Wita Was Wasz ulubiony ( i do tego skromny ;-) maniak sportowy. Dzisiaj mamy (właściwie ja
mam) 4 VIII, a więc środek wakacji i ostatni dzień Mistrzostw Europy w pływaniu. Art ten
pisany jest pod wpływem impulsu, jakim dla mnie był złoty medal Otylii Jędrzejczak na 200m
stylem motylkowym i rekord świata przez nią ustanowiony oraz wygrana Bartosza Kizierowskiego
na 50m kraulem.
Siedzę sobie więc w domku ( na usprawiedliwienie powiem, że chwilkę wcześniej wróciłem z
wycieczki rowerowej ) i oglądam Eurosport. Myślę: „No, Otylia pewnie wygra”, w końcu broniła
tytułu i była jedną z faworytek. I wygrała, ale rekord świata był absolutnym zaskoczeniem
dla każdego. Panna Jędrzejczak odstawiła drugą zawodniczkę o 2,5 sekundy, a na tym dystansie
to już sporo. Bieg później startuje Bartosz Kizierowski, a wraz z nim asy światowego
pływania, „Car” Popov i van Hoogenband ( proszę mi wybaczyć, jeśli popełniłem w tych
nazwiskach literówki ). 20m do końca i wszyscy płyną równo, a tu nagle na prowadzenie
wychodzi Kizierowski i ... tak, wygrywa!!! Mnie, podobnie jak komentatorom, po prostu odjęło
mowę, ale to nie wszystko...
Gdy ujrzałem radość Otylii po tym jak zobaczyła swój czas na tablicy wyników coś we mnie
pękło. Nie mam pojęcia czemu, ale oczka me zrobiły się wilgotne, podobne uczucie mnie
naszło, gdy Otylia odbierała medal. Łzy radości na twarzy sportowca to wspaniały widok,
tak samo wspaniałym uczuciem jest spełnienie osiągnięcie wyniku sportowego ponad swe
oczekiwania. Euforii po udanym starcie, na który pracowało się cały sezon, nieważna jest
ranga zawodów, nie da się porównać z żadnym innym uczuciem. Ale nie o tym miałem... Nie wiem
czy to wzruszenie spowodowane było moją sympatią do sportu czy może moimi dzisiejszymi
rozmyślaniami. A myślałem o tym, czy po przerwie spowodowanej mym wyjazdem zacząć znowu
trenować, a moje wątpliwości budziła klasa maturalna i związany z nią nawał pracy. I gdy tak
cieszyłem się razem z naszą mistrzynią postanowiłem sobie, że jednak będę dalej trenował i
może nic nie osiągnę, ale na pewno spróbuje!!!
I do Was, czytelnicy tego arta, mama apel. Inni tam biją rekordy świata, realizują marzenia
i zmieniają świat, a my siedzimy w domu i co? … i nic!!! Więc dalej ruszcie tyłki z kanap
i krzeseł i ruszać na podbój świata, a może swych słabości, nieważne, jazda mi!!! Jeżeli
komputer jest Waszą miłością to poświęćcie mu Swą energię, ale nie zapominajcie o rodzince
i świecie zewnętrznym!!!
Tym, oby nie naiwnym, nawoływaniem kończy swój art., ciągle wierzący w Was
Qbuś
(jnqbus@poczta.onet.pl)