Nagroda im. Darwina
czyli o Pasibrzuchowej konsekwencji
Mam nadzieję, że słyszeliście o czymś takim? Przyznaje się taką nagrodę (pośmiertnie) takim osobnikom, którym zdarzyło się skrócić sobie życie w wyjątkowo głupi sposób. Nazwę swą wzięła natomiast ta nagroda stąd, że osobnicy owi przyczynili się do usprawnienia procesu ewolucji, uwalniając gatunek ludzki od swoich genów (aby w ten sposób nie rodzili się już więcej tacy "mądrzy"). Wcale się nie dziwię, że ktoś wpadł na taki pomysł. Oto jednym z laureatów jest np. gość, który założył się z kumplami, że odetnie sobie głowę piłą łańcuchową i wygrał ten zakład (!). Inny koleś zamontował sobie na samochodzie silnik odrzutowy, "pożyczony" z samolotu... W porównaniu nawet najgorsi autorzy artów (np. taki Paszczaq) są arcymądrymi filozofami... :-).
Po co o tym wszystkim wspominam? Jeśli ktoś mnie trochę zna, to pewnie sobie myśli, że jest to wstęp do uczynienia komuś jakiejś wielkiej złośliwości. I rzeczywiście. Obiektem owej złośliwości będzie Pasibrzuch - znowu. Cóż, nic nie mogę poradzić, że gościo sam się o to prosi. Jak nietrudno się domyślić, jemu to właśnie najchętniej przyznałbym wyżej wymienioną nagrodę, tyle że drań wciąż jeszcze żyje :-). Ale nic to, jak przeczyta mój tekst, niechybnie padnie trupem z wrażenia :-). Dobra, żarty na bok, w końcu ewolucja (a o niej właśnie będziemy prawić) to Bardzo Poważny Temat.
Właściwie to miałem się nie odzywać na temat ewolucji - co mnie tam obchodzą takie naukowe rozprawy. Niestety, nie mogę się pochwalić tak zaawansowaną wiedzą, jak większość osób biorących udział w dyskusji o ewolucji :-). Ale w końcu - kto z szacownego grona dyskutantów w AM może się pochwalić jakimkolwiek tytułem naukowym w dziedzinie biologii (albo jakiejkolwiek innej dziedzinie, zresztą)?. A wymądrzać to się każdy lubi. No więc ja też czuję się tym samym upoważniony do tej dyskusji :-).
Co prawda, w AM #25 niejaki Jabba wyjeżdża z bardzo fachowo brzmiącymi rozważaniami (pewnie przepisanych żywcem z jakiejś większej książki), z których ja, na biologii niewiele się znający, mało raczej rozumiem. Jednak ewolucja jest moim zdaniem rzeczą tak oczywistą, że każdy człowiek powinien dostrzegać dowody na jej prawdziwość.
Pasibrzuch w ewolucję za bardzo nie wierzy. Twierdzi, że teoria ta ma braki. Tutaj z miejsca pozwolę sobie na małą dygresję. Oto bowiem Pasibrzuch wierzy np. w Boga. Natomiast teoria, zakładająca istnienie Boga również nie jest przecież taka idealna. Jeśli Pasibrzuch zechce poznać szczegóły, niech tylko da mi znać - wytłumaczę chętnie. Teraz rozmawiamy o czym innym, a o wierze w Boga wspomniałem tylko po to, żeby pokazać, że jeśli jakaś teoria zawiera pewne drobne nieścisłości, to jeszcze nie powód, żeby ją całkiem odrzucać. Wyznaję bowiem zasadę, że zawsze powinno się przyjmować najlepszą z istniejących hipotez, jeśli już nie ma idealnej. A że na razie nic lepszego od teorii ewolucji nie sformułowano...
Pasibrzuch nie jest zbyt konsekwentny. Jeszcze jakiś czas temu nazywał koncepcję Darwina "poronionym pomysłem", aż tu nagle minęło kilka miesięcy, przez które zapewne zdążył zapoznać się z argumentami przeciwko swojemu kreacjonizmowi i nieco spuścił z tonu. Teraz jego stanowisko jest trochę ostrożniejsze. Twierdzi:
"Sam poglądów na ewolucję nie mam konkretnie wyrobionych. Zawsze w nią wierzyłem i myślę, że w pewnej mierze wierzę w nią nadal. Doskonale rozumiem, że ewolucja może być genialnym boskim narzędziem stworzenia i zawsze do takiej koncepcji się przychylałem"
Jeszcze dalej w swoim tekście "Śpij spokojnie, Darwinie" stwierdza wprost:
"Raz jeszcze podkreślam, że zawsze twierdziłem, iż Bóg stworzył świat przez ewolucję"
Lubię uczciwych ludzi, a tymczasem Pasibrzuch ma widać zadatki na polityka: nieustannie zmienia poglądy na takie, jakie ma akurat większość :-). Jeszcze trochę i będzie otwarcie zaprzeczał, że kiedykolwiek mówił coś o stworzeniu świata przez Boga. Chyba, że pozostały mu jeszcze jakieś resztki honoru.
