Reklama
Czy widzieliście kiedyś jakąś reklamę? Prawda, że inteligentne pytanie? Nie robię sobie jednak żartów, gdyż sprawa jest nad wyraz poważna.
Zapewne, gdy oglądacie jakąś reklamę zastanawiacie się nad sprawnością intelektów jej twórców, nie mylę się? Trzeba przyznać, że raz na milion reklam trafi się jedna, która nie wywołuje morderczych odruchów:) Jednak zastraszająca ilość reklam powoduje, że człowiek z chęcią zabiłby każdą kobietę, która dostaje orgazmu w samolocie po umyciu głowy szamponem.
Przypatrzmy się kilku reklamom, a wnioski pozostawiam Wam!
Danonki przedstawiają: Danonino i złą wiedźmę.
Banda szczeniaków gra sobie w piłkę, gdy nagle jedno z nich - bo jest głupie - wybija okno biednej staruszce, która po stracie dziesiątego okna w tym miesiącu rekwiruje piłkę. Po chwili zjawia się dzielny Danonino, który namawia dzieci do zabójstwa starszej pani i odebrania jej piłki - w tym celu podaje im narkotyki w Danonkach:) Małe potwory - mające halucynacje - włamują się do domu starszej pani i zabijają ją, po czym ucieszone idą wybijać okna innym staruszkom. I ta durna pioseneczka - "...danonki pijemy, bo duzi być chcemy..."
Wyrzucanie śmieci do zlewu
Jakaś baba przygotowuje posiłki dla swoich durnych dzieci... wszystko pięknie, na śniadanie nabiał, na obiadek mięso, na podwieczorek ciasto czekoladowe... Całe przygotowanie odbywają się bardzo staranie i w sterylnych warunkach, nawet narrator chwali naszą miłą panią. A gdzie ta nasza pani wrzuca wszystkie odpadki? Bynajmniej nie do śmietnika! W ilu domach w Polsce ludzie wrzucają śmieci do zlewu? Raczej w niewielu:) No i ten narrator, który swą hipnotyczną siłą nakazuje zamordować nasze pani, jej dzieci.
Mobilne bakterie i rozmnażające się wirusy
Scena jak z "Psychozy"... miła pani karmi swojego kochanego, małego, pulchniutkiego, różowego berbecia. A w tym samy czasie ze zlewu wyłazi wredna, brudna, oślizgła, wstrętna, chorobotwórcza, radioaktywna, obsikana (bo wcześniej do tego zlewu lał jakiś gość na przyjęciu:)) bakteria. I ta wredna, brudna, oślizgła, wstrętna, chorobotwórcza, radioaktywna i obsikana bakteria ma swojego towarzysza, wrednego, brudnego, oślizgłego, wstrętnego, chorobotwórczego, radioaktywnego i równie obsikanego przyjaciela, rozmnażającego się, żywego wirusa. I ta wredna, brudna, oślizgła, wstrętna, chorobotwórcza, radioaktywna i obsikana para wędruje sobie przez łazienkę, korytarz i pokój, po stole aż do buzi naszego bobasa. Czy ktoś widzi pewien problem? Ja Wam powiem. Po pierwsze, bakterie nie przemieszczają się na tak duże odległości, nie wyłażą ze zlewu i nie włażą małym, ślicznym berbeciom do gęby! Po drugie, nasza bakteria nie mogła prowadzić ze sobą żywego wirusa, bo a) wirusy też się nie wyłażą ze zlewu b) wirusy poza organizmami żywymi nie są żywe, z jednego prostego powodu - są martwe! Po trzecie, stwierdzenie, że wirusy się rozmnażają zasługuje na dobową chłostę za debilizm. Powiem Wam w tajemnicy, że wirusy się nie rozmnażają i nigdy nie rozmnażały. Wirusy się namnarzają, a to zupełnie coś innego! Jak ktoś chce, chętnie później wytłumaczę:).
Żaby i kochane mamusie
Dziecięca wyobraźnie nie zna granic, dlatego powinniście używać Domestosa, ale tylko wtedy, gdy jesteście umysłowo chorymi matkami dwójki dzieci.
