Czy Polacy są szczęśliwi?

  czyli: zmienianie świata zacznij od siebie.

Wpadł mi ostatnio w ręce numer Polityki sprzed paru tygodni (dla was pewnie sprzed paru miesięcy). Wertując go trafiłem na artykuł "Szczęście czyli co?", który mnie zaintrygował z powodu załączonych wyników sondażu.
Według niego [Uwaga] blisko 70% Polaków uważa się za szczęśliwych.

Nie. To nie może być prawda - pomyślałem od razu - Polacy szczęśliwi? Ale przecież... Wystarczy spojrzeć. Bieda z nędzą, niezrealizowane marzenia, zakłamanie i obłuda, kanciarstwo, korupcja, afery, kataklizmy, bezrobocie, powszechna rezygnacja. Tak przecież można streścić co drugi dziennik w TV. Chociaż nie, wystarczy przejść się ulicą. Na zadowolonych z życia wyglądają głównie stali bywalcy monopolowego... a nie jeszcze tych trzech kolesi, właśnie zwiali z lekcji. Poza tym... Mijają mnie jacyś tacy zatroskani, zamyśleni, zajęci sobą, emanujący negatywną energię ludzie. Wystarczy spytać któregoś o godzinę. Ilu coś odwarknie, ilu w ogóle nie odpowie.
I ci ludzie czują się szczęśliwi? Nie - zawyrokowałem - na pewno nie.

W kilka chwil później zerknąłem na kolejny wykresik. Był on odwrotnością poprzedniego - Blisko 70% sądzi, że Polacy nie są zadowoleni z życia.

No właśnie. Większość z nas świat z mojego powyższego opisu uznaje za pozbawiony szczęścia. Stanowimy więc bardzo ciekawą grupę. Sami czujemy, że nic nam do szczęścia nie braknie, a jednocześnie przez innych ludzi jesteśmy postrzegani jako z góry skazani na przegrane zmaganie z życiem. Skąd to przeświadczenie, że wokół nas jest gorzej niż w rzeczywistości?
Stąd, że my sami przedstawiamy siebie otoczeniu jako będących w gorszym położeniu niż naprawdę. Dzielimy się z drugimi swoimi problemami, a sukcesy zatrzymujemy dla siebie. Na pytanie "Jak leci?" nie odpowiadamy "Świetnie" czy "Całkiem nieźle" tylko "...a... tak sobie" albo "Stara bieda."

A ja sam. Czy mnie tez dotknęła ta typowa Polakom choroba?
A jak zareagowałem na wyniki pierwszej ankiety? Niedowierzaniem. Negacją. Uznałem za niemożliwe to, że na pytanie "Czy jesteś szczęśliwy?" padło tak dużo pozytywnych odpowiedzi. Chociaż sam odpowiedziałbym na nie... twierdząco.

Ja. Młody człowiek. Optymistyczne widoki na przyszłość. Przezwyciężona seria kryzysów i depresji. Burza hormonów chyba już zakończona. Odnalezienie swojego "ja". Ciągły rozwój i poszerzanie horyzontów. Ubranie marzeń w realne kształty i wytyczenie trasy do nich. I to przeświadczenie, że najlepsze chwile mojego życia są tuż, tuż. Nigdy wcześniej nie czułem większej satysfakcji z tego wszystkiego jak ostatnio.

No dobra. Ale gdyby jakiś drugi człowiek w takiej samej sytuacji jak ja - młody, optymistyczne widoki na przyszłość itd., gdyby ten człowiek miał okazję mnie poznać, choćby tylko przez chwilę, to czy wyczułby tą wewnętrzną satysfakcję, tą radosną chęć życia, która mam w sobie.
Czy raczej uznałby mnie za kolejnego z tych zwykłych, szarych, zamyślonych, zatroskanych ludzi. Ciągle nerwowo gdzieś się śpieszących, nie widzących nic poza swoją codziennością, zatracających sens życia śmiertelników.
Szczerze mówiąc udzielenie odpowiedzi na to pytanie okazało się wcale nie takie proste. Każdemu z was radziłbym się nad się nad nim zastanowić.
Czy dla ludzi z mojego otoczenia jestem światełkiem czy raczej cieniem,
iskierką nadziei czy falą beznadziejności.

