Kontra w sprawie textu Mateusza Petryszyna "Intymność". Z całym szacunkiem znaczy sie :))) Do nóg padamy, rączki całujemy. Chciałeś przemyśleń, to proszę bardzo, zresztą po przeczytaniu tego kawałka nie sposób było się powstrzymać od chwycenia za klawiaturę.

Zacznę od początku. "Jeśli nie masz skończonych osiemnastu lat, nie powinieneś tego czytać . Najlepiej, jeśli masz dwadzieścia jeden i jesteś w pełni dojrzały emocjonalnie." Nie rozumiem czemu osoba poniżej osiemnastki nie powinna tego czytać. Przecież nieraz małolatom zdarza się oglądać filmy z "czerwonym kwadratem", a przeczytanie przez takie osoby twojego tekstu mogłoby przynieść wręcz pozytywne rezultaty, w pewien sposób zneutralizować "przeżycia" jakie towarzyszyły śledzeniu akcji na ekranie, tudzież zrozumieć dlaczego muszą istnieć bariery w przedstawianiu miłości w mediach ogółem.

Ok, gadasz ze znajomymi. Z twojej strony pada pytanie (zniesmaczone;) :"Czy nie uważacie , że film ten, powinien być dla osób powyżej dwudziestego pierwszego roku życia ?" Na początku nie za bardzo załapałam podtext tej wypowiedzi. It's just been a tough day today :) Anywayz, moje zdanie jest takie: osoby młodsze od nas to zawsze są dzieci, zwłaszcza gdy mają coś około 18 lat i teoretycznie przekraczają próg dorosłości. I naprawdę wiem co mówię, bo dla mnie osoba młodsza o chociażby rok to jest dzieciuch, który wydaje się nie mieć zielonego pojęcia o świecie, nie wspominając już o sprawach dorosłych czy intymnych. Zupełnie podświadomie kierujemy się tutaj swoistą odmianą prawa dżungli, które na przykładzie filmów streścić można następująco: koleś 21 letni siada se wygodnie w sali kinowej, czekając na rozpoczęcie się filmu "od lat 18" na który to nabył uprzednio bilet po ulgowej cenie 19 zł (sic!). We wspomnianej sali naokoło biednego studenta roi się od ludzi: gadających/zajaranych/żrących popcorn. Student nasz, jako że bystry jest nie lada, pokrótce /czyt. po żmudnych obliczeniach/ dochodzi do wniosku że spory procent publiki stanowią obywatele który na te minimalne 18 lat nijak ale to nijak nie wyglądają. Mogą to być np. dzieci którym zabiegani/zapracowani rodzice mówią "wybierz jakiś film bo ja zaraz muszę jechać" tudzież dają pieniądze pociesze do ręki ze (znienawidzonymi przez większość pociech) słowami "bądź przed 22.00". Ale nie odbiegajmy od tematu. Tak więc na film od 18 lat przyszły małolaty. Ale wcale nie musi tak być. Nie wszędzie przecież liczyć możemy (ach, braci niepełnoletnia...) na wspaniałomyślną ignorację pań/panów z kas biletowych. Dowodzik na stół albo hasta lavista. Brutalna rzeczywistość. Ale powiedzmy że nasz wspomniany/zapomniany student siedzi w sali kinowej w doborowym towarzystwie obywateli co najmniej pełnoletnich. Zaczyna się film. Wreszcie. Pół godziny później: pierwsza scena miłosna. I tutaj obserwować możemy zróżnicowanie społeczeństwa polskiego. Jedni wydają ochy i achy, inni wzdychają głośniej, jeszcze inni obejdą się samym przełknięciem śliny, a z końca ciemnej sali dolatuje stłumione "...o kurwa......" /możnaby tu przytoczyć cały asortyment słownictwa i dialogów jakimi co poniektórzy w tej sytuacji operują, ale po co - każdy sam wie najlepiej/. A student się wtedy gorszy i pierwsza z dwóch rzeczy jakie mu przychodza do głowy to "dobrze że tu jest tak ciemno". Druga to "Jezu, taki film nie powinien być dozwolony dla takich 18-letnich smarkaczy. Żeby takie rzeczy puszczali w kinie..." itd. itp. I to jest właśnie to. Wiem, że tak samo reagują moi rodzice gdy czasem zdarzy nam się obejrzeć razem jakiś film. Ale wiem również, że dla mnie oglądanie scen miłosnych z moimi dorastającymi dziećmi nie będzie takim samym gorszącym przeżyciem jakim dla osób obecnie około 40-letnich jest oglądanie TV z pociechami. Powinniśmy dążyć do tego, aby seks i sprawy z nim związane nie były tematami tabu. W przeciwnym razie będziemy powielać błędy naszych rodziców i dziadków. Niechciane ciąże u nastolatek. Wiesz jaki odsetek takich zapłodnień powstaje w wyniku wstydu przed zakupem prezerwatywy? Czy przed pójściem do ginekologa po pigułki antykoncepcyjne? Takie przypadki się zdarzają, ale potem nikt się nie przyzna, że zwiał przed panią aptekarką.

