Ten oto człek mający węża w kieszeni i cebulę w przełyku(no co?? Smakosz!) wymyśla podczas grania
rzeczy conajmniej nieprzewidywalne. Przykład? Proszę bardzo! Na imię nadał sobie Haltaś(jakby
codziennie napierniczał se ciupagą po łbie:)).Więcej? Zgoda! W późniejszym stadium gry został
kapłanem z profesji(To co, że miał syna?), a na walkę z siłami zła kupił sobie... Złoty kibel
dla kapłanów w charakterze broni miotanej!!! Wówczas walka z jego udziałem wyglądała tak:
rzuca w przeciwnika tym klopem, potem podbiega do niego, bierze i znów rzuca! I tak w koło Wojtek!
Cóż, zginął w walce(zmiażdżyło mu głowę), a ja przetrwałem, bo wziąłem ze sobą moją niezawodną,
wielorazową minę taktyczno-śmierdzącą-powodującą_wymioty-przeciwko_złym_mocom! Och, zapomniałbym!
Jakiś czas przed wielką jatką niesłusznie został posądzony o zabicie krowy. Na szczęście nic mu
nie udowodnili, a właściciel śp. mućki przeprosił go i w znak pokoju dał mu... dojarkę do krów
wyglądającą jak detonator z Dzikego Zachodu!!! Korzystania z niego nie będę omawiał, bo każdy
chyba oglądał jakiś western, nie? Westerny rządzą! Westerny rządzą światem i całą galaktyką!!!
Ups, przepraszam, poniosło mnie. Ekhm, wrócę do tematu. Korzystał z niej przy każdej okazji:
doił psy, koty, krowy, ludzi... trafił potem do paki za napad na dwójkę policjantów z dojarką
w ręku(znaczy się, to nie ci policjanci mieli dojarkę, tylko nasz góral z wyspy:)). Serio! Potem
musiałem go wyciągać z pierdla stając się głównym aktorem pokazywanym na listach gończych.
Więcej jego głupot nie pamiętam.
Teraz wam opowiem o jednym takim co go zwę "Żaba". Nazwiska nie podam! Dla waszego bezpieczeństwa
niech zostanie tylko żabką. No więc teraz spójrzcie na rozmowę Mistrz Gry-Żaba(miejsce akcji:
zabrudzona gówinkiem, śmierdząca klatka schodowa):
MG: Wyjdziesz na dwór?
Ż: No jasne!
MG: Ale nie będziemy grać w Warhammer'a.
Ż: Eee, Tadzisław1, przyjechał do mnie kuzyn.
MG: To wyjdź z nim. Pogramy w nogę.
Ż: Eee, rozwaliłem se nogę, cześć[potem odchodził do mieszkania kulejąc, trzymając się za nogę:)].
Jak widzicie, marzy on tylko o graniu. Ale co z tego, jak kompletnie nie przynosi pożytku? Ooooch, w tym momencie
nasuwa mi się mała scenka: żabol i Wyspa mają wypełnić misję, która polegała na wykradzeniu skrzyni
z zamku opanowanego przez Gobliny(KONIECZNIE po cichu!!). Wszystko szło jak maśle - Nie widać wrogów,
prosta droga... Żaba w końcu nie wytrzymał i zakrzynął "JEEEST TUUUU KTOOOO!!!??"...
 
 
...gdy odzyskali przytomność okazało się, że są w więzieniu u Goblinów;). No, a potem ja, oczywista ich
musiałem ich uratować. W późniejszym czasie każdy z graczy szykował na niego zamach, ale ZAWSZE wychodził
obronną ręką. Jak on mógł przeżyć grad strzał, unikanie ognistych kul i walkę z bandą oprychów!?
No, raz doznał niemałych obrażeń, mianowicie zamknięto go w klatce, a potem go......... spuszczono do
błotnistej ziemi, ale udało się skubańcowi przeżyć! Wypłynął z błota! A mogli go do szamba spuścić!
Na pewno jakieś było w okolicy! Ale nie ma tego złego... trzy razy go obrabowali!
Mało tego! To bardzo niefajna Żaba! Zgapia! Popatrzał na Wyspę i od razu chciał mieć na imię... Hastaś!
W mojej rodzimej miejscowości żyje coś co kiedyś grało w Wojennego Młota. ja to coś nazywam Alien,
ale ukrywa się pod imieniem "Agnieszka". Ja z nią nie grałem, lecz myślę, że gdybym był mistrzem
gry, a ona zawodnikiem, to rozgrywka wyglądałaby mniej więcej tak:
Alien: Kiedy moja tura?
Ja: Poczekaj, teraz turę ma inny zawodnik.
Minutkę później.
Alien: No to kiedy moja kolej?!
ja: Teraz inny zawodnik jest w środku bitwy. Cierpliwości, co?
Alien: Nieeeee!!!!!!!
Ja: Eeee, no dobra.[mowa do innego gracza] Ktoś cię walnął maczugą, jesteś nieprzytomny. dobra,
teraz twoja kolej, Alienie.
Alien: No! To co teraz?
Ja: Jesteś teraz w lesie, prawda? Co robisz?
Alien: A co uważasz za słuszne?
Ja: No, iść.
Alien: No to idę.
Ja: no więc idziesz, idziesz, idziesz i...
Alien: i co, i co?
Ja: ...i widzisz sięgającego ci do pasa czerwonego smoka, który zbliża się do ciebie szybkim krokiem.
Alien: To ja się do niego nachylam i wołam "Cześć smoczku!".
Ja: A on na to tylko puścił dymka z nosa. Idzie dalej.
Alien: To on pali???
Ja: Eee...
Alien: Palenie źle wpływa na psychikę człowieka. Palenie wywołuje zaburzenia pracy mózgu, przez co
człowiek może się zachowywać jak chuligan. Jest nieokrzesany. Może mordować, rabować, gwałcić i
Bóg wie co jeszcze! W późniejszym stadium rozwinięcia nałogu nikotynowego człowiek dostaje Raka i
umiera(ona studiuje psychologię. Zasrani psychole!!).
Ja: On już stoi przy tobie i charata pazurami twój pancerz.
Alien: No to ja go z kuszy!
Ja: On stoi obok, więc nie możesz jej użyć, ale wymachując tą kuszą trochę go odrzuciłaś.
Alien: To ja walczę mieczem!
Ja: On już stoi trochę dalej.
Alien: To ja podchodzę!
Ja: Ten mały smok użył podstępu i unikając uderzeń miecza chwycił miecz w pysk w okolicach rękojeści
i go wyrzucił.
Alien: To ja go walę tarczą!!
Ja: On odleciał kawałek i widząc twoją rękę zaczął ją podpalać ogniem z ryja.
Alien: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!
I w tym momencie Alien wyskoczył przez okno z trzeciego piętra, ale nic sobie nie zrobił, bo
Alien - jak to Alien. Chwycił się ściany:).
O Alienie więcej dowiecie się z moich kolejnych tekstów! Na dziś powiem tylko tyle: jej ojciec to ósmy pasażer Nonstromo!!!!!
SANDRO
Ps. Co się śmiejesz???! To mój pierwszy art ty !%&%^**)(%^#@@@@!$&%^*^)(^)@@!(*^& !!!!
1- Imię naszego Mistrza Gry.