[Eddie: Teraz ja się trochę powyżywam. Zacznę od rzeczy może nie najważniejszej, ale z
pewnością bardzo rzucającej się w oczy. Nie pisze się "deportowywali", tylko "deportowali".
Tak brzmi prawidłowa odmiana tego czasownika. Rzecz kolejna, to napisy na murach.
Zastanawiam się, od kiedy to i gdzie są one cenzurowane? Bo ja czasami widzę takie, że nawet
w stanie największej nienawiści do świata i ludzi takie słowa, jakie na murach są
wypisywane, do głowy mi przychodzić nie chcą. Łódź jest jednak miastem dość specyficznym,
czego dowodem mogą być jej niektórzy mieszkańcy wraz z ich miszczowskimi popisami.
Dalej - naprawdę wątpię, żeby Smugglerowi chciało się przynajmniej zastanawiać nad tym
tekstem, że o polemice nie wspomnę. Gdyby okazało się, że jednak ma ochotę zmarnować trochę czasu
na odpowiedź, to osobiście i z dziką rozkoszą bedę pławił się w jego ripostach,
które - co do tego nie mam żadnych wątpliwości - wymiotą agresora nie tylko z powierzchni
łodzi, ale też daleko poza ludzki wzrok i śmiech, który wzbudza swoimi argumentami.
Ogólnie rzecz biorąc, zaczynam mieć wyrzuty sumienia, że tak marnuję czas na komentowanie
tego tekstu. Mógłbym przecież zająć się czymś bardziej pożytecznym, na przykład czytaniem
tekstów autorów inteligentnych, którzy prezentują sobą i swoimi opiniami jakiś przyzwoity
poziom. Tym jednak nie będę musiał poświęcać tak wiele czasu podczas poprawiania błędów i
łamania rąk nad argumentacją, więc pozwoliłem sobie na chwilę rozrywki przy miszczowskim
uświadamianiu ciemnoty, która zapomniała jak piękne było życie pod rządami sierpa i młota.
Zastanawia mnie tylko jedno, ile lat ma człowiek, który w tak miszczowski sposób stara się
oświecić mury ciemnogrodu? Jak na mój gust, sądząc po argumentacji i stylu pisania, jest to
człowiek bardzo młody, najwyżej nastoletni, którego tatuś jest byłym milicjantem,
pracownikiem byłego Urzędu Bezpieczeństwa lub innego organu państwowego, ściśle związanego
ze sferą rządzącą. A tym faktycznie, działo się dobrze, bo czego innym brakowało, a
brakowało wiele, tego ci mieli pod dostatkiem a czasem i w nadmiarze.
Przyznam się szczerze, że miałem ochotę dopisać kilka kontrargumentów do tego, co po
miszczowsku przedstawił nam podpisany pod tekstem autor. Nie zrobiłem tego z dwóch powodów.
Pierwszy - szkoda mi czasu, a na ten tekst zmarnowałem go już wystarczająco dużo.
Poza tym, podejrzewam, że czytelnicy i autorzy AM pojadą po miszczycielu wystarczająco
brutalnie.
Drugi - nie jestem człowiekiem tak bardzo zadufanym w sobie, mimo tego, że z opisywanego
okresu pamiętam całkiem sporo, żeby kreować się na mądrzejszego od reszty ciemniaków.
Co równie ważne, mam w pamięci różne, niekoniecznie ciekawe przeżycia z tamtych czasów.
Mógłbym sporo powiedzieć o cenzurze, wyjazdach za granicę i obowiązkowej nauce
jęz. rosyjskiego w szkole podstawowej.
Tyle samo mógłbym powiedzieć o obowiązkowym uczestnictwie w pochodach pierwszomajowych,
śpiewaniu podczas przeróżnych, szkolnych akademii piosenek, obowiązkowo w jęz. rosyjskim,
traktujących o przepięknej, polsko-radzieckiej przyjaźni. Mógłbym też opisać kilka
przypadków gnębienia przez nauczycieli uczniów, którzy przeważnie nieświadomi ich znaczenia
politycznego nosili przypięte do kołnierzyków znaczki Solidarności.
I jeszcze jedno, co niemal wypadło mi z głowy - następnym razem, miszczowskie (a może
powinienem pisać "miszczoskie" ?) ty nasze światełko w tunelu głupoty, miej odwagę podać
SWÓJ adres e-mail.
Chociaż wolałbym, żeby następnego razu nie było a pisanie do magazynu,
którego ideą jest wolność słowa, tobie - jak wynika z tekstu - niepasująca,
pozostaw ludziom inteligentnym.
Chyba skończyłem, przynajmniej chwilowo.
Przyznam, że uniosłem się dość mocno, ale i tak pewnie powrócę jeszcze do
tego autora, bo nie jest to jego jedyny bezsensowny tekst.]