Stali czytelnicy zapewne pamiętają stareńkie Action Magi, kiedy to jeszcze
Qn'ik coś pisał, szata graficzna była uboga niczym etiopski sprzedawca butów, a
na łamach zina toczyły się zażarte dyskusje na temat kary śmierci. Ano, właśnie
- kara śmierci... Myślałem, że ten rozdział historii AM został już zamknięty,
kiedy nagle, niespodziewanie na ekranie zajaśniał nagłówek tekstu Pasibrzucha
pytający mnie "Dlaczego kara śmierci powinna zostać przywrócona?". Wspomnienia
przeleciały przed oczyma niczym piorun, niosąc obraz dyskusji między Qn'ikiem i
Smugglerem, więc pomyślałem, że swoje dwa grosze wtrącę. Mam przy tym
świadomość, że wiele zostało powiedziane w tej sprawie, więc postaram się nie
powtarzać po innych, lecz zaprezentować własny punkt widzenia.
Jak powiedział pewien pan - nic nie ożywia akcji tak jak kilka trupów. Fakt
faktem, ale morderstwo jest niewątpliwie czynem zasługującym na najwyższy wymiar
kary. To odkrywcze stwierdzenie było konieczne, gdyż pozwala mi przejść do
zasadniczej części tekstu. Zatem, oto owa część.
Już w tym momencie zaznaczam, że nie zamierzam dokładnie analizować wypowiedzi
Pasibrzucha czy kogokolwiek innego, lecz chcę przedstawić czystą, nową opinię na
wskazany temat. Jednak, żeby nie być zbyt innowacyjnym w metodach pisania
tekstu, zamieszczę jedną ripostę co do wywodu szanownego pana P. Pisze on:
"...mamy demokracje, a juz od dawna zdecydowana wiekszosc spoleczenstwa opowiada
sie za przywróceniem kary glównej. Jesli wiekszosc mylilaby sie w tak prostej
kwestii, to jak mozna od niej oczekiwac (a oczekuje sie!) rozumienia rzeczy tak
skomplikowanych jak stopy procentowe czy konstytucja?"
Drogi Pasibrzuchu! Tracisz wiele w moich oczach (i zapewne nie tylko w moich),
twierdząc, że decydowanie o czyimś życiu i śmierci jest sprawą prostą. Otóż nie,
wręcz przeciwnie, a dlaczego - przekonasz się w dalszej części tekstu. Ponadto
mówisz, że kara śmierci jest odwieczną tradycją itp. itd. (zainteresowanych
odsyłam do AM#27) Mordowanie jest dobrą tradycją? Hmmm... Dodatkowo na wiele z
postawionych przez Cię "niezbitych argumentów" można odpowiedzieć wedle twojego
sposobu - a masz na to dowody? Ale tu można powiedzieć, że się czepiam; nie miej
mi tego za złe.
Przechodząc do właściwej zasadniczej części tekstu zaznaczam, iż więcej tego
typu kontr itp. się w nim nie znajcie, więc nie bojajcie się już, struchlałe
istotki! Zanudzę was w inny sposób.
Jestem na NIE! Żadnej kary śmierci! Tak z grubsza można określić moje zdanie,
ale żeby nie zostać posądzonym o zbytnią lakoniczność, troszkę je rozwinę.
Wiedzcie jednak, drodzy czytelnicy, że nie zrobię tego w formie naukowego
wywodu, ale w postaci może nieco chaotycznej (acz jakże prawdziwej) wypowiedzi
zagorzałego przeciwnika "zatrzymywania akcji serca przestępców kategorii
najwyższej".
Teraz, dając Wam, czytelnicy, chwilę wytchnienia w tak poważnej rozprawie -
bajeczka.
Żył sobie pan X. Miał on żonę i dzieci, domek z białym płotkiem i fiacika 125p w
garażu. Niedawno zdobył dobrą posadę, wysoko płatną itp., słowem - sielanka. Żył
więc sobie, cicho i nie wadząc nikomu, aż pewnego dnia ktoś zapukał do drzwi
jego domu. Pan X ze zdumieniem stwierdził, że gośćmi byli policjanci. Zauważył
to dzięki napisowi "Policja" na białej, gumowej pałce, którą miał okazję
obejrzeć z bliska. Panowie mundurowi zabrali naszego bohatera do aresztu, gdzie
oskarżono go o morderstwo. Przesiedział pan X blisko rok, po czym, po długich i
wyczerpujących psychicznie procesach, został skazany na śmierć. Wyrok wykonano,
a pan X zginął w męczarniach, wijąc się z bólu (jaki to sposób ukarania
morderców preferują niektórzy). Niedługo później okazało się, że skorumpowany
policjant zafałszował dowody w sprawie X'a. Sąd przeprosił za popełnioną pomyłkę
i zapowiedział ukaranie winnych (czyli - owego policjanta), jako że przyczynili
się oni do morderstwa. Zastosowano sprawdzony sposób - karę śmierci. Prawdziwego
mordercy nigdy nie złapano.
Spodobała się bajeczka? Grzeczne dzieci, a ti ti, bobaski. Jaki z niej morał?
