Wojenny młot

Wielu z was zapewne słyszało o grze eRPeGie, która zwie się Warhammer. Ja mam jeszcze 12 lat, więc razem z kumplami potrafimy wymyślić coś zupełnie odwalającego, coś, po czym macie rozwalony dywan, bo się po nim czochraliście jak jakieś Yeti. OK, przechodzę do sedna sprawy.

AKT 1: Haltaś - inaczej Wyspa

Ten oto człek mający węża w kieszeni i cebulę w przełyku(no co?? Smakosz!) wymyśla podczas grania rzeczy conajmniej nieprzewidywalne. Przykład? Proszę bardzo! Na imię nadał sobie Haltaś(jakby codziennie napierniczał se ciupagą po łbie:)).Więcej? Zgoda! W późniejszym stadium gry został kapłanem z profesji(To co, że miał syna?), a na walkę z siłami zła kupił sobie... Złoty kibel dla kapłanów w charakterze broni miotanej!!! Wówczas walka z jego udziałem wyglądała tak: rzuca w przeciwnika tym klopem, potem podbiega do niego, bierze i znów rzuca! I tak w koło Wojtek! Cóż, zginął w walce(zmiażdżyło mu głowę), a ja przetrwałem, bo wziąłem ze sobą moją niezawodną, wielorazową minę taktyczno-śmierdzącą-powodującą_wymioty-przeciwko_złym_mocom! Och, zapomniałbym! Jakiś czas przed wielką jatką niesłusznie został posądzony o zabicie krowy. Na szczęście nic mu nie udowodnili, a właściciel śp. mućki przeprosił go i w znak pokoju dał mu... dojarkę do krów wyglądającą jak detonator z Dzikego Zachodu!!! Korzystania z niego nie będę omawiał, bo każdy chyba oglądał jakiś western, nie? Westerny rządzą! Westerny rządzą światem i całą galaktyką!!! Ups, przepraszam, poniosło mnie. Ekhm, wrócę do tematu. Korzystał z niej przy każdej okazji: doił psy, koty, krowy, ludzi... trafił potem do paki za napad na dwójkę policjantów z dojarką w ręku(znaczy się, to nie ci policjanci mieli dojarkę, tylko nasz góral z wyspy:)). Serio! Potem musiałem go wyciągać z pierdla stając się głównym aktorem pokazywanym na listach gończych.
Więcej jego głupot nie pamiętam.

AKT 2: Żabi skok

Teraz wam opowiem o jednym takim co go zwę "Żaba". Nazwiska nie podam! Dla waszego bezpieczeństwa niech zostanie tylko żabką. No więc teraz spójrzcie na rozmowę Mistrz Gry-Żaba(miejsce akcji: zabrudzona gówinkiem, śmierdząca klatka schodowa):
MG: Wyjdziesz na dwór?
Ż: No jasne!
MG: Ale nie będziemy grać w Warhammer'a.
Ż: Eee, Tadzisław1, przyjechał do mnie kuzyn.
MG: To wyjdź z nim. Pogramy w nogę.
Ż: Eee, rozwaliłem se nogę, cześć[potem odchodził do mieszkania kulejąc, trzymając się za nogę:)].
Jak widzicie, marzy on tylko o graniu. Ale co z tego, jak kompletnie nie przynosi pożytku? Ooooch, w tym momencie nasuwa mi się mała scenka: żabol i Wyspa mają wypełnić misję, która polegała na wykradzeniu skrzyni z zamku opanowanego przez Gobliny(KONIECZNIE po cichu!!). Wszystko szło jak maśle - Nie widać wrogów, prosta droga... Żaba w końcu nie wytrzymał i zakrzynął "JEEEST TUUUU KTOOOO!!!??"...

