak to ktoś powiedział - może nawet Albert Einstein - "Nie wiem, jakie będą bronie używane podczas trzeciej wojny światowej, ale czwarta będzie toczona na kije i kamienie"), spróbujmy przewidzieć losy sztuki pisanej. Nawet lepiej - zajmijmy się dniem dzisiejszym, gdyż, jak starają się przekonać ludzi specjaliści od reklamy, "Jutro jest Dziś". Co widzisz? Powyżej zaprezentowałem, co postęp czyni dobrego dla niepiśmiennych, tudzież piśmiennych, ale trochę krzywo. Teraz można przejść do szkód wyrządzanych dość wprawnym w posługiwaniu się słowami osobom - a że takie złe konsekwencje są, zaraz udowodnię. Na początek rzecz związana z układającym te słowa: skrobiąc po papierze nie popełniam takich "byków", jakie są codziennością w artach do wiadomego zinu. Sądzę też, że większość czytelników ma podobny problem - wynikający ze zbyt szybkiego "klepania", co na myśl przyjdzie. W warunkach szkolnych, z zeszytem na ławce i długopisem w ręku, mało kto mógłby zamienić kolejność liter, czy nawet pisać słowa bezsensowne - czego przykłady zamieszczam na końcu tekstu. Przez takie błędy, jeśli nie przejdą korekty, można zostać uznanym za "nieuka, co to tylko gra na komputrze". Z korektą jest też jeden problem, a mianowicie musi ona zostać uczyniona przez kogoś "z zewnątrz". Po co to? Według prawa Murphy'ego - "Błąd, którego szukasz przez dwa tygodnie, zostanie ci natychmiast wskazany przez inną osobę, po sekundzie patrzenia na pracę, po ciemku i po pijaku". Wyjściem z tej sytuacji może być opcja sprawdzania pisowni, ale o tym było w poprzednim akapicie. W tym momencie należałoby odejść od spraw "amatorskich", czyli bliskich czytelnikom "Książek", a zająć się profesjonalistami, czyli tymi, dzięki którym owy kącik ma prawo bytu. A kim są te postacie? Oczywiście - Tolkien, Cook, Doyle, Christie, King, Dick... Kolejność przypadkowa. Co więc z "tymi wielkimi"? Najpierw najczarniejsza wróżba - upodobnią się do filmowców. Co się w celuloidowym przemyśle porobiło przez komputery, widać na każdym niemal kroku, ale mnie chodzi o jeden, konkretny przypadek. Przypadek filmów typu "Final Fantasy" i "Gwiezdne Wojny". W obu z nich obserwujemy na ekranie figury (bo ludźmi nazwać tego nie sposób), składające się z min. dwóch, trzech osób. I tak w "Final.." mamy komputerowo wygenerowanego bohatera, któremu twarzy użyczył jakiś Baldwin, głosu inny DiCaprio, a ruchy zostały pobrane od kolejnego amanta. W starwarsach Lord Vader nie ma głosu aktora wypełniającego czarny kostium, lecz jakiegoś znanego wówczas mężczyzny. Przekładając to wszystko na problematykę książek, zachodzi obawa, czy w przyszłości nie przeczytamy adaptacji Quake'a 4, dyktowanej Kingowi przez Pratchetta, realizującego pomysł Andersona spisany na maszynie należącej do Lema. A to wszystko wydane w internetowej księgarni, pliki do ściągnięcia za jedyne 19.99$... Kolejna z moich obaw dotyczy samego poziomu powstających powieści. Daje się zauważyć, że najwyższy to on nie jest, a wręcz zniżkuje w tempie zatrważającym. Nie będę zdziwiony, jeśli niedługo zaczną pojawiać się na rynku pozycje amerykańsko-patriotyczne, który to proces już się rozpoczął - od adaptacji książkowej "Wysłannika Przyszłości" i "Patrioty" (to takie filmy). Nie czytałem tych "wygrzmocin", ale domyślam się, że najdokładniej opisano w nich amerykańskie, potargane flagi, powiewające na przerdzewiałym maszcie. Dla tych wszystkich, którzy widzieli wspomniane filmy, a przy scenach z udziałem "Stars and Stripes" - palonych, rozrywanych czy po prostu zniszczonych - dostawali ataku płaczu, spieszę z wyjaśnieniem: uspokójcie się! Tak naprawdę ta spłowiała flaga nie była prawdziwa, to był tylko dubler! A w scenie spalenia "symbolu wolności i doskonałości" ogień dodano komputerowo i zlecono ten zabieg specjalistom z Ukrainy, jako że amerykańscy spece mdleli na widok bezczeszczenia świętości. Tak prawdę mówiąc to nie wiem, kto by mógł uwierzyć w płonące amerykańskie flagi. Przecież powszechnie wiadomo, że są zrobione z azbestu (na wypadek takich właśnie prób ich zniszczenia). Ufff, można odetchnąć z ulgą, bracia i siostry wolni duchem i ciałem, pod przewodem Najwspanialszego Kraju Świata. Podsumowując powyższe: militaryKtoś doczytał do końca? Jeśli tak, to oświadczam, że to jeszcze nie koniec. Poniżej lista błędów, jakie popełniłem podczas pisania tego tekstu, a które zaraz poprawiłem. Ale zapewniam, że jest ich tam więcej, a przynajmniej było, dopóki Phnom nie zrobił korekty. Jeśli zrobił... A ten spis to na udowodnienie mojej tezy o złym wpływie techniki - jeśli napisałbym coś z poniższych np. w zeszycie, to wzorem Mirmiła wziąłbym łuk i się zastrzelił. Ale co ja będę desperował... stek zamiast setek
|
|