Z cyklu "Trudy życia"

Pilot eksperymentalnego odrzutowca

Zastanawialiście się kiedyś jak trudne jest życie pilotów eksperymentalnych odrzutowców? Ja także się nie zastanawiałem. Lecz pewnego słonecznego dnia, kiedy to siedziałem wraz z kolegami nad smacznym browarem, coś mnie tknęło - kelner pytał, czy chcemy coś jeszcze, a jak nie to won. Zacząłem się poważnie i głęboko zastanawiać nad tym ulotnym zagadnieniem. I nie żałuję tak spędzonego czasu, gdyż doszedłem do pewnych wniosków...

Zastanówmy się, czym zajmuje się przeciętny pilot eksperymentalnych odrzutowców. Logika podpowiada, że zajmuje się pilotowaniem eksperymentalnych odrzutowców, ale nie jest to do końca prawda, gdyż zajmuje się on czymś jeszcze.
Popatrzmy...

Typowy pilot eksperymentalnych odrzutowców budzi się codziennie rano (chyba, że poprzedniego dnia rozbił samolot wart kilka milionów dolarów...ostatni pilot miał piękny pogrzeb) około godziny 6.30. Pora jest, jak widzicie dość wczesna, ale tłumaczyć należy ją tym, iż nasz pilot eksperymentalnych odrzutowców ma w zwyczaju przez 45 minut codziennie użalać się nad sobą, gdyż żadna firma nie chciała go ubezpieczyć, twierdząc, że takich jak on nie ubezpieczają... cóż, chyba ich źle zrozumiał.

Około godziny 7.15 nasz pilot eksperymentalnych odrzutowców bierze prysznic, aby zmyć z siebie pot i sadzę z tego nieudanego lądowanie przed tygodniem... się cholerstwo trzyma! Zresztą to nie była jego wina, że samolot się rozbił, gdyż koledzy robili sobie z niego żarty, twierdząc, że ma wypróbować nowy model poduszek powietrznych... samolot na szczęście nie trafił w tereny zabudowane! Około godziny 7.30 zjada szybkie śniadanie i po założeniu czystych gatek rusza do bazy, gdzie czeka na niego nowa maszyna.
Po przekroczeniu progu kantyny koledzy od razu zauważają, że naszemu pilotowi eksperymentalnych odrzutowców udało się wreszcie zmyć sadzę... a Gucio, pudrem się zapaćkał!

O godzinie dziesiątej przełożeni informują naszego pilota eksperymentalnych odrzutowców, że ma dziś nic nie pić i za pół godziny stawić się na odprawie... pół godziny to wystarczająca ilość czasu, żeby utopić leki - tam jest wysoko! Zalany udaje się na odprawę, idzie prosto, gdyż 20 lat praktyki czegoś go nauczyły i przyniosły plamy na skórze... ach ta wątroba.

Naszego pilota skierowano dziś do pomocy w kuchni, gdyż tam nie zdoła rozbić żadnego samolotu. Nasz pilot uradowany tym, że nie musi odrywać swojego włochatego tyłka od ziemi, udaje się do kuchni, gdzie wraz z kucharzem będzie przygotowywał obiad dla pilotów popołudniowej zmiany. Dziś w menu mamy najwykwintniejsze specjały wszystkich kuchni światowych, niestety w kuchni mamy tylko puszki z fasolką z zeszłego roku. Nasz pilot doskonale pamięta godziny spędzone w pokładowej toalecie swego eksperymentalnego F-16, kiedy zjadł fasolkę w zeszłym miesiącu. I to nie była wina naszego pilota, że próbując spuścić odpady na przechodnia, spuścił na niego bombę zapalającą... cóż te przyciski są do siebie takie podobne. Pamiętając te wydarzenia nasz pilot postanawia złagodzić działanie fasolki poprzez dodanie do niej kilku składników. Wielką tajemnicą jest to, co nasz pilot włożył do garnka z fasolką, ale poprawiło to znacznie jej walory smakowe. Piloci byli w wniebowzięci, swoją drogą dosłownie, bo zaraz po obiedzie odbywały się loty próbne. Przełożeni zastanawiali się nawet, czy przypadkiem nie zostawić naszego pilota na zawsze w kuchni, ale tylko do czasu...

