Stary, nudny temat - aborcja
(ale mojego autorstwa, więc godny polecenia :-))
No dobra, było w AM tekstów na ten temat od cholery i trochę. Poza tym pewnie i w różnych innych miejscach już się naczytaliście lub nasłuchaliście na wszelkie tematy, uznawane potocznie za oklepane. Jaki macie zatem powód, żeby zanudzać swoje szlachetne mózgownice tymi tematami w moich wersjach? To proste - moje opinie są jedynymi słusznymi :-).
Kiedy czyta się coś o aborcji, zazwyczaj osoba pisząca tekst mówi po prostu albo "Jestem za aborcją" albo "Jestem zdecydowanie przeciwny mordowaniu nienarodzonych dzieci". Ewentualnie - "Powinno się dopuszczać aborcję tylko w wyjątkowych przypadkach". Pierwsze dwa stanowiska są ewidentnie głupie, zaraz powiemy sobie, dlaczego. Trzecie najbardziej by mi pasowało, chociaż mam własne poglądy co do tego, co stanowi "wyjątkowy przypadek".
Po kolei. Generalnie uważam aborcję za rzecz bardzo niedobrą. Dlaczego? Po prostu nie mogę się pogodzić z myślą, że zabija się niewinnego człowieka, nawet wtedy, gdy jest on tylko garścią komórek, widoczną tylko pod mikroskopem. I dla jakich powodów dokonuje się tego zabójstwa? Na przykład - ponieważ dwoje nastolatków nie pomyślało o tym, że od uprawiania seksu można zajść w ciążę. Było fajnie, ale teraz nie uśmiecha im się macierzyństwo. Ale co, jest jeszcze wspaniałe wyjście - skrobanka. Nie mieści mi się to normalnie w głowie (chociaż taka mało pojemna to ona nie jest :-)), żeby ot tak sobie niszczyć ludzkie istnienie z powodu czyjejś lekkomyślności.
Dlaczego jeszcze nie można stosować aborcji ot tak sobie, jako niezawodnego środka zapobiegającego ciąży? Jak wiadomo, nie jest to zabieg obojętny dla organizmu. Zwłaszcza dla młodego organizmu. Może nawet doprowadzić do bezpłodności. Dlatego też powinien być uznany za ostateczność.
I tutaj dochodzimy do ważnego punktu. Kiedy możemy powiedzieć, że jest ta ostateczność? Jak już powiedziałem, nie jest dla mnie ostatecznością sytuacja, gdy mające się urodzić niechciane dziecko krzyżuje życiowe plany młodym, nieodpowiedzialnym rodzicom. Jeśli zabrakło im tej odpowiedzialności, to niech teraz piją piwo, którego sobie nawarzyli. Oczywiście, nie wolno też dopuszczać do tego, żeby młodzież masowo zajęła się przemysłem browarniczym :-). Są dwa podstawowe kroki, które trzeba tutaj podjąć. Pierwszy - to odpowiednia edukacja seksualna. Nie mówcie, że to nic nie pomaga, bo i tak każdy nastolatek wie na ten temat więcej, niż mogliby go w szkole nauczyć. Jeśliby poczytać dział listów w głupich młodzieżowych pisemkach, to okazuje się, że niektórzy spośród piszących owe listy niemalże są bardzo zdziwieni, że dzieci nie przynoszą bociany :-). No bo co można powiedzieć o kimś kto pyta: "Czy przy pierwszym stosunku można od razu zajść w ciążę?". Tak, edukacja to pierwsze, a drugie to po prostu większa dostępność środków antykoncepcyjnych.
Jest jeszcze trzecia rzecz. Chodzi o propagowany przez media styl życia. No cóż, jeśli młodzież będzie oglądać jakieś rąbnięte amerykańskie seriale, gdzie główne zajęcie ich rówieśników to, za przeproszeniem, pieprzenie się, to nie należy oczekiwać, że wiek inicjacji seksualnej będzie coraz wyższy. Wystarczy tylko poczytać te listy w "Bravo Girl" i innych idiotycznych pisemkach tego typu. Ja sobie właśnie poczytałem niedawno i włosy by mi się pewnie zjeżyły na głowie, gdyby tylko nie były zjeżone zawsze, niezależnie od tego, co czytam :-). A propos, zna ktoś jakiś skuteczny żel do włosów :-)? Weźmy sobie takie coś: "Mam 17 lat i jestem jeszcze dziewicą. Wszystkie moje koleżanki już "to" robiły. Czy ze mną wszystko w porządku?". Słowo daję, są ludzie i kurde parapety. I jest w sumie tylko jeden sposób, żeby było mniej parapetów :-). Puszczać w TV mądrzejsze seriale. Albo lepiej wcale nie puszczać.