Spróbować popatrzeć na siebie oczyma ludzi mijanych na ulicy.
Przypomnieć sobie wczorajszą rozmowę z kolegą i posłuchać swojej odpowiedzi na zadane przez niego może banalne pytanie "Jak tam wakacje?". Tylko że posłuchać tej odpowiedzi jego uszami, albo lepiej uszami kogoś kto zasłyszał tą rozmowę.
(Tak na marginesie to przyjęcie na chwilę innego punktu widzenia może pomóc w rozwiązaniu większości problemów. Ale o tym będzie inny art.)
Tak patrząc z boku na siebie zadać pytanie: Czy to jest człowiek któremu do szczęścia brakuje tylko "przysłowiowego" błękitu nieba.
I jeśli odpowiedź brzmi: Nie, Raczej nie, No nie wiem, Chyba nie do końca itd., oznacza to, że trzeba zacząć to zmieniać. Od zaraz.

I tak kupiłem sobie niedawno taki letni kapelusik. Podobny do tych jakie nosi większość turystów w moim miasteczku. Tyle że ja wyglądam w nim troszkę dziwnie, śmiesznie, wesoło.
Na tyle wesoło, że większość spotykanych ludzi widząc te kanciate "coś" na mojej głowie i ruchliwe niebiesko-szare oczy wyglądające spod ronda reaguje.. uśmiechem. Tak, miłym, bezinteresownym uśmiechem.
Czy wiecie jakie to uczucie przez cały czas czuć na sobie kilka pogodnych spojrzeń? Wierzcie mi, niezwykłe. Nie pozostając dłużny uśmiechającym się do mnie ludziom odwdzięczam się im tym samym. A to jest już po prostu wspaniałe. Spróbujcie tego kiedyś sami, a przekonacie się o czym mówię.

To "zjawisko" zainspirowało mnie do tego by pójść o krok dalej.
Po pierwsze, zapragnąłem stać się "światełkiem" dla wszystkich z którymi mam styczność. Żeby w rozmowach ze mną czuli ciepło i radość płynące ze mnie. Podsycać w nich wiarę w siebie, nadzieję, chęć do życia. Opowiadać co miłego mi się przydarzyło i snuć optymistyczne wizje mojej i ich przyszłości.

I po drugie. Odnaleźć w spotykanych ludziach to nieświadomie maskowane i ukrywane zadowolenie z życia, z tego, że są, myślą, pracują... I wiecie co? Moja pierwsza odpowiedź na pytania z ankiety w Polityce była błędna. Polacy naprawdę są szczęśliwi.
Cieszą ich głównie drobiazgi jak spotkanie przyjaciela w kolejce w spożywczym, znalezienie zdjęcia z zeszłych wakacji przy sprzątaniu mieszkania, czasami dopchanie się do siedzącego miejsca w zatłoczonym autobusie albo odkrycie że poznany właśnie człowiek ma takie same spojrzenie na świat, a najczęściej przekroczenie progu własnego domu po powrocie z pracy. Te właśnie najprzyjemniejsze chwile codzienności napełniają nasze życie radością. Wbrew pozorom to dzięki nim nabiera ono właściwego sensu.

Więc proszę wszystkich o jedno. Skończcie z tym obojętnym wyrazem twarzy, który widnieje na niej przez cały czas, z tym narzekaniem, użalaniem się nad sobą. To wcale nie czyni was w oczach innych bardziej inteligentnymi lecz wręcz przeciwnie. Przedstawia was jako ludzi nie potrafiących znaleźć radości w swoim życiu. A przecież potraficie. Jestem tego pewien. Wierzę w was.


ubrany w fikuśny kapelusik
#Rainman#

7 - 12 VIII 2002

shappy_rainman@poczta.gazeta.pl


PS. Artykuł "Szczęście czyli co?" można znaleźć w nr 29 Polityki z 20 lipca 2002 (str 74)

PS2. Swoją drogą polecam wszystkim czytanie Polityki.
To jedno z najlepszych czasopism "o wszystkim", a kosztuje tylko... 3,50 ;) naprawdę.
pozdrowienia dla Archiego i potwora z Loch Ness.