Dlaczego rodzice bija ?

 

      Tym razem bez wstepów,bo temat jest przykry,przynajmniej dla mnie. Dlatego też chciałbym szybko wyrazić swoją opinię i uciec w bezpieczny mój pokój,po drugiej stronie monitora. Powody,dla których rodzice biją dzieci są liczne. Powody powodami,ale nadal pozostaje pytanie: dlaczego? Czy naprawdę dorośli ludzie,wydawałoby się poważni i zrównoważeni, znęcają się nad dziećmi,co gorsza własnymi,z jakichś powodów,czy ot tak po prostu? Aby ulżyć sobie? Spróbuję zacząć.

      Chyba każdy zna ten scenariusz: spracowany ojciec/matka przychodzi z pracy,a tu ani obiadu,nie posprzątane i co tam jeszcze. Dzieci w domu oczywiście. Siedzą bezwstydnie przed telewizorem i jedzą chipsy krusząc bezlitośnie na dywan. Każdy może się wkurzyć,jak posprzątał wszystko i wypucował,a tu przychodzi banda i wszystko idzie się kochać.
      Chyba każdy zna ten scenariusz: ogromne problemy,strata pracy,bieda,niemożność wykarmienia rodziny. Ojciec/matka topi swoje smutki w alkoholu. Wszystkie wzmianki "przemądrzałych bachorów" o nie piciu,znalezieniu pracy traktuje jak powietrze albo wymyśla im,żeby same sobie pracę znalazły,nieroby jedne. Wszyscy trzaskają drzwiami i pijany ojciec zostaje sam ze swoimi problemami.
      Chyba każdy zna ten scenariusz: przychodzi zmęczony ojciec/matka do domu i patrzy,a tu dzieciak,sobie,kurwa,leży na kanapie i się byczy. No to łap go za ryj i dawaj do roboty. Mycie podłóg,sprzątanie,po piwko skoczyć. NIE? Co,ty,tu kurwa,gówniarzu mi tu insynuujesz,co? I dawaj smarka w mordę,aż się nauczy,kurwa,posłuszeństwa.
      Chyba każdy zna ten scenariusz: dziecko coś zbroiło i dostaje klapsa. Rodzic nie ma pojęcia jak upokarza dziecko,a potem staje się ofiarą nienawiści własnego potomstwa. Nie wie co robić i broni się tym samym - ninawiścią. Ta wkrótce przeradza się w fizyczne i psychiczne znęcanie jednej strony nad drugą.

Dlaczego?

Pierwszy scenariusz
      Zdenerwowanie rodziców jest uzasadnione. Dzieci często nie mają żadnych obowiązków domowych i lekceważą pracę matki,czy ojca. Krnąbrne potomstwo nie słucha narzekań,nawoływań i gróżb opiekuna. Zdesperowny ojciec,nie widząc żadnego innego rozwiązania,wymierza kary. Szlaban na to i na tamto. Dzieci boją się utraty pewnych przywilejów/praw i wykonują prace.
      Rodzic idzie dalej i wymusza na dzieciach wszystkie prace. Jedno dziecko ma wtedy przegrane od razu. Nie podoła pozmywaniu,odkurzaniu i zmyciu podłóg w całym domu w czasie,gdy rodzic jest w pracy. Jest jeszcze szkoła,chciałoby się wyjść gdzieś. Przychodzi na pół godziny przed przyjściem opiekuna do domu. Stara się jak może,ale oczywiście nie zdąża. Ojciec każe się wytłumaczyć. Przestraszone dziecko kłamie albo mówi prawdę. Bez względu co powie dostaje manto. Dostaje,bo takie działanie się sprawdziło przedtem. Ojciec sobie myśli: "wtedy mnie posłuchało to i teraz będzie,a im ostrzej będzie tym lepiej będzie wykonywał swoje obowiązki". Zapomina o rozrywkach,odpoczynku dla swej latorośli. Swoje postepowanie tłumaczy sobie samemu i zaniepokojonym sąsiadom,którzy słyszą krzyki albo odgłosy bicia,że uczy dzieciaka obowiązkowości,pokory i czego tam jeszcze. Przynajmniej będzie potrafiła prowadzić dom,jak się ożeni/przynajmniej będzie prowadził dom,jak zostanie starym kawalerem,bo która cię zechce? Dzieci są niedowartościowane,przestraszone siłą rodzica i wykonują bez szemrania rozkazy. Wszystkie rozmowy rodzic kończy stwierdzeniem: "każdy musi mieć jakieś obowiązki. Ja pracuję,wyżywiam cię,ty masz tylko pozmywac, wyprać, posprzątać... Ale taka sytuacja dzieje się zazwyczaj,gdy dziecko ma tylko matkę lub ojca. Jeden rodzic nie daje sobie rady z pracą i zarządzaniem domostwem.