Dwoje małych dzieci się nudzi. Postanawiają znaleźć sobie jakieś ciekawe zajęcie. I albo szukają skarbów, albo udają kowbojów, albo udają księżniczki całujące żaby. A wszystko to na sedesie. Czy Wy w dzieciństwie bawiliście się w szukanie skarbów w sedesie, albo udawaliście kowbojów na sedesie, albo całowaliście żaby, które przed chwilą wyjęliście z sedesu? Bo ja nie! A co na to mama berbeci? Jest niezwykle zadowolona, że jej dzieci całują żabę wyciągniętą z sedesu, do którego godzinę temu srała. A czemuż to jest taka zadowolona? Bo użyła Domestosa, który zabija wszelkie wirusy, bakterie i grzyby! Detal w tym, że gdyby taki berbeci nażarł się Domestosa z kibla, to prędzej by wykorkował, niż po oblizaniu obesranej żaby:)
Myła pani dziś włosy?
Prosta historia... młody, energiczny, może przystojny (cholera go tam wie) facet, podchodzi do kobiet i namawia je do umycia sobie włosów nowym, nieznanym, pachnącym mieszanką owocową szamponem. Oczywiście kobiety się na to godzą, bo Polskie kobiety są brudne i nie myją włosów. Ubrane są w grube płaszcze, co dowodzi, że na za drzwiami sklepu, w którym się znajdują jest zimno, ale taka kobieta jest na tyle głupia, że pozwala sobie umyć włosy, a potem z podsuszonymi wyjdzie na ulicę i zapalenie płuc gotowe:) Facet zresztą uśmiecha się tak, że tylko mu w mordę dać:)
Polowanie na Danioły
W sumie tu powinno starczyć to, że za stwierdzenie "Jestem Daniołem" powinno się karać śmiercią! Ale przypatrzmy się bliżej... banda gówniarzy wzorem Mariana Jurczyka zawiązuje OKP - osiedlowy komitet protestacyjny:). Gówniarze chcą batonów, a mamusia jest zrozpaczona - bo wychowuje dzieci bez stresowo, a nie stać ją na drogie batoniki Danona. W tym momencie pojawia się upośledzony facet, który daje jej smaczne batoniki, w których serek i owoce są dla niepoznaki pokryte czekoladą (za to też powinni karać śmiercią), po czym twierdzi, że jest Daniołem i znika, pobierając opłatę za batoniki:)
Związek intercomu ze sprzedażą szamponu.
Całkiem interesująca sytuacja. Leci sobie baba samolotem i postanawia umyć sobie włosy. OK, lot trwał 12 godzin, a ona lubi ładnie i czysto wyglądać - da się więc zrozumieć mycie głowy. Pojawia się jednak inna sprawa. Owa kobieta ma na głowie... sam nie wiem, receptory seksu chyba. Dotyka się po tej główce tu i ówdzie, a jęczy przy tym jakby orgazmu dostała. Ale to jeszcze nic! W kiblu, w którym przeżywa swe fantazje erotyczne jest intercom. Pojawia się pytanie: po jakiego grzyba w kiblu intercom? Chyba, żeby papieru poprosić:) W tym jednak przypadku intercom jest tam po to, żeby CAŁY samolot mógł słyszeć jęki naszej kobiety. Czy to koniec? Nie! Logiczne jest, gdy ktoś jęczy, zapytać się, co podano do jedzenia tej pani. A tymczasem jakaś nie dopieszczona, stara baba chce taki sam szampon! Zresztą ta reklama uwłacza mężczyznom. Przecież, gdyby szampony dawały tyle przyjemności, co w tej reklamie, to po pierwsze mężczyźni nie mieli by co robić, po drugi wiele wytwórni bateryjek "paluszków" by zbankrutowało:)
Na całe szczęście nie przypominam sobie więcej reklam, więc tym optymistycznym akcentem zakończę.
Reklamy streszczał Miś
Eryk(miseryk@poczta.onet.pl)
GOD SAVE THE QUEEN
PS. Qn'ik, ja chciałem powiedzieć, że to jest tekst do AM, a nie do kącików - jeśli rozumiesz, co mam na myśli:)