Ciężki jest los przywódcy. Przez całe życie
czyhają na niego rozterki,problemy itd. W każdej chwili może
się załamać,zaprzestać dalszej walki. Tak,tak,cięzki jest
jego los.
Niczego nie da się zorganizować bez kogoś z
organizacyjnym talentem. Bez kogoś,kto podejmie się dowodzenia
nad grupą,kto zaryzykuje. Przypomnijcie sobie jakąś szkolną
imprezę. Kto to wszystko zorganizował? Kto dekorował salę mając
nadzieję,że ktoś przyjdzie mu pomóc,a skończyło się tylko
na grupie przyjaciół ? Wszyscy sobie idą do domu,bo zmęczeni,bo
obiad,a organizator zostaje,pracuje w pocie czoła i jest potem
dumny. Nazajutrz przychodzi banda i wszystko idzie się kochać.
Pościągają,podrą dekoracje,pobiją bombki,jeśli to święta,popiszą
markerami. I wtedy właśnie tego,kto to wszystko zorganizował,ogarnia
wściekłość i bezsilny żal. Bo naprawdę nie ma już siły,żeby
wszystko zacząć od początku. Zaprzestaje walki,poddaje się.
Niech ktoś inny się tym zajmie,ja przecież zawsze robię
wszystko z kilkoma osobami,teraz niech inni wezmą tyłki w troki
i popracują.
Właśnie skończyłem trzecią klasę gimnazjum i
nadszedł czas rozstania z moją klasą. W mniejszej połowie są
to wspaniali ludzie,z którymi trzymałem sztamę przez prawie 11
lat. Od zerówki byłem z Jackiem,dwoma Monikami,Sandrą,Sylwią.
Tylko oni pozostali tak naprawdę od samego początku. W
pierwszej klasie podstawówki przyszedł do klasy Jawor - wspaniały
chłopak,który potem stoczył się,codziennie najarany jakimś
prochem. Ale przeżyłem z nim wiele,byliśmy razem w wielu
miejscach,na obozach,niejedno razem po prostu. Podobnie było z
Giętkim. Dołączył do nas w czwartej klasie. Też fajny kumpel.
Grzesiek przyszedł do nas dopiero pod koniec pierwszej
gimnazjum,ale szybko okazało się,że mogę z nim kraść przysłowiowe
konie. Było jeszcze kilkoro ludzi,z którymi trzymałem,ale albo
nasze przyjażnie rozerwały się,albo po prostu rozdzieliliśmy
się (Rzeszotarski jeżeli to czytasz,to wciąż jesteś na
pierwszym:),mimo że wisisz mi 200 złotych:)).
Dziewczyny w mojej klasie dzieliły się na dwie grupy: lepiej się
uczące,ładniejsze i te drugie,przeciwieństwo:) Raczej
wszystkie były mi znajome,ale nic więcej. Tylko za tymi z zerówki
byłem gotów stanąć murem. Za wszystkimi,których wymieniłem
skoczyłbym w ogień. Ale czy oni zrobiliby dla mnie to samo? Chcę,aby
nasza przyjażń przetrwała,ale przecież sam niczego nie
dokonam. Wszystko wydawało się być proste: no jasne,że
utrzymamy kontakt,pewnie,że będziemy się przyjażnić do grobu.
Chcę wyjechać w wakacje,w sierpniu z nimi na trzy dni na
biwak,ale to trzeba zorganizować. Sam wszystkiego nie zrobię,przecież.
Ludzie,ruszcie się. Chyba nie chcecie stracić tych pięknych
lat,tych przyjażni? I mówię to też do czytelników.
Czy wasi rodzice mają przyjaciół z dawnych lat?
