Welcome to imagination
Ten text powstaje jako kontynuacja wielowiecznej dyskusji na temat szczęścia; motyw ostatecznego zadowolenia często kojarzy się ze śmiercią i, jak wierzą chrześcijanie, z życiem wiecznym - w niebie lub w piekle. Różnice wyznaniowe nie powinny zmieniać obrazu szczęścia, mimo tego, że każdy może chcieć czego innego. Ważny jest ogólny obraz, zatracenie, "egzystencja" i nic więcej. Człowiek od początku pragnie... wolności.
Ponieważ tak naprawdę te bajki o "wolnej woli" to tylko głupie gadanie, wszystko jest ustalone i tak naprawdę nie mamy zbyt wielkiego wpływu na to, co się stanie. Los świata zależy od ludzi, ale tylko częściowo. W każdej chwili może przecież nastąpić 'The End', czy, bardziej prozaicznie, jakaś katastrofa, nie ekologiczna, ale np. w Ziemię uderza jakaś kometa - i - i co, koniec. Ewentualnie można spodziewać się podwyższenia temperatury Słońca, co doprowadzi do ustania życia na naszej planecie. Częściej mówi się o bombie atomowej, ale to tylko pozory. Szaleńcy mogą się znaleźć, jednak większą szansę mają tzw. ludzie sprawiedliwi, którzy do czegoś takiego nigdy nie dopuszczą. Ciągle wierzę w sprawiedliwość.
Nie dotykając tu spraw wiary, mogę stwierdzić, że każdy człowiek chce być wolny. Ilu z nas lubi żyć? Tak szczerze, to wszyscy. Niechęć do wszystkiego nabywa się z wiekiem i doświadczeniem, choć bywają też ludzie, którzy do późnej starości zachowują pogodę ducha. Samobójstwa najczęściej popełniają młodzi ludzie, oczekując czegoś lepszego, ewentualnie chcą po prostu "wysiąść z tego pociągu". Zarzuca się im tchórzostwo, brak silnej woli, bezbożność - czego to człowiek nie wymyśli, żeby tylko drugiego pogrążyć. Według mnie to każdy z nas powinien mieć prawo do rządzenia własnym życiem, bez żadnego względu na konsekwencje, jakie to może wywołać. Zapanowałby jeszcze większy chaos... ale problem braku wolności całkowicie zniknąłby z powierzchni ziemi.
Chociaż wielu młodych ludzi pisze tego typu texty, jednak nie zawsze są to do końca realne opinie. Wiem sama po sobie, kiedy jest noc, wiele spraw przedstawia się zupełnie inaczej; wtedy powstaje art, mówiący o wielu skomplikowanych sprawach, naładowany uczuciami jak piorun elektrycznością. Lecz gdy się rozwidni, często problemy tam poruszone tracą na wyrazie, stają się przejaskrawione, hiperboliczne i wręcz wydumane. Dla niektórych właśnie takie arty mają prawdziwy, "realny" sens.
Wiem, że nic nowego tą całą pisaniną nie wniosłam. Ale wiem również, że w stosunku do mojego ostatniego "wcielenia" na łamach AM jestem już o wiele dojrzalsza, zmieniłam się - i mam nadzieję, że na lepsze. I tak szczerze - zanim wyślecie text, w którym chcecie poruszyć którąś z tzw. ważnych spraw - pomyślcie, czy poglądy w nim zawarte nie są tylko i wyłącznie chwilowym złudzeniem.
deltree, 2002