Nie regulujcie odbiorników! Tu wolny głos naszego kraju! Nie można nas namierzyć, ani powstrzymać!
Kredyty...
Ostatnio w telewizji słyszałem dyskusję na temat, braku chętnych na kredyty. Głównie chodziło o młodzież, która nie chce brać kredytów na założenia własnych firm.
Przypatrzmy się całej sprawie.
Mam w tej chwili 19 lat, idę na studia. Będę studiował informatykę. W przyszłości, chcę założyć własną firmę - taki portal Internetowy. Action Mag jest komputerowym magazynem, więc do jego czytania jest Wam potrzebny komputer. Sami więc doskonale zdajecie sobie sprawę ile kosztuje dobrej klasy sprzęt komputerowy. Pomyślcie sobie, skoro jeden komputer tyle Was kosztował, to ile kosztowałoby wyposażenia firmy, obsługującej portal? Ja sobie liczyłem, tak luźno. I powiem Wam, że wyszło mi - tak luźno - jakieś 200000 zł. Słownie dwieście tysięcy złotych lub jak kto woli dwa miliardy starych złotych. Sami rozumiecie, wynajęcie lokalu, sprzęt komputerowy, wreszcie pensje dla pracowników na kilka miesięcy, bo przecież firma nie zacznie przynosić zysków od zaraz. Pytanie brzmi: skąd taki Eryk ma wytrzasnąć dwieście patyków? Rząd odpowiada na to pytanie: niech weźmie kredyt. OK. Zadam pytanie. Jaki bank udzieli Erykowi kredyty, skoro Eryk nie pracuje, jego rodzice zarabiają tyle, że mają nawet problem z zakupem pralki na raty i Eryk nie ma żadnego poręczenia?
Ale cud się zdarzył i Eryk dostaje kredyt i zdarzył się jeszcze jeden cud, kredyt jest nieoprocentowany. To znaczy, że pożyczam dwieście patyków i oddaję tyle samo. Niemniej jednak w dzisiejszych czasach firmy upadają równie szybko, co powstają - zbyt duże podatki, dziwne przepisy, cholera wie, co jeszcze. I taki Eryk po dwóch miesiącach, dobra będę łaskawy, po trzech miesiącach działalności ogłasza bankructwo. I co się dzieje z takim Erykiem?
Eryk skoczy chyba z mostu, bo wymarzona firma, którą założył zbankrutowała, a w dodatku Eryk jest do tyłu o 200000 złotych.
Kolejne pytanie. Skąd taki Eryk, który jest w tej chwili żebrakiem, ma wziąć 200000 na spłatę kredytu?
I to jest właśnie odpowiedź na pytanie rządu. Młodzież nie bierze kredytów, bo po pierwsze nikt im ich nie udzieli, a po drugie nie będą ich mieli za co spłacić!
I nic tu nie pomoże niskie stopy oprocentowania kredytów, gdyż ryzyko wzięcia tak dużego kredytu, spotęgowane przez to, że do prowadzenia firmy na polskim rynku nie ma warunków, powoduje, że ja takiego kredytu za cholerę nie wezmę! Choćby mi go bez oprocentowania dawali, bo nie będę miał go z czego spłacić. Jedynym wyjściem z takiej sytuacji jest stworzenie warunków do prowadzenia firmy!
I niech nikt łaskawie nie mówi, że można zacząć skromnie. Bo jest to bzdurą. To nie są stany, tu nie ma od pucybuta do milionera, bo nie ma na to warunków - zła polityka rządowa. Dzisiaj skromnie to można się po tyłku podrapać, a nie zaczynać firmę. Małą firmę po kilku miesiącach wchłonie dużo większa, która ma praktycznie monopol na rynku i już po sprawie.
O tym, że trzeba mieć mocne nerwy i nadzieję na sukces przy wzięciu kredytu pisał przewodniczący KOZRP.
GOD SAVE THE QUEEN and ludzi, którzy wzięli kredyty.
PS. Ale ja i tak kiedyś założę taką firmę:)