Wracając do twojego textu, chcę zauważyć, że nie wszyscy 18-latkowie to dorośli z mentalnością dzieci. Większość osób w tym wieku jest bardziej dojrzała niż się wam, dorosłym może wydawać. Może dlatego, że nie wszyscy wychowywani są tak jak byli ich rodzice, czyli w duchu peerelowskiej ciemnoty. W dobie komputeryzacji i Internetu możemy wychowywać się częściowo "by ourselves". Ja jako osoba nastoletnia uważam się za dobry tego przykład. Nie twierdzę, że wychowuje mnie komputer, ale gdybyś znał moich rodzicieli i MOJE poglądy, dałoby ci to choć odrobinę do myślenia na temat emancypacji nastolatków.

Jeśli myślisz że jestem gówniarą która oglądając film pokroju "Intymności", wydaje zduszone okrzyki lub z ręką przy ustach wybiega do toalety, to jesteś w błędzie. Gdybym była złośliwa, to bym powiedziała, że nie takie rzeczy się w życiu widziało, albo że tytuł "Behind Blue Eyes" nic ci chyba nie mówi (co poniektórzy skojarzą;))) Ludzie, obejrzyjcie se deutsch porno to wtedy będziecie latać do toalety, że już nie wspomnę o tygodniowym poście. Natalia pyta się ciebie jak możesz jeść po takim filmie. Wnioskuję z tego, że to musiał być jakiś hardcore skoro żołądek zaczyna odmawiać posłuszeństwa. Ale wątpię czy film porno pokazaliby publicznie. Wciąż mi się wydaje, że to gruba przesada z tą ohydnością. Co jest złego w tym że ludzie uprawiają miłość? Chcecie widzieć wyłącznie dwa ciała przytulone do siebie, najlepiej pod kołdrą, bo tak będzie bardziej przyzwoicie? Uważasz, że ludzkie narządy płciowe są nieestetyczne, czy zbyt nieprzyzwoite by na nie patrzeć? Dlaczego, bo od zarania dziejów chowamy je ze wstydem za ubraniem? Jeśli tak, to jak trafiłeś na seans filmu "od lat 18", którego fabuła stanowi doskonały wręcz pretekst do ukazania scen miłosnych, a wszyscy doskonale wiemy, jak w Polsce wyglądają filmy dozwolone od lat "18". Kiedy człowiek pisze scenariusz filmu czy pisze jakiekolwiek opowiadanie w ogóle, to nieraz ciężko jest mu się oprzeć pokusie zahaczenia o sceny miłosne. (Nie wiem czy parałeś się kiedykolwiek pisaniem. Jeśli nie, spróbuj skosztować tego owocu. Zrozumiesz wtedy o czym mówię.) Tak to już jest. Seks ubarwia jakikolwiek film, opowiadanie czy sztukę, dodaje pikanterii, a tymsamym przyciąga widza jak magnes. Jeśli jest oprawiony dobrym scenariuszem, to palce lizać. Trudno jednak nie zauważyć, jak niektórzy próbują nadrobić niedociągnięcia czy niedopracowania w scenariuszu poprzez mydlenie oczu widza szokującymi scenami. Jest to wtedy nic innego jak tani trick który wcale nie świadczy na korzyść twórców filmu. Bo nakręcić pornosa to nie sztuka. Ale nakręcić pornosa z inteligentną fabułą - to jest sztuka. ;) To wcale nie żaden slogan reklamowy, nie zachęcam tutaj nikogo do kręcenia pornografii oczywiście, przesz ustawa ponoć zabrania...