Czy tata ma z kim wyskoczyć czasem do pubu? Nie z kolegami z
pracy,ale z prawdziwym przyjacielem? A czy mama wyskakuje czasem
na weekend z jakąś przyjaciółką? Moi tak nie robią. Spędzają
czas ze sobą. Oczywiście to piękne. Ale kiedy pokłócą się
każde nie ma do kogo iść się wyżalić,nie mają kogoś,kto
by pocieszył i powiedział,że wszystko będzie spoko. A ja chcę
mieć. Chcę,żeby kiedy będę miał dziewczynę,narzeczoną,żonę,żebym
miał do kogo iść. Nie do rodziców. Do kogoś bliskiego w inny
sposób. Kiedyś w życiu każdego człowieka pojawią się
dzieci. Męczące,ale kochane niemowlaki,dorastające dzieci. Będą
sprawiać problemy,to pewne,i wtedy chciałbym wyskoczyć sobie
gdzieś,z kimś kogo kocham jak brata,czy siostrę. Kiedy będę
miał dość życia,obleję ważny egzamin,wyleją mnie z roboty,żebym
miał z kim pogadać. Ale nie z żoną i rodzicami. Kiedy będę
miał wypadek i będę leżeć w szpitalu,to żebym miał kwiaty
przy łózku. Od żony,rodziców,dzieci i taki z bilecikiem od
przyjaciółki,czy przyjaciela,od starych kumpli. Żeby
posiedzieli ze mną czasem na jakiejś ławce,czy coś. Żebym po
prostu miał przyjaciół kiedyś. Kogoś,kto będzie mógł mi
pomóc. Może nie będę miał pracy,a mój kumpel będzie miał
firmę i mnie zatrudni? Albo odwrotnie oczywiście.
Może to co piszę wydaje się mało odpowiedzialne:
"wyskoczyć gdzieś pozostawiając żonę z dziećmi na
weekend". Ale ja tego kurde pragnę i marzę o tym,żeby nie
opuścili mnie nigdy przyjaciele. Jestem jedynakiem,nie miałem
nigdy brata lub siostry,więc dla mnie moi przyjaciele są podwójnie
ważni. Od zerówki,przez dorastanie towarzyszyliśmy sobie
nawzajem. Jasne,że wiele razy nie cierpieliśmy się nawet,ale
zawsze,kiedy coś groziło,stawaliśmy po jednej stronie. Często
nie rozumieliśmy punktu widzenia drugiego,często podważaliśmy
opinie drugiej osoby,a przynajmniej tak było z nami,ale pamiętacie,że
zawsze byliśmy po jednej stronie? Ty,Jawor,nawet kiedy odrzucałeś
mnie w pewien sposób,bo paliłeś,ćpałeś i chlałeś,byłeś
mi przyjacielem. Kiedy coś by się stało pobiegłbym do ciebie
od razu,człowieku. Dziewczyny,nie wiecie może,ale zawsze byłem
z wami. I chcę być z wami wszystkim w przyszłości. A ty
Jacek,to ty wiesz! Jestes naprawde super i bez ciebie nie bylbym
taki jakim teraz jestem. Thanx.
W liceum będzie fajnie na pewno,ale nie będę tam
miał takich przyjaciół jak teraz. Trzy lata to dużo,ale
jednak mało. Szczególnie dla mnie,który jestem z wami od
jedenastu lat. A jeżeli policzyć wszystkie spędzone razem
godziny wyszłoby,że jesteśmy razem od 5 edycji Big Brother'a
:)) Łezka się w oku kręci na wspomnienie wyjazdów.
Szalonych eskapad,w których uciekało się przed władzą
nauczycieli,wychowawców itd. Wyjazdy z piciem piwa po
kryjomu,wycieczkami w nocy po lesie bez pozwolenia. To wszystko
to wspomnienia,które nigdy nie wygasną we mnie.
Chciałbym kupować dużo prezentów na Boże
Narodzenie. Chciałbym dawać i brać. Rodzinie i przyjaciołom.
Żebym miał się z kim bratać w święta. Chcę mieć świadomośc,że
zawsze,niezależnie od tego,jak potoczy się los,ktoś jest przy
mnie. Że ktoś zadzwoni bez konkretnej sprawy,ot tak sobie. Chcę
rozmawiać,pomagać,wspierać. Ale boję się,że stracę to
wszystko i będę szedł ulicą z samymi obcymi twarzami,które
nie dzielą ze mną żadnych wspólnych przezyć. To jest jedna z
rzeczy,których się naprawdę boję. Bycia samemu. Nigdy nie
lubiłem samotności i nie ma czegoś takiego,że ktoś lubi być
sam. Nie ma wyboru. Nie możesz wybrać samotności. Zawsze jest
powód samotności. Boję się,że kiedyś będę miał powód.