Drugi scenariusz
      Gdy ktoś zostaje sam,odwracają się od niego przyjaciele wpada w stan zwany naukowo depresją. Ukochana żona nie chce spać z zionącym wódką mężem. Dzieci się jakoś nie chcą przytulić do chwiejącej się matki. To jest powód do zdziwienia i myśli,że "kochali mnie,jak dawałem pieniądze,miałem pracę,a teraz mają mnie gdzieś". Załamany tym ojciec/matka wyżywa się na reszcie rodziny. I o ile pijanemu trudno jest pobić zdrową,silną kobietę/mężczyznę, o tyle z dziećmi sprawa przedstawia się inaczej. Dzieci kochają rodziców i nie uciekają przed nimi,pozwalają się bić. Dziecko jest zmuszane do przytulania rodzica,normalnego go traktowania,mimo że nie cierpi go,ze względu na jego pijaństwo. Chłód wiejący od dziecka,czy żony sprawia,że mężczyzna albo się wyprowadza,ucieka gdzieś ze swoją butelką albo zmusza dom do "normalności". A powiedz mi czytelniku,co można zrobić,gdy nie ma pracy,a jest się na tyle słabym,aby nie potrafić znależć nowej? Siedzi się i ogląda jakieś programy w telewizji,przesadnie ingeruje się w sprawy dzieci,jest się wyczulonym na wszystkie sprzeciwy. I znów,gdy dochodzi do pierwszego ciosu,rodzic myśli: zadziałało,więc czemu by nie jeszcze raz....

Trzeci scenariusz
      To jest najczęściej spotykany scenariusz na wsiach,choć i w miastach się zdaża. Te dzieci mają najgorzej. Na wsi mężczyżni są zazwyczaj silni,ze względu na przymusowy "trening" przy ciężkiej pracy np.rolnika. Obojętność sąsaidów jest również zgubna. To ich sprawa,tych Antośków,ja tam się,panie do ich spraw nie mieszam. Czasem dam kawałek chleba tym dzieciakom,ale co ja mogę? Rodzic nie wacha się uderzyć czymś więcej niż pieścią,szczególnie,że w gospodarstwie dużo jest przedmiotów nadających się do walki. Również od groma jest pracy,do której można zmusić. Dzieci nie mają żadnej ucieczki. Sąsiedzi raczej nie pomogą poza kawałkiem chleba. Chyba,że pójdzie do księdza albo na jakiś wiejski komisariacik. Obie opcje jeszcze pogorszą sytuację. Ksiąz/policjant przyjdzie pogadać z rodzicami,za co oni zemszczą się na dziecku po wyjściu gościa. Znęcanie się nad dziećmi na wsiach i obrzeżach miast jest spowodowane praktycznie bezkarnością i konserwatywnymi metodami wychowania dzieci. Brak rozrywek wymusza na dorosłych suto zakrapiane imprezy,które stają się regułą. Bicie dziecka? Nauczy się chłopak. Twardy musi być. Tutaj jest orka,praca dla mężczyzn. Wychowuję go tak,jak mnie moja własna matka wychowała. I patrz,pan,czy ja jestem jakiś nienormalny, jak w telwizji mówią? Guzik. Uczciwy rolnik,pracujący.

      Czwarty scenariusz jest podobny do pierwszego, z tymże dzieci odwzajemniają się tym samym. Obie strony coraz bardziej się rozdrażniają,aż w końcu może pojawić się możliwość,że któryś obóż pomyśli o pozbyciu się drugiego. W ruch idą pięści,siekiery...