No i pytanie Justyny: "Czy dosłowność w ukazywaniu sexu na ekranie ma swoje granice, a jeśli tak to gdzie ?" Zależy przecież o jakim ekranie mówimy. W filmach kręconych na potrzeby małego ekranu z pewnością po granicach już nic nie zostało. Duży ekran - to przede wszystkim towarzysząca reżyserom świadomość odpowiedzialności za umysły ludzi którzy ustawiają się w kolejkach do kas biletowych. Dlatego granice się zachowały. Te granice "dosłowności w ukazywaniu seksu na ekranie", jakkolwiek trudno wytyczalne dla ogółu, są jednak możliwe do odnalezienia przez jednostki. Sęk jednak w tym, aby ustalić jedną granicę dla wszystkich, tak by podczas filmu oglądanego przez większą lub mniejszą grupę osób nie było wyżej wspomnianych przypadków nagłych wizyt w toalecie. Jest to skrajny przykład, mam jednak nadzieję że zrozumieliście co miałam na myśli.

A teraz pytanie ps-owe: "Jak długo trzeba będzie jeszcze czekać, aby złamać wszelkie granice, wszelakie tabu ?"

Wszystko zależy oczywiście od nas. Moim zdaniem jednak nie możemy liczyć na wspólne, oficjalne złamanie wszystkich tabu; zawsze bowiem znajdzie się jakaś protestująca mniejszość, itd. itp. Jednym słowem, wszystkim nie da się dogodzić. Ale na szczęście nie musimy mieć zgody świata na łamanie tabu samodzielnie. To dobry sposób na samowyzwolenie, wyparcie się uprzedzeń, uwolnienie się od zakłamania dzisiejszego społeczeństwa. Nie żeby kiedyś było lepiej pod tym względem, ale może być jeszcze lepiej. Jeśli oglądasz film erotyczny nie gorsząc się, nie targają tobą silne emocje, które duszone i tłumione doprowadziłyby w końcu do wyładowania w najmniej pożądany sposób. To tak nawet trochę metaforycznie. A tak w ogóle to czy mamy jeszcze na co czekać? Czyż granice i wszelkie tabu nie zostały już złamane? Wiele osób doświadczyło tego na własnej skórze (nie zawsze z własnej woli) i uwierzcie, że życie bez tabu (granice zostają;) jest piękne. Jeśli twoje obecne życie cię męczy, skosztuj. (www.fuckthetaboo.com :))))))))))))))

Zaznaczam, że nie widziałam "Intymności" /jeszcze/, ale streszczenie kolegi :) pozwoliło mi umieścić go w kategorii odważnych filmów, które można obejrzeć w kinie na legalu. Teraz to biegnę do wypożyczalni. Gdybym jednak była w błędzie co do wyrażonych opinii na temat twojego arta, nastukam coś nie coś na 100%.

[Mała dygresja na temat popcornu w kinie :) Nie rozumiem osób które wchodzą na seans z pudłem popcornu w łapach. Coś do picia to jak najbardziej, ale żeby iść do kina na wyżerkę - to się chyba mija z celem. Ja na przykład nie umiem się skupić w 100% na filmie kiedy co chwila biorę do ust garść popcornu tudzież innych zapychaczy typu chipsy czy paluszki (co innego kiedy film jest na video, ale to już temat zupełnie inna historia... :)))))). Kiedy przeżuwam nie da się skoncentrować na akcji na monit--, tfu! na ekranie, zwłaszcza na dialogach /napisy=zło konieczne/. No chyba że ktoś cierpi na podzielność uwagi, to przepraszam bardzo!!! ]

Gópot napisała - Nely mała
z wisły nad El Blongiem

ps. No dobra, wiem że niektórzy są wrażliwi na punkcie seksualności człowieka w ogóle, w końcu jest nam to wpajane od zawsze. Że to coś wstydliwego, że nie wypada o tym mówić dosłownie, a co dopiero pokazywać takie rzeczy w filmie. Wiem i dlatego I want you to accept my sincere apology. /qurna jak to sie mówi po polsku...!/
ps2. wszystko co powyżej to wyłącznie moje zdanie więc Troya ni Q'nika nie bijcie
ps3. a wiosen liczę sobie siedemnaście

>>Powrót do AMFILM<<