MOJA MAMA JEST KIBOLEM...
Jest to mój pierwszy art do AM, także nie za bardzo wiedziałam, o czym mogę napisać, w końcu jest tu poruszane tak wiele kwestii... Nikt chyba nie poruszył jeszcze tylko tematów rodzinnych. Więc jako pierwsza (chyba) zdecydowałam się przedstawić postać mojej mamy.
Moja mama ma na imię Janina, ale koledzy nazywają ją , nie wiem, dlaczego "Żyleta". Ma 52 lata, włosy przefarbowane na biało i czerwono, nie ma kilku zębów na przedzie. Jest pseudokibicem.
Moje życie było normalnym życiem normalnej nastolatki do momentu, w którym Widzew zdobył Mistrzostwo Polski. Od tego czasu minęło kilka latek, a ja powoli zaczęłam zauważać, że moja mama zaczyna coraz rzadziej bywać w domu. Wracała po nocach , czasem nie wracała wogóle, często była poobijana. Do domu zaczęli przychodzić jacyś dziwni ludzie- kolorowi i wrzaskliwi. Nowi koledzy mojej mamy. Na początku niczego nie podejrzewałam, później, kiedy którejś nocy mama wróciła bez zębów, coś zaczęło mi się nasuwać na myśl. Na pobliskich murach pojawiały się różne napisy, niecenzuralne i niewyrozumiałe. Znajomi powtarzali mi, że widują moją mamę o dziwnych porach w dziwnych miejscach. Nie chciałam wierzyć, gdy opowiadali o mojej mamie niestworzone historie... W końcu to była moja mama.
Prawda wydała się w chwili, kiedy mój tata musiał po raz pierwszy odebrać mamą z komisariatu. Od tego zdarzenia minęło już sporo czasu, a ja wciąż pamiętam, jakby to było wczoraj. Mama ubrana była w dresy, bluzę i szalik Widzewa. Zgarnęli ją z dworca, podczas, gdy ze swoimi kolegami "żegnali" kibiców Legii. W tym momencie nie było już czego ukrywać. Mama przyznała się jasno i wyraźnie. "Jestem kibolem"- powiedziała. To był szok dla całej rodziny. Babcia mieszkająca w Warszawie przestała nas odwiedzać. Mama na codzień chodziła w swoich "klubowych" ciuszkach, czasem z kijem baseballowym, do którego czule się zwracała "wujku Heniu". Coraz częściej w naszym domu pojawiała się policja.
Myślałam, że mama zrujnowała mi życie. Teraz wiem, że chciała mego dobra.
Pewnego dnia poszła na zebranie do szkoły. Nazajutrz nauczyciele zwracali się do mnie per "szanowna pani". Nie wiedziałam z początku, o co im chodzi, dopiero, gdy zobaczyłam lajpo pod okiem mojej wychowawczyni i powybijane okna w klasie, coś zaczęło mi świtać. Po szkole szybko rozniosła się wieść, że moja mama jest kibolem. Większego szacunku do mnie nabrali i nauczyciele i uczniowie. Kiedy szłam korytarzem każdy schodził mi z drogi. W taki sposób skończyłam szkołę, zdałam maturę, znalazłam fajnego chłopaka, a przyjaciele mojej mamy stali się moimi przyjaciółmi. Czasem widywałam ich z moją mamą, jak mazali po murach lub kogoś nawalali, ale już się tym nie przejmowałam, wiedziałam, że to wszystko z miłości do mnie i że zawsze, kiedy miałam kłopoty mogłam na nich liczyć.
Mogę zatem bez cienia wątpliwości stwierdzić: CUDOWNIE JEST MIEĆ MAMĘ KIBOLKĘ.
Na tym kończę te wywody. Muszę jeszcze zapakować paczkę i jakoś przemycić pilnik dla mamy do więzienia:).
GOGO
P.S. Wszelkie wątpliwości postaram się wyjaśnić pod adresem gogosmol@wp.pl (pod warunkiem, że nie jesteś z Wa-wy:))).