Rolnik nie z tej ziemi

Wilu z was - chłopcy, dziewczyny, starzy, młodzi, alieny i ludzie - zna, lub mieszka na wsi i zna "sielskie życie"(Paplanie się w końskim łajnie i dojenie krówsk). Ja, w każdym razie go nie zaznałem, lecz znam jednego takiego wieśka, który jest rolnikiem. Niecodziennym rolnikem. Bardzo niecodziennym rolnikiem. ALIEN! Nie, nie, to tylko wieśniak ziemski. Na darmo już zdążyłeś rozbebeszyć swój pokój miotaczem laserowym z przemytu. Ale kombakujemy do wieśka właściwego. Przytoczę w tym arcie dzień i noc tego pyrtasia:P. A więc, zaczynamy:

   O ósmej rano wiesio wstaje. Potem przez pół godz. ogląda swój tłuszcz, kędziory i zapadłą szczenę w lustrze. W tym czasie jego żona przygotowywuje mu śniadanie(500 ka(l/ł) i piwo "Poj....y rolnik"[cena... a zapytajcie w sklepie pani Zosi:)]). Rolnik zaczyna je wpieprzać z szybkością światła, bo gościu żyje Komunizmem. "Tseba byc sypkim, by cos miec"(Facio tak twierdzi, a ta jego mowa, to dlatego, bo jedna jego kura się na niego wkurzyła i przypieprzyła mu jajem w zęby:)). Po śniadanku i browarku idzie chwiejnym kroczkiem do... eee, nie nazwałbym tego łazienką, tylko gów......ą. No, w każdym razie jak już się odleje i wyrzyga to, co zeżarł, idzie do sypialni wchodząc do trzech innych pokojów("Poj....y rolnik" nieźle rzuca, no nie?:P). Kolejno: przebieralnia, stajnia, obora i znów stajnia:). Jak już się znajdzie w swoim slip(k)ing rum, to wyjmyje z szafy (Ale jaja! chciałem napisać "ze stajni":)) Wdzianko prawdziwego WIEŚMENA, Czyli: koszulka, majty, kubrak, buty do wyrzucania gnoju, beret olany preparatem z krowich sików(no, zdarzyło się podczas dojenia), skarpety jak z gumy, oraz koszula, którą szukał tydzień temu:). Jak już założy swe cool wdzianko, to idzie wydoć krówska, czyli dusi mućkę i woła "Ty zap..........a krowo!!! Dawaj mleko!!!". A krowa mu na to "Sam se weź!". He, he, he, heeeee, żaruję, tak naprawdę to ją ściska za cyce i potem bierze tą miskę(cała pełna z ośmiu krów! to się nie spotyka codziennie! Zwykle jest z pół michy!):). Po dojonku idzie orać te 40 metrów. Najpierw się zatnie kosiarką(tak, kosiarką!) w ekhm, palec, a potem nawrzeszczy na sąsiada, że mu się kosiara rozwaliła na zmutowanej dżdżownicy, potem chlapnie browara i mu przejdzie. Po tym incydencie idzie do garażu, gdzie trzyma Nyskę z jednym koniem pod maską i naprawia kosiowca.[spuśćmy zasłonę milczenia na to, co się tam stało:)] I tak, po zabandażowaniu rąk(a raczej zabandażowaniu tego, co z nich zostało:)) zabiera się do ostatniej rzeczy, jaką ma zrobić w tym dniu: zrobić sobie wieeelką obiadokolację(tak, on to je razem, bo jest tak strasznym wiesiem, że zapomina o tym), czyli: mięso z puszki, chleb z puszki, kartofle z pola(oszukani, co?:)), sałata z... puszki, oraz piwo z puszki:P. Dodatkowo, jak ma jeszcze ochotę po tych puszkach w żołądku, to danie-specjał: Kupa z masłem! Potem idzie spać w tym, w czym chodził przez cały dzień:).

Czy wiesz, że...

   ...ano jasne, że nie wiesz! Tylko głupi wiedziałby coś po takim tekście!

SANDRO

ps. Rolnik to fajny koleś, trzeba go tylko dłużej pownerwiać:).
ps2. Na pewno by się nie obraził, gdybyście mu wyjęli silnik i akumulator z Nyski.
ps3. Kupa mi z tego wyszła, co? Taka z masłem!

[Eddie: Zjechałem już dzisiaj jednego genialnego, miszczowskiego wręcz autora, dlatego na
tekst nie będę marnował tak dużo energii. Napiszę tylko, że czasami na skomentowanie
czegoś takiego aż słów mi brakuje.
Zakończę ten komentarz pytaniem, które skierowane jest do wszystkich, posiadających jeszcze
trochę rozsądku autorów i czytelników AM:
Czy podobają Wam się takie teksty, jak ten i wspomniane miszczoskie? Czy to jest właśnie to,
co faktycznie chcielibyście czytać? Wiecie gdzie słać odpowiedzi.]