Po kilkunastu minutach od wystartowania piloci eksperymentalnych odrzutowców zaczęli skarżyć się na silne bóle w klatkach piersiowych, lecz to nie byli Obcy, to było coś znacznie gorszego... to wracała fasolka! Kontrola naziemna wpadła w panikę usłyszawszy, że wycieraczki pokładowe nie dają sobie rady z taką ilością fasolki... nic dziwnego, fasolka była wyjątkowo lepka. Osiem samolotów z ośmioma niewidomymi w tej chwili pilotami przecinało nieboskłon z prędkością dwóch machów!

Informacja
Jednostkę MACH przyjęto do określania wielkich prędkości z jakimi poruszają się samoloty odrzutowe. Opisują się ja w następujący sposób: stosunek odległości, jaką przebył samolot lecący w czasie jednego machnięcia ręką z prędkością równą prędkości z jaką ręką macha człowiek sparaliżowany od pięty w dół (PŁYTKA WYOBRAŹNIA TO KALECTWO) do czasu tego machnięcia nazywamy prędkością machania, w skrócie MACHEM.

Po kilku sekundach od zafasolowania przyrządów pokładowych i szyb do naszego pilota docierają straszne wieści - dowódca bazy, chce go zamordować. Nasz pilot eksperymentalnych odrzutowców już miał uciekać, gdy przypomniał mu się jego ulubiony serial - "Zbuntowany Leśniczy, syn afrykańskiej dzikiej świni", w którym w jednym z odcinków zbuntowany leśniczy ratował lasy tropikalne przed spadającym Boeing'iem 669. Przypomniał sobie, że leśniczy instruował zwykłą, aczkolwiek niewidomą stewardessę jak ma wylądować na pobliskim lotnisku. Doszedł więc do wniosku, że jeżeli niewidoma stewardesa dała radę wylądować Boeing'iem, to pilot eksperymentalnych odrzutowców zdoła wylądować eksperymentalnym odrzutowcem. Natychmiast udał się z tymi rewelacjami do szefostwa, gdzie już przy drzwiach padły pierwsze strzały. Na szczęście nasz pilot miał w głowie metalową płytkę... dawno temu postrzelono go z działka pokładowego F-16. Poza tym szef troszkę niedowidzi i postrzelił go w kolano... już nie zatańczy! Zanim padły kolejne strzały nasz pilot eksperymentalnych odrzutowców zdołał wytłumaczyć swoją koncepcję. Troszkę sceptycznie nastawieni do plany kontrolerzy lotu wykonali jednak rozkazy... na szczęście samoloty nie spadły na tereny zabudowane!

Około godziny 18 nasz pilot nadal ukrywał się w damskiej łazience, niestety dziesięć minut później znalazła się chętna do skorzystania z owej... że też taka brzydka się musiała trafić!
Dwadzieścia minut później nasz pilot eksperymentalnych odrzutowców znalazł się na stole operacyjnym, gdzie pijany lekarz amputował mu lewe jądro... szkoda tylko, że został kopnięty w prawe. Całe szczęście przytomny personel szpitalny wskazał pijanemu lekarzowi właściwe jądro, które także usunął.

Obolały i wykastrowany, nasz pilot eksperymentalnych odrzutowców udał się na wózku pchany przez kobietę, tłumaczącą mu, że musi odejść, bo chce kiedyś zostać matką, około godziny 20 znalazł się w domu. Zmęczony po ciężkim dniu, pełnym przygód i wrażeń nasz pilot zasypia.

Jak widzicie piloci eksperymentalnych odrzutowców często tracą więcej niż tylko szansę na podwyżkę. Niemniej jednak jest to ciekawa i pasjonująca praca, więc nic tylko pozazdrościć.

O pilotach eksperymentalnych odrzutowców pisał Miś

Eryk(miseryk@poczta.onet.pl)


GOD SAVE THE QUEEN & pilotów.
----------------------------------------------------------------------
Odwiedzaj mnie... >>> http://link.interia.pl/f1638