Program "Bar" na ukochanym Polsacie miał być zupełnie inny, nowy i w ogóle super-kul-ful-czad. Różnica miała
polegać na tym, że uczestnicy mieli prawie nieograniczony kontakt ze światem zewnętrznym i mieli (uwaga, uwaga,
rzecz niespotykana w reality showach) nie obijać się, jak u "Wielkiego Brata" i nie przeżywać przygód,
jak w "Agencie" czy "Ekspedycji", ale... pracować.
Mimo to schematy były takie same. Na początku wszyscy są na luzie, otwarci i w ogóle super-kul-ful-czad.
Z czasem
ktoś musi odlecieć, wyrzucony przez publiczność (to reguła prawie każdego reality show), ktoś musi zostać
wyrzucony przez szefostwo (a to już reguła niemal każdego polskiego reality show). Żeby jeszcze urozmaicić do
wyrzygania program, Polsat w postaci Krzysia Ibisza straszył uczestników żółtymi i czerwonymi kartkami,
niczym sędzia na boisku piłkarskim. Z czasem uczestnicy przestali siebie kochać nawzajem, było nawet parę bitewek
między nimi. Jeszcze innym urozmaiceniem nudnego prowadzenia baru były wypady na zadania specjalne. Było
na przykład nurkowanie, spadanie na spadochronie czy wspinanie się po wieżowcu (czegoś równie głupiego to
nawet Lepper by nie wymyślił). A, był jeszcze ślub, o czym trąbił cały Polsat i wszystkie tygodniki typu
"Na żywo". Było jeszcze wiele, wiele innych podobnych urozmaiceń. Otóż np. dwójka uczestników zaprotestowała
przeciwko pracowaniu w niedzielę... i to nie po pierwszej niedzieli, ale mniej więcej po dziesiątej. Był nawet
seks, co
dumnie pokazywał Polsat, bowiem nie mógł być gorszy od trwającego po przeciwnej stronie barykady "Big
Brother Bitwa". Najbardziej jednak wkurzała mnie inna rzecz. Gdy stało się coś niesamowitego,
niespotykanego, np. pokazanie czerwonej kartki, robiono tak: na samym początku programu pokazywali Krzysia
wyjmującego czerwoną kartkę dla kogoś, nie pokazywali jednak, dla kogo.
Potem przed każdymi reklamami (a
jak na półgodzinny program było tam bardzo dużo przerw na nie) pokazywali dokładnie tę samą scenę
z Ibiszem - zawsze też przy niej pisano: "po reklamach". Na samym końcu pokazywano znów tę samą scenę z
Ibiszem i napisem "oglądaj Bar jutro"... Spieprzać mi z takimi numerami!
Reasumując - reality show "Bar" mimo, że był zupełnie inny od poprzedników,
miał jednak punkt wspólny dla większości nie tylko
polskich reality showów, za wyjątkiem "Agenta"- był cholernie głupi.
Sunday
absurt@interia.pl
PS. Czytajcie "Absurd corner"- nie ma to jak reklama.