Już teraz mam wątpliwości,czy walczyć o te przyjażnie.
Jasne,że warto,ale to będzie bardzo trudne. Jak nic przedtem.
Wracając do początku tego tekstu. Każdy z tych ludzi,przyjaciół
moich,jest dla mnie szalenie ważny. Mam nadzieje,że kiedyś nie
będę bezsilny i uda mi się utrzymać te przyjażnie. Że kiedy
trzeba będzie zacząć od początku to będę miał na to siły.
Nie poddam się. Walka musi toczyć się dalej,powie ktoś. Ale
czy samotna walka ma jakikowliek sens? Nic nie zdziałasz samemu.
Tylko z przyjaciółmi. Z bliskimi ci osobami. Więc dbaj o
przyjażnie i uczucia czytelniku,tak jak ja staram się o nie dbać
i będę się starał. Po prostu chcę być kiedyś otoczony
serdecznymi twarzami,mieć oparcie i być nim. To jest moje największe
marzenie.
Gdy amfora jest pusta, przyjaciele rozchodzą się. Horacy
(Quintus Horatius Flaccus, 65 - 8 p.n.e.) - nie chrzań,Horacy.
Jeśli chcesz mieć wrogów, bądź lepszy od swoich przyjaciół.
Lecz jeśli chcesz mieć przyjaciół, pozwól, aby przyjaciele
byli lepsi od ciebie. Francois de la Rochefoucauld (1613 -
1680) - czasami tak trzeba.
Kiedy sięgniesz pamięcią wstecz, widzisz, jak wiele z
naszego życia zmarnowaliśmy w samotności. Każdemu potrzebni są
przyjaciele. Van Gogh. - Nie ma wyjatkow.
My jesteśmy tacy przyjaciele, co się nie lubią.
Stanisław Wyspiański (1869 - 1907) - i tak bywa.
Pies jest przyjacielem człowieka, ale jego pchły nie.
- wady ludzi często przyciągają do nich innych ludzi.
Przyjaciele nie są zainteresowani burzami, które przeżywasz,
ale chętnie korzystają z twego statku. Albert Camus - a i
ja korzystam czasem z ich okrętu,lecz nie musimy sobie płacić
za rejsy.
Przyjaciele przychodzą i odchodzą; wrogowie gromadzą się.
Z praw Murphy'ego. Przyjaciele przychodzą. Koniec. Nie chcę słyszeć
dalszej części.
Przyjaciele są jak kwiaty doniczkowe - wymagają regularnej
pielęgnacji [138] H. Jackson Brown, - P.S. Kocham Cię -
ten PS to nie ode mnie. To część tego cytatu. Ale racja.
Starzy przyjaciele są najlepsi, podobnie jak stare buty są
najwygodniejsze. John Selden - święte słowa.
Umiej być przyjacielem, znajdziesz przyjaciela. Ignacy
Krasicki (1735 - 1801) - jak wyżej.
Żegnajcie,moi przyjaciele. A będzie to pożegnanie na długo.
Niektórym z nas nie dane będzie spotkać się ponownie na tym
świecie. Raistlin Majere. - nie oszukujmy się,taka jest
prawda. Z niektórymi przyjaciółmi nie spotkamy się. Los może
powiać nas w przeróżne strony. Jednak pożegnanie na długo
nie znaczy na zawsze,a jeżeli nie dane nam będzie spotkać się
na tym świecie,to spotkamy się przecież na innym. Głowa do góry.
Wszędzie was odnajdę.
Przyjaciel to człowiek, który wie o Tobie wszystko i mimo
to Cię lubi [82] H. Jackson Brown, - P.S. Kocham Cię - heh.
Piccolo daimaho pokefil@wp.pl
PS. Pozdowienia dla klasy III c z Gimnazjum nr 9 w Gdansku. Cholera,odjelo mi mowe ze wzruszenia...Nara. Bede z wami zawsze. Przyrzekam.Na wszystko w co wierze,przysiegam byc z wami do smierci.