      Te scenariusze to tylko wierzchołek góry lodowej. Są to pewne stereotypy. Nie wolno nam zapominać,że ludzie to drapieżnicy. Czy nie kopnąłeś kiedyś swojego psa,czytelniku,ot tak sobie dla wyładowania frustracji? Tak lekko,bo się pałętał pod nogami. Na pewno. Kiedy w szkole,pracy nie idzie to co robicie? Przychodzicie do domu i włączacie Carmageddon? Bez chrzanienia. Rozpacz,porzuciła was dziewczyna/chłopak. Nie macie pojęcia co zrobić. Ktoś się napatoczy. Rozmowa,zwierzasz się i w końcu: CO TY W OGÓLE CHRZANISZ? ŻE NIBY WINA PO OBU STRONACH ALBO PO MOJEJ? CO TY W OGÓLE WIESZ O MIŁOŚCI? Łup,łup,bach. Potem przepraszamy,ale to już nie wystarcza. Przemoc uzależnia. Stosując ją zapominamy,jak wyglądał świat,kiedy rozmawialiśmy ze sobą. Człowiek to drapieżne zwierzę,które prześladuje słabszych,a słabsze są dzieci. Jak mają się bronić? Nawet jeżeli poradziłyby sobie siłą mięśni,nie zrobią tego. Największą słabością dzieci jest ich miłość. Niewinna miłość do rodzica,która zabrania im skarżenia na nich,robienia na złość. Póżniej,gdy dorastamy rodzice przestają być autorytetami,a co dopiero tacy,co biją,piją i znęcają się,czynią dom patologiczną norą bez widoków na przyszłość?
      I wtedy wchodzi na scenę scenariusz czwarty. Prześladowane dziecko nie ma ochoty na naukę,zamyka się w sobie,co wywiera wpływ na rezultaty w szkole. Kolejna jedynka?! Ty nierobie,pasożycie! Łup,łup,bach. I błędne koło toczy się po bruku ubóstwa,alkoholizmu... A czasem znęcają się ot tak po prostu. Żeby wyładować gniew. Dochodzi też do innych patologii. Dalszymi stadiami ewolucji takiej patologii jest molestowanie seksualne,znęcanie psychiczne,więzienie dziecka.
      Pozostaje jeszcze pytanie: skąd się bierze znęcanie nad dziećmi. I tu właśnie wychodzi prostota umysłów tzw.psychologów z gazet. Czy patologiczny ojciec pogrywa nocami w Quake'a,a może mamusia ogląda w TV jakąś niedozwoloną pornobajkę? np. DB,czy Pokemon?,a co gorsza te zboczone Sailorki,czy Slayersów? Chylmy czoła przed tym biednym dziecięciem,albowiem jego rodzice zagrywają się do nieprzytomności w szmatanistyczne RPEGIE!!! Wampajer: Maskerada,jakaś! Przestańcie chrzanić! Wszelkie patologie biorą się z człowieka,z jego słabości. To od ciebie,przyszły tato,zależy,jaka będzie twoja córka! To od ciebie,przyszła mamo,zależy,czy twój syn będzie potrafił uronić łzę. Nie z bólu. Wszystko zależy od was,ludzie. Zawsze tak było i zawsze tak będzie. Pozostaje mi życzyć wam i sobie zawsze ciepłego domu pełnego bezpieczeństwa i rozmów. Niech wasi rodzice i moi mają otwarty umysł i niech pamiętają woły,jak cielęciami były. Niestety to niemożliwe. Nigdy nie będzie tak,jak chcemy. Zawsze ktoś zawini,prawda? Ktoś nakruszy. Nabrudzi. A i trzeba dzieci do życia przygotować. To wszystko racja. Tylko,że pozostaje jeszcze do roztrzygnięcia wybór drogi,którą pójdziesz,przyszły rodzicu.
      Czy każesz swojemu dziecku patrzeć na suto zakrapiane imprezy,na Boże Narodzenie z wódką zamiast barszczu? Czy będziesz poświęcał mu czas,zaglądał w jego środowisko,czy rzucisz go na szeroką wodę życia pokazując,jak się kopie sąsiada,który ma jakieś pretensje. Drogi są jak zwykle dwie albo nawet i trzy. Za patologiami rodziców stoją ich rodzice. A za patologiami babć stoją prababcie. A kto będzie stał za patologiami twoich dzieci,wnuków? A może nikt? Powodzenia.

Piccolo daimaho            pokefil@wp.pl

Ps. Czytajcie dzieciom 20 minut dziennie codziennie. Książka łagodzi obyczaje.
Ps2. Jakiś smutny się zrobiłem,sorry. Ale życie jest takie cięzkie. Cały świat jest pełen zła. Chciałoby się przeklnąć jakiego zła.