Dlaczego wprowadzenie
kary śmierci byłoby barbarzyństwem?
by
Dzień dobry, cześć i czołem!
W ActionMagu 27 imć pan Pasibrzuch próbuje przekonać mnie, iż należałoby wrócić do starej, a ponoć dobrze sprawdzającej się zasady: oko za oko, ząb za ząb. A ja się, cholera, przekonać nie dam! Ot, taką mam przekorną naturę...
Głównym argumentem Pasibrzucha (zważywszy na kolejność) zdaje się być zdanie Kościoła Katolickiego. Cóż, argument co najmniej kontrowersyjny, zważywszy na to, że Polska (przynajmniej oficjalnie) nie jest państwem wyznaniowym. Co więcej, w konstytucji RP znajduje się zapis o rozdziale religii od państwa. Tak więc zakaz, czy nakaz takiej, czy innej religii nie może być przyczyną ustanowienia takiego, czy innego prawa. Gdyby tak było, należałoby przecież (tak by hasłu równości wszystkich religii stało się zadość) wolnymi uczynić również piątki (muzułmanie) i soboty (judaiści). Oczywiście prawdą jest, że większość Polaków to katolicy - pamiętajmy jednak, że są religie, które zakazują wykonywania kary śmierci - ich wyznawcy nie uznają jednak głosu swego Kościoła za decydujący.
Po za tym nie wydaje mi się, by stanowisko Kościoła Katolickiego było tak jednoznaczne, jak Ty je usiłujesz przedstawić. Ja uważam wprost przeciwnie - w moim odczuciu Biblia zakazuje wykonywania tego wymiaru kary: "kto z Was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień". Prawdą jest oczywiście, że Kościół przez wiele lat aprobował zabijanie (inkwizycja, wyprawy krzyżowe), lecz z wypowiedzi Jana Pawła II wyraźnie wynika, że już nie aprobuje. A to, że nie zakazuje jej nie dowodzi wcale tego, że należałoby ją wprowadzić.
A teraz coś ode mnie, do Ciebie, czyli do Pasibrzucha: jeżeli uważasz się za wierzącego (a wierzę, że się uważasz), to bardzo Cię proszę wytłumacz mi, jak popieranie kary śmierci może współistnieć z "kochajcie nieprzyjaciół Waszych", czy "nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni". Bo tego ja nijak nie mogę zrozumieć... Może nie uważałem na religii...Drugim argumentem Pasibrzucha jest to, że mamy demokrację. I tu się w pełni z Pasibrzuchem zgadzam. W parlamencie zasiadają przedstawiciele społeczeństwa wybrani przez nas (a właściwie przez Was) w demokratycznych wyborach. Wynika z tego (a przynajmniej powinno), że poglądy parlamentarzystów są odzwierciedleniem poglądów ich wyborców. A w parlamencie kara śmierci większości nie ma. Czyli co? Społeczeństwo popiera karę śmierci, a głosuje na jej przeciwników? Więc może ono wcale nie takie mądre, skoro samo nie wie czego chce? Skoro nie można więc mu ufać w takich kwestiach, jak jego własne pragnienia, to jak można mu zaufać w tak ważnej sprawie, jak decydowanie o życiu, czy śmierci ludzi?
Wiem, że trochę przesadzam, ale niech mi Pasibrzuch uwierzy: jeśli społeczeństwu naprawdę zależeć będzie na tym by karę śmierci wprowadzić, to w wyborach zagłosuje na tych, którzy mu to zagwarantują.Pasibrzuch twierdzi też, że kara śmierci odstrasza morderców, od popełniania przestępstw. A ja o jedno poproszę: dowody - gdzie wprowadzono, kiedy i o ile procent spadła liczba popełnianych morderstw. I proszę nie odbijać piłeczki i nie kazać mi udowadniać, że tak nie jest!
W moim zaś skromnym odczuciu fakt, że więzienie nie jest w stanie odstraszyć niedoszłego zabójcę od popełnienia morderstwa, oznacza też, że nie jest go w stanie odstraszyć kara śmierci. Czym bowiem różni się śmierć od perspektywy spędzenia całego życia (mordercy skazani za bestialskie zabójstwa nie mają prawa do ubiegania się o wcześniejsze zwolnienie) w czterech ścianach celi więziennej i od poczucia, że zmarnowało się swoją szansę? Dla mnie nie różni się niczym.
A skoro już jesteśmy przy psychice przestępców: to nieuchronność kary powinna ich odstraszać. inaczej morderca zawsze może powiedzieć sobie: "A może się uda?"Pasibrzuch pisze też, że w dawnych dobrych czasach mógłbyś, drogi Czytelniku, zabić kogoś, kto zabił twego pobratymca. Prawda. Potem zaś ktoś zabijałby Ciebie (albo kogoś z twej rodziny) by śmierć jego bliźniego nie poszła na marne. I on także wiedziałby, że dosięgnie go ręka "sprawiedliwości" ze strony Twych rodaków.