Wracając do pytania o sytuacje, które według mnie nie są ostatecznością. Otóż uważam, że fakt, że potencjalnych rodziców nie stać na utrzymanie dziecka, również nie upoważnia ich do zabicia tegoż dziecka. Argumentuję to tak samo, jak większość przeciwników aborcji: skoro wiedzieli, że nie mogą sobie pozwolić na dziecko, to czemu do cholery nie robili, no, wiadomo czego, z zabezpieczeniem? Nawet najmniej rozgarnięty człowiek ze szczególnym antytalentem do przedmiotów ścisłych bez trudu policzy, że paczka prezerwatyw kosztuje znacznie mniej, niż wyżywienie dziecka na 1 dzień. Samo wyżywienie! Ktoś jeszcze mógłby powiedzieć, że żadne zabezpieczenie nie jest w 100% pewne. To fakt, ale i na to jest rozwiązanie, choć może nie idealne :-). Trzeba po prostu częściej stosować środek absolutnie niezawodny - "szklankę wody" :-). A jeśli już wszystko zawiedzie, to cóż, może to jedno dziecko więcej to nie będzie taka znowu katastrofa. Rozumiem, że czasami sytuacja materialna może być naprawdę kiepska, ale zawsze da się coś wykombinować. Wszystko lepsze, niż pozbycie się dziecka w taki nieludzki sposób.
No więc, w jakich okolicznościach, według mnie, aborcję można stosować? Uznaję tylko jedną taką okoliczność, mianowicie gdy ciąża jest efektem gwałtu. Niektórzy przeciwnicy aborcji (z tych bardziej fanatycznych, powiedziałbym) najchętniej zakazaliby aborcji w ogóle, nie bacząc na to, czy dana osoba zaszła w ciąże z własnej winy, czy też nie. Zauważyłem jednak pewien związek między takimi chorymi opiniami: ich autorami są w przytłaczającej większości faceci. Ja też jestem facetem, ale z nieco szerszym polem widzenia i znacznie lepszą wyobraźnią :-). Zresztą, tu nie trzeba nawet wczuwać się w ofiarę gwałtu. Wyobraźcie sobie tylko, panowie, że wasza dziewczyna/żona została zgwałcona i za kilka miesięcy urodzi dziecko gwałciciela. Zapewne będzie to uroczy i słodziutki bobasek (bo wszystkie bobasy są takie), ale zawsze nie będzie to wasze dziecko, tylko jakiegoś sk*.*syna.
A jak to wygląda od strony ofiary dramatu? Pomińmy nawet wszystkie przeżycia, związane z samym gwałtem. Nieszczęsna ofiara, jakby mało jej było wszelkich przejść, będzie jeszcze nosiła w łonie dziecko sprawcy! Sama myśl o tym jest odrażająca, nieprawdaż? No a jak będzie się czuło to dziecko, jeśli już przyjdzie na świat? Prawie na pewno będzie się czuło winne. Będzie świadome tego, że samym widokiem nieustannie przypomina swojej matce o dawnych zdarzeniach. Będzie świadome tego, że jego rodzice nigdy nie będą go kochali tak, jak kochaliby "normalne" dziecko. Czy nie lepiej więc będzie, jeśli nie dopuści się do urodzenia takiego dziecka, póki jeszcze nie czuje nic i nie ma świadomości swojego istnienia?
To by było tyle. Jeśliby się ktoś ze mną nie zgadzał - niech do mnie mejluje. Z chęcią wytłumaczę mu, dlaczego jest w błędzie :-).
Ujeżdżacz Elektrycznych Kosiarek
pewien.gosc@wp.pl