|
Recenzja filmu "Święty Graal" Kocham, kocham, kocham humor Monty Pythona. Wręcz ubóstwiam ich klimat ich humor. Nie wyobrażam sobie by ktoś robić lepsze komedie niż ta angielska ześwirowana grupa. Chociaż Kevin Smith prawie im dorównuje. Ten szalony, chamski, szyderczy humor. Uwielbiam ich. Dobra skończmy i przejdźmy do konkretów. Parę numerów temu mogliście przeczytać recenzję filmu „Żywot Bryana”. Tym razem postanowiłem napisać recenzję innego arcydzieła tych mistrzów komedii. Postanowiłem napisać recenzję pt. „Święty Graal”. Film rozpoczyna się dość niespodziewanie niesamowitymi napisami, które od samego skazują naszą twarz do dziwnego skurczu i na naszej twarzy pokazuje się uśmiech. Dalej już jest tylko lepiej. Cały film jest pełen niespodzianek i dziwnych przygód, na które napotykają bohaterowie filmu. Król Artur postanawia za namową Boga odnaleźć świętego Graala. Więc kompletuję paru innych świrów takich jak on i zaczyna wielką podróż. Podróż, na której napotkają wiele zwariowanych historii. Według mnie najlepszy jest motyw, gdy pala czarownicę oraz moment, w którym król Artur rozmawia z wieśniaczką i jej synem:). W ogóle cały film jest przesączony wręcz niesamowitym humorem. Humorem „Pajtonoskim”, który bardzo często nas rozmiesza, a czasami dziwi. Zwykle śmieszy, a czasami sami się zastanawiamy jak jaskółki mogą przewozić kokosy:). By po chwili dojść do wniosku, że to kolejny głupi żart. Widz o dobrym wzroku odnajdzie też wiele ukrytych żartów. Fabuła jak zwykle bywa w filmach tej angielskiej grupy komików jest mocno zwichrowana o nieraz nie pasuje do całego filmu. I właśnie oto tutaj chodzi. „Święty Graal” zaczyna się świetnie, a kończy się niespodziewanie. I chyba oto tutaj chodzi. Tak pokręconej fabuły dawno nie widziałem. I oto tutaj chodzi chyba. Ale to właśnie ta fabuła buduje klimat tego całego filmu. Jednak klimat budują też i w głównej mierze aktorzy występujący w „tym filmie”. Jak zwykle dobrze znana nam ekipa kompletnych świrów o wręcz niesamowitym poczuciu humoru i o tysiącach głupich pomysłów. Ta sama ekipa, których imion i nazwisk nie pamiętam. A czy to ważne, poznać ich można po twarzach:) Nie są tak sztuczni jak aktorzy z wielkiego Hollywood. Są po prostu sobą i to się w nich ceni. Według mnie to oni budowali cały klimat filmu dobrą zabawę, jaką robili sobie na planie tego widowiska. To mi się w nich podoba, swoboda, z jaką odgrywają wyznaczone im role. Bez problemu potrafię wczuć się w rolę durnego sługi czy szalonego antyimperialistycznego wieśniaka czy jego pokręcona matkę. Kocham, kocham, kochamx100. Tyle mogę powiedzieć o tym filmie. Ja go oglądałem już wiele razy i zachęcam was przynajmniej do jednorazowego oglądnięcia tego filmu, a gwarantuje, że zakochacie się w tym filmie od pierwszego oglądnięcia. I będziecie sami próbowali łapać jaskółki do tylko wam znanych celów. Mogę powiedzieć jedno z kokosem daleko nie polecą. Ale zawsze można próbować:). Caleb caleb32@wp.pl >>Powrót do AMFILM<< |