Nie regulujcie odbiorników! Tu wolny głos naszego kraju! Nie można nas namierzyć, ani powstrzymać!
Kołodko i sprawność umysłowa Polaków
Witam, witam wszystkich na kolejnej pogadance politycznej. Ja rozumiem, że niektórych z Was polityka nie interesuje, ale jak trzeba, to trzeba. Co trzeba? A trzeba Was uświadamiać, bo potem będziecie niezorientowani politycznie i przez przypadek na Samoobronę zagłosujecie! Ale nie o Lepperze będzie dziś mowa. Więc o czym? Pokażę Wam jak bardzo Polskie społeczeństwo jest upośledzone umysłowo! Ja wiem, że nieładnie się tak wyrażać o rodakach, ale jak słyszę takie pierdoły, to aż mi się żyć odechciewa.
W numerze trzydziestym tygodnika Wprost znalazłem pewną ankietę. Były tam dwa pytania. Oba dotyczyły pewnego punktu, "super" plany naszego świeżo upieczonego (chociaż, gdy Wy to czytacie jest już stary i czerstwy) wicepremiera, ministra finansów Grzegorza Kołodki. A co on takiego wymyślił? Wymyślił coś strasznie głupiego. I bynajmniej nie chodzi tu o nieśmiertelne zwalczanie bezrobocia, ale o coś innego, choć mającego z bezrobociem bezpośredni związek.
Pan Kołodko zapragnął znaleźć sposób na bankructwa firm. Doszedł on do wniosku, że skoro firmy bankrutują z powodu braku pieniędzy (zadziwiająca logika, nieprawdaż?), to trzeba im te pieniądze dać. Prawda, że mądre. Jakaś firma chyli się ku bankructwu, to dajmy jej troszkę kasy, żeby sobie jeszcze troszkę podziałała. Och jak fajnie! Cóż za genialny pomysł. Ale zostawmy na chwilkę durnotę tego pomysłu, a zajmijmy się reakcją publiczności...
Wprost zlecił Instytutowi Badania Opinii i Rynku "Pentor" przeprowadzić sondaż. Pentor przebadał ośmiuset osobową, reprezentatywną grupę dorosłych Polaków i zadał im dwa pytania...
Pytanie pierwsze:
Czy wielkie przedsiębiorstwa, którym grozi bankructwo, powinny otrzymać dotację z budżetu państwa?
Wydawać by się mogło, że Polskie społeczeństwo nauczone tym, że w kapitalizmie za wszystko się płaci dojdzie do wniosku, że koszty takiego przedsięwzięcia spadną na to właśnie społeczeństwo. Z tego wynika, że każdy myślący człowiek powinien powiedzieć NIE. A tymczasem aż 72 procent ankietowanych twierdzi, że TAK! Nie mówię wcale, że cały pomysł jest głęboko poroniony, gdyż w kapitalistycznym państwie prywatne firmy nie powinny być dotowane z budżetu państwa, a firm państwowych nie powinno być wcale. Zresztą, po kiego grzyba utrzymywać molocha na glinianych nogach, który już dawno powinien stracić płynność finansową i ogłosić bankructwo. Ale zastanówmy się. Skoro przedsiębiorstwo bankrutuje to oznacza, że coś z nim jest nie tak (nie ma zainteresowania usługą/produktem; prezesi marnotrawią pieniądze). Rząd zamiast pozwolić, aby niedochodowa firma zbankrutowała, a na jej miejsce powstała nowa (ale do tego są oczywiście potrzebne mniejsze podatki - to taki detal), chce dotować taką firmę, aby prezesi nadal mogli marnotrawić pieniądze, a wszystko w imię tego, żeby ludzie nie stracili pracy.
Aż 72% społeczeństwa, pamiętając czasy "kochanego" socjalizmu, kiedy państwo opiekowało się zakładem i jego pracownikami twierdzi, pamiętając czasy, kiedy wszyscy mieli pracę, że powinniśmy wrócić do takich praktyk - tyle, że wszyscy nie mogą mieć pracy, bo Ci, którzy pracują w zakładach rentownych (a były takie?) utrzymywali tych, którzy pracowali w zakładach nierentownych. To nie jest kapitalizm moi drodzy, to jest zwykły socjalizm - utrzymywanie firmy, która nie przynosi zysków tylko po to, żeby wszyscy mieli pracę. Ale jakim prawem ja mam płacić za to, żeby ktoś inny mógł pracować? Przecież oczywistym jest, że to ja i inni Polacy poniesiemy koszty takiej zabawy. I tu wychodzi na wierzch jeszcze większa durnota Polaków. Pojawia się pytanie drugie.
Pytanie drugie:
Czy zaakceptowałbyś podwyższenie podatków, gdyby dzięki temu państwo mogło dotować zagrożone bankructwem firmy?
I co na to ankietowani? Skoro aż 72 procent opowiada się za dotowaniem, to te same 72 procent powinny się zgodzić na podwyższenie podatków - to jest logika! A jak jest naprawdę? Całe 70 (chociaż właściwie 50 procent, gdyż procent 20 procent ankietowanych było przeciwnych dotowaniu firmy) odpowiada, że NIE. Ja się zapytam, w jakim my kraju żyjemy? W budżecie mamy dziurę, która będąc optymistycznie (bardzo) nastawionym sięga 40 miliardów złotych (w telewizji mówią coś o 30), a nie optymistycznie aż 90 miliardów! Zadam drugie pytanie. Czy przy takim gospodarowaniu pieniędzmi, przy dziurze 40-90 miliardów złotych możliwe jest dotowanie bankrutujących firm bez sięgania do naszych kieszeni? Oczywiście, że nie jest to możliwe! Jeżeli państwo chce prowadzić gospodarkę socjalistyczną, to ktoś musi za to zapłacić! A tymi ktosiami jesteśmy my. Zapytam jeszcze o coś. Jak bardzo trzeba być upośledzonym umysłowo, żeby tego nie rozumieć? Odpowiedź jest prosta - bardzo!
Równie upośledzony jest co czwarty ankietowany. Bo aż 25 procent godzi się na płacenie wyższych podatków, żeby tylko utrzymać to, co już dawno powinno zbankrutować! Wychodzi na to, że 25 procent Polaków marzy o socjalizmie, skoro chce z własnych kieszeni utrzymywać czyjeś posady. Aż dziw bierze, że można być tak głupim bądź bogatym - skoro ich stać.
Prawidłowe odpowiedzi na pytania powinny być takie:
Na pierwsze - NIE, bo żyjemy podobno w kapitalistycznym państwie, a to nie są kapitalistyczne sposoby prowadzenia gospodarki.
Na drugie - Zdecydowanie NIE, bo nie mam zamiaru z własnej kieszeni utrzymywać upadającej firmy. Zresztą podatki są już i tak za duże i powinniście je obniżyć, wtedy bezrobocie spadnie, a firmy nie będą tak często bankrutować!
W sumie proste nie? Mam nadzieję, że czytelnicy odpowiedzieli na te pytania w jedyny poprawny sposób:).
Pisał przewodniczący KOZRP
GOD SAVE THE QUEEN!
PS. A to tak, bo mi się nudzi:)
PS.2. W pewnym momencie pisałem o Stoczni Szczecińskiej. Jak ktoś wie, gdzie to niech pisze. W nagrodę słowa uznania od autora:)