Pseudoekolodzy
dużo krzyczą, mało robią - skąd my to znamy?




Czasy, w których przyszło nam wszystkim zaszczycać nędzny padół ziemski swoją egzystencją, mają to do siebie, że na naszych oczach dokonuje się niebywały postęp we wszystkich dziedzinach życia. Jednym z największych odkryć ostatniego stulecia (chociaż jednocześnie jendym z najmniej docenionych, niestety), jest odkrycie... granic ludzkiej głupoty :-).

Być może ktoś już zauważył, że moja skromna osoba zajmuje się od dłuższego czasu badaniem owych granic i że temat ten, pod rozmaitymi tytułami, poruszam w zdecydowanej większości moich tekstów. Ten, który właśnie czytacie, nie będzie wielkim wyjątkiem, omówię bowiem kolejny ciekawy przypadek.

Można by ten przypadek określić krótko jednym słowem: ekologia. Nie zamierzam oczywiście krytykować tej szacownej gałęzi biologii, bynajmniej! Chodzi mi o to, co zwykło się ostatnio nazywać szumnie ekologią, a co sprowadza się w gruncie rzeczy do przykuwania się łańcuchami do drzew.

Zaczęło się od trąbienia, że postęp cywilizacji oznacza zagładę dla całej przyrody. Nie ominęło to oczywiście Action Maga (trąbienie, znaczy się). Znalazł się, ku mojemu zaskoczniu, człowiek, który wyśmiał całe to zjawisko. Zdaje się nawet, że człowiekiem tym był Pasibrzuch (no cóż, każdy może niechcący machnąć jakiś dobry tekst :-)). Nie można jednak odmówić "bijącym na alarm ekologom" pewnej racji. Ale cóż oni właściwie robią, żeby tą nieszczęsną przyrodę uratować przed niechybną katastrofą? Od przykuwania się do drzew żadne nowe drzewo jeszcze nie wyrosło. Wszelkiego rodzaju protesty "zielonych" (zielono to oni mają, ale pod czachą) to nic innego, jak tylko okazja, żeby sobie trochę pokrzyczeć, a z ratowaniem przyrody nie mają wiele wspólnego. Jest to również szukanie winnych za zanieczyszczone rzeki i efekt cieplarniany.

Wiecie, co myślę o człowieku, który nic, tylko krzyczy, że to INNI są za coś odpowiedzialni? Nie wiecie? Bardzo dobrze, nie powinniście się uczyć brzydkich słów :-). Oczywiście, wiadomo, że chadzają po tym świecie tacy, dla których liczy się przede wszystkim szmal i ani im w głowie wprowadzanie jakichśtam ekologicznych technologii w swoich fabrykach, jeśli mieliby na zrezygnowaniu z tych technologii zaoszczędzić. Ale taki gość, który potrafi tylko wytykać innym ich wady, a nie robi nic, żeby naprawdę poprawić sytuację, nie jest wiele lepszy.

A już najbardziej wkurzają mnie "specjaliści". Wiecie, tacy, co to wiedzą lepiej od naukowców, co jest szkodliwe dla środowiska. Tacy idioci, gdy im mówią "elekrownia jądrowa", słyszą "Hiroszima". Tacy myślą, że w roku 1986 w Czarnobylu miała największa na świecie katastrofa ekologiczna, która to katastrofa jest winna wszystkiemu złu świata. Tacy dowiedzą się, że gdzieśtam mają przewozić odpady radioaktywne i oczywiście - trzeba protest zorganizować! Bo oni wiedzą wszystko najlepiej, chociaż bladego pojęcia nie mają o tym, co to jest promieniowanie i że ich własne ciała wydzielają go znacznie więcej, niż taki pojemnik z odpadami (tak na marginesie: widzieliście kiedyś taki pojemnik? Chyba z pół metra średnicy, a 95% to czysty ołów; właściwe materiały promieniotwórcze są w samym środeczku, szczelnie opatulone w rozmaite wymyślne warstwy ochronne - a mają postać takiej malutkiej fiolki).

Wniosek płynie stąd następujący: jeśli ktoś mówi, że chce ratować przyrodę, to niech ją sobie ratuje, piękny i szczytny to cel. Ale ratowanie nie polega na organizowaniu głupich demonstracji. Dla mnie taki "ekolog", przypięty łańcuchem do drzewa jakoś dziwnie przypomina pewnego krzykliwego polityka, który ratuje nasz kraj przed upadkiem - ratuje go blokadami dróg :-).




Zdeklarowany Zatruwacz Ziemi
pewien.gosc@wp.pl