Czy Pasibrzuch naprawdę tęskni za prawem Hammurabiego? Czy chciałby przenieść się w stare dobre czasy? Ależ nie musi! Wystarczy spojrzeć na Izrael i Palestynę! Tam to "odwieczne i naturalne", psiakrew, prawo jest respektowane z przesadnym nawet pietyzmem. Oto do czego prowadzi stosowanie tak hołubionego przez Pasibrzucha prawa. Pozwolę sobie znów zacytować Biblię "po owocach ich poznacie"Pasibrzuch uważa też, iż mordercy zamknięci na dożywocie nadal są niebezpieczni. Zgadzam się. Dlatego też sądzę, że dla najbardziej niebezpiecznych powinny czekać cele-jedynki. A totalna samotność do końca życia to już jest kara ostateczna... I taki człowiek nie może już zaszkodzić ani sędziemu, ani rodzinie ofiary. On już nikomu nie może zrobić nic złego. Chyba, że sobie samemu.
Pasibrzuch zauważa, że płatni mordercy po wprowadzeniu kary śmierci cenią się bardziej, ba! niektórzy nawet przechodzą na emeryturę. Nie jestem ekspertem w sprawie cen rynkowych płatnych morderców, oraz ich średniego wieku emerytalnego, więc w sprawie tej wypowiadać się nie będę. Zostawię to bardziej kompetentnym...
Prawdą jest, że jak pisze Pasibrzuch "kara śmierci nie determinuje nikogo do zabijania kogokolwiek". Należy jednak zauważyć, że jej brak również nie przymusza do popełnienia zbrodni. Zgadzam się też, że "jeśli nie zabijesz to kara śmierci Cię nie dotyczy". Ja pozwolę sobie dodać: jeżeli zostaniesz zabity, to tym bardziej.
Tu pozwolę sobie zacytować dłuższy fragment wypowiedzi Pasibrzucha:
"Bo kara śmierci występuje we wszystkich cywilizacjach i obszarach kulturowych, jest odwieczną tradycją i istniała od zawsze. Bezwzględna walka z ludźmi nie szanującymi życia innych ludzi jest zawarta w fundamentach cywilizacji, w której żyjemy. Wyrzeknięcie się kary głównej jest modą ostatniego półwiecza i sprzeniewierzeniem dorobkowi długich pokoleń."
No cóż... Przyznam, że jestem nieco zbity z tropu Paibrzuchową definicją dorobku długich pokoleń. Mnie dorobek cywilizacyjny kojarzy się raczej z literaturą, muzyką, postępem technicznym, nowymi trendami filozoficznymi, czy też rozwojem medycyny. Kara śmierci zaś, jako przykład prawa odwetu, powoduje w mej głowie nieodparte wrażenie tępego barbarzyństwa, gdzie mściciel zabijający mordercę (choćby i w majestacie prawa) niczym się od mordercy nie różni. O ile wszak lepsze, czy wartościowsze jest życie ofiary od życia mordercy?Dla Pasibrzucha koronnym dowodem na zasadność wprowadzenia kary głównej jest fakt, iż niejednokrotnie rodziny ofiar, uważając decyzję sądu za niesprawiedliwą, brały sprawy w swoje ręce. Ja jednak samosąd uważam za wyżej wymieniony przykład barbarzyństwa. Barbarzyństwa, które powinno być ścigane z całą surowością prawa. Ale nigdy poza prawem.
Dla mnie jednak głównym argumentem przeciwko karze śmierci pozostaje świadomość, że nie jestem w stanie decydować o tym, czy ktoś zasługuje na to, by żyć, czy też nie. To, że morderca zdecydował za ofiarę nie znaczy jednak, że mamy prawo się do niego upodobniać. Niech siedzi w więzieniu, niech pracuje w swojej małej celi, niech się resocjalizuje. Kto wie, co może jeszcze z niego być? Może stanie się koronnym przykładem kogoś, kto odmienił swe życie, kto chce teraz naprawić zło, które wyrządził. Nie twierdzę, że tak będzie. Ale można chyba dać człowiekowi szansę? Kto wie, w jaki sposób ją wykorzysta...
Na koniec zaś uraczę Was dwoma cytatami bardzo znanych autorów bardzo znanych książek :
"Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A niejeden z tych, którzy umierają zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Nie bądź więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci. Nawet bowiem najmądrzejszy z Mędrców nie wszystko wie"
J.R.R. Tolkien
"Zaiste, wielkiego trzeba zadufania i wielkiego zaślepienia, by posokę lejącą się z szafotu nazywać sprawiedliwością."
Andrzej Sapkowski