Kara śmierci, władza nad życiem i śmiercią w ręku sprawiedliwych, może obrócić
się przeciw niewinnym. Może i wyolbrzymiłem sytuację i do takowego zdarzenia
nigdy by nie doszło, ale czy jest ono zupełnie nierealne? W naszym kraju, w
którym policjanci "dilują" narkotyki i zajmują się dystrybucją skonfiskowanego
majątku...? To nazbyt możliwe. Jednak nawet w najbardziej sprawiedliwym
środowisku, w najczystszej społeczności, ktoś może się pomylić. Nic, ludzka
rzecz - powie ktoś. Jasne, ale nie jeśli stawką jest czyjeś życie! A przecież
errare humanum est... I to jest pierwszy argument przeciwko karze śmierci.
"Po piąte - nie zabijaj", "Nadstaw drugi policzek..." etc. Znajome? Tak, to ta
niepozorna książeczka, którą pan w czerni dał przed bierzmowaniem. I chociaż
Biblia w wielu miejscach sama sobie zaprzecza, to jednak stoi w niej jak pewne
zwierze w zagrodzie - NIE zabijaj. Czy ważny jest powód? Gdyby był, to by go
podali, jak mawiają kelnerzy. Więc, katolicy będący za "uśmiertelnianiem" - do
spowiedzi! I proszę się nie wykręcać, że gdzieś jest napisane, małym druczkiem i
w co piątej linijce, że mordercę zabić można. Dla prostego "dowiarka" (to coś
jak "niedowiarek", ale na odwrót) zrozumiała jest jedna z dziesięciu zasad. Tak,
ta wspomniana wyżej. Proszę Wysoki Sąd (czyli Was, czytelnicy) o odnotowanie
tego jako argument drugi.
Punkt trzeci. Karę śmierci wprowadzono. Świetnie się sprawdza, każdy
zainteresowany umiera i nie wstaje (widocznie tak fajnie na drugim świecie).
Mordercy wciąż są, ale w mniejszej ilości. Każdy złapany jest pokazywany w
telewizji jako ostrzeżenie dla innych, skazanych zabija się w obecności rodziny
ofiary, rodzice morderców popełniają samobójstwa, ptaszki ćwierkają, rosną ceny
paliw.
Niemal wszyscy piszą, żeby postawić się na miejscu osoby bliskiej ofierze.
Owszem dobrze, ale wy powiedzcie, co czują ludzie, którzy wychowywali "to
bezduszne coś"? Stawiałbym na to, że nie mają dobrego humoru, kiedy ich dziecko
ginie, nawet jeśli było tym "czymś". Ja rozumiem, polska filozofia - rób
drugiemu co tobie niemiłe, i to dwa razy, ale to raczej jest chybiony pogląd.
Zatem, Wysoki Sądzie, oto argument trzeci - proszę wziąć pod uwagę dobro rodziny
skazanego, nie tylko ofiary. Nie bądźmy egoistami...
Rzecz kolejna. Jeśliby wykonywano karę śmierci, kto miałby taką władzę, aby
zatwierdzić wyrok? Moim zdaniem nie "zwykły" sędzia - ileż to razy słyszało się
o przekupstwach czy innych "ciekawych" odskoczniach całego wymiaru
sprawiedliwości. W związku z tym wszystko musiałoby iść do osób postawionych
najwyżej i, co za tym idzie, najbardziej godnych zaufania. Ale czy takie osoby
miałyby czas na zajmowanie się wszystkimi przypadkami; na poznawanie sprawy od
podszewki? Przecież odebranie komuś życia musiałoby być poprzedzone dokładnym
śledztwem, nie pozostawiając żadnych wątpliwości co do winy oskarżonego. Ten
akapit traktuję jako argument czwarty, jednak nie mniej ważny niż poprzednie.
Oto były dowody na to, że kara śmierci jest błędem. Mało? Mógłbym więcej -
kwestia moralności, wyboru kata (kto chciałby nim być?) i sposobu wykonania
wyroku, wiarygodność sędziego (nawet najwyższego) i niepodważalność dowodów
świadczącym przeciw oskarżonemu, sposób wykonania tej kary... ktoś coś dorzuci?
Jestem świadom, że Pasibrzuch przedstawił imponującą kolekcję faktów
przemawiających za przywróceniem najwyższego wymiaru kary, ale ilość nie idzie w
parze ze znaczeniem. Mógłbym np. przedstawić multum dowodów na słuszność
zamordowania królowej Anglii (kiedyś przeszła przez jezdnię na czerwonym,
puściła bąka w towarzystwie itp.), ale czy ktoś uzna je za wystarczająco ważne?
Faktem jednak jest, że mordercę ukarać trzeba. Jak? Proponowałbym odosobnienie
od świata (ale kompletna izolacja, a nie jakieś więzienia, w których jest jak na
imprezie i w których można urządzać protesty co do jakości warunków),
ewentualnie jakieś techniki psychologiczne. Możliwości jest wiele, więc po co z
miejsca zabijać? Bo można i jest to usprawiedliwione? Nieeee....to nie dla mnie.
military