 

 

...gdy odzyskali przytomność okazało się, że są w więzieniu u Goblinów;). No, a potem ja, oczywista ich musiałem ich uratować. W późniejszym czasie każdy z graczy szykował na niego zamach, ale ZAWSZE wychodził obronną ręką. Jak on mógł przeżyć grad strzał, unikanie ognistych kul i walkę z bandą oprychów!? No, raz doznał niemałych obrażeń, mianowicie zamknięto go w klatce, a potem go......... spuszczono do błotnistej ziemi, ale udało się skubańcowi przeżyć! Wypłynął z błota! A mogli go do szamba spuścić! Na pewno jakieś było w okolicy! Ale nie ma tego złego... trzy razy go obrabowali!
Mało tego! To bardzo niefajna Żaba! Zgapia! Popatrzał na Wyspę i od razu chciał mieć na imię... Hastaś!

AKT 3: Alieny w RPG

W mojej rodzimej miejscowości żyje coś co kiedyś grało w Wojennego Młota. ja to coś nazywam Alien, ale ukrywa się pod imieniem "Agnieszka". Ja z nią nie grałem, lecz myślę, że gdybym był mistrzem gry, a ona zawodnikiem, to rozgrywka wyglądałaby mniej więcej tak:
Alien: Kiedy moja tura?
Ja: Poczekaj, teraz turę ma inny zawodnik.
Minutkę później.
Alien: No to kiedy moja kolej?!
ja: Teraz inny zawodnik jest w środku bitwy. Cierpliwości, co?
Alien: Nieeeee!!!!!!!
Ja: Eeee, no dobra.[mowa do innego gracza] Ktoś cię walnął maczugą, jesteś nieprzytomny. dobra, teraz twoja kolej, Alienie.
Alien: No! To co teraz?
Ja: Jesteś teraz w lesie, prawda? Co robisz?
Alien: A co uważasz za słuszne?
Ja: No, iść.
Alien: No to idę.
Ja: no więc idziesz, idziesz, idziesz i...
Alien: i co, i co?
Ja: ...i widzisz sięgającego ci do pasa czerwonego smoka, który zbliża się do ciebie szybkim krokiem.
Alien: To ja się do niego nachylam i wołam "Cześć smoczku!".
Ja: A on na to tylko puścił dymka z nosa. Idzie dalej.
Alien: To on pali???
Ja: Eee...
Alien: Palenie źle wpływa na psychikę człowieka. Palenie wywołuje zaburzenia pracy mózgu, przez co człowiek może się zachowywać jak chuligan. Jest nieokrzesany. Może mordować, rabować, gwałcić i Bóg wie co jeszcze! W późniejszym stadium rozwinięcia nałogu nikotynowego człowiek dostaje Raka i umiera(ona studiuje psychologię. Zasrani psychole!!).
Ja: On już stoi przy tobie i charata pazurami twój pancerz.
Alien: No to ja go z kuszy!
Ja: On stoi obok, więc nie możesz jej użyć, ale wymachując tą kuszą trochę go odrzuciłaś.
Alien: To ja walczę mieczem!
Ja: On już stoi trochę dalej.
Alien: To ja podchodzę!
Ja: Ten mały smok użył podstępu i unikając uderzeń miecza chwycił miecz w pysk w okolicach rękojeści i go wyrzucił.
Alien: To ja go walę tarczą!!
Ja: On odleciał kawałek i widząc twoją rękę zaczął ją podpalać ogniem z ryja.
Alien: AAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!
I w tym momencie Alien wyskoczył przez okno z trzeciego piętra, ale nic sobie nie zrobił, bo Alien - jak to Alien. Chwycił się ściany:).

O Alienie więcej dowiecie się z moich kolejnych tekstów! Na dziś powiem tylko tyle: jej ojciec to ósmy pasażer Nonstromo!!!!!

SANDRO

Ps. Co się śmiejesz???! To mój pierwszy art ty !%&%^**)(%^#@@@@!$&%^*^)(^)@@!(*^& !!!!
Ps2. Nie miałem o czym pisać, wiec napisałem o Worchu.
Ps3. Pisząc ten art jadłem cytrynowe cukierki Brando:).
Ps4. Kiedy indziej napiszę o moim zap... ięknym osiedlu:)


1- Imię naszego Mistrza Gry.