Moim skromnym zdankiem trzeba być wyjątkowym naiwniakiem, żeby wierzyć w coś tak naciąganego, że świat powstał ot tak sobie, w jednej chwili. Zresztą istnieje cała masa dowodów - i są to dowody znacznie bardziej przekonywujące niż te, które rzekomo mają świadczyć przeciw ewolucji - oto jeden z najlepszych (autorstwa Prof. Ogóra$a):
"Jeśli już założyć, że Bóg któregoś pięknego dnia uznał za stosowne stworzyć życie na ziemi, dlaczego nie miałby przy okazji stworzyć również dinozaurów? A że nie dożyły do dzisiaj - cóż, ich sprawa. Pretensje kierować na adres meteoryt10km@zatokameksykanska.com**. Cały problem w tym, że jeśli tak było, obok skamieniałych szczątków dinozaurów tudzież innych stworzeń powinniśmy znajdować szkielety żyraf, niedźwiedzi, panter, słoni itp. Dlaczego ich zatem nie znajdujemy?"
Dowód ten dobitnie świadczy o tym, że ewolucja jest faktem - natomiast mój własny argument, odrzucający w mroki wątpliwości :-) teorię o stworzeniu świata boską ręką, jest dużo prostszy. Oto bowiem aktualny pogląd Pasibrzucha (AM #27) mówi o tym, że Bóg stworzył świat w drodze ewolucji. Taki niby-kompromis, jednak raczej nieuzasadniony, gdyż po co niby Bóg miałby się bawić w ewolucję? Mógł przecież stworzyć wszystkie możliwe gatunki w jednej chwili. Powiem wręcz, że ewolucja stawiałaby pod znakiem zapytania boską wszechmoc - wyglądałoby to tak, jakby Bóg nie potrafił stworzyć od razu za pierwszym razem istot idealnych...
Wątpliwości Pasibrzucha, dotyczące ewolucji, a przynajmniej te, które zechciał nam on przedstawić, są dosyć naciągane. Oto nagle zostajemy uraczeni przykładem jakiegoś tam "Lampsilis ventricosa" (konia z rzędem temu, kto o czymś takim słyszał), który to stwór ma być ewidentnym zaprzeczeniem ewolucji. Pasibrzuchowi nie mieści się w głowie, jakim niby cudem miałoby powstać w procesie ewolucji coś takiego, jak ta niby-rybka, która ma być sprzętem umożliwiającym wyżej wspomnianemu gatunkowi rozmnażanie:
"Przecież ten wyrostek w kształcie ryby nie mógł od razu wyglądać jak ryba. Jak to możliwe więc, aby ewolucja tego małża inwestowała w niby-rybkę, rozwijała ją? Przecież wcześniej, nim zaczęło toto wyglądać jak rybka, nie stanowiło żadnej wartości dla małża a mogło wręcz przeszkadzać!"
Zgadza się, tak też pewnie właśnie było. Nie mogę tego potwierdzić na 100%, ponieważ, jak już wspomniałem, o tych twoich dziwnych stworkach słyszę po raz pierwszy, jednak przyroda pełna jest różnych takich "bezużytecznych" organów u najróżniejszych gatunków. Weźmy takiego choćby tyranozaura. Na pewno wiesz, jak wyglądał i przypominasz sobie te jego śmieszne przednie łapy - naukowcy twierdzą, że były one kompletnie nieprzydatne (nie sięgały nawet do pyska). Rozwiązanie jest proste - u tyranozaurów kończyny przednie zanikały. Gdyby 65 milionów lat temu w naszą piękną planetkę nie pierdolnął meteoryt (czy co tam było), zagadka rozwiązałaby się do końca (chociaż kto wie, czy żyłoby się wtedy tak pięknie, z dinozaurami zaglądającymi do okien wieżowców :-)).
W każdym razie, mamy jeden przykład, a żeby nie szukać aż tak daleko (w końcu taki Pasibrzuch to może i w dinozaury nie wierzyć :-)), weźmy przykład człowieka. Po cholerę komu taki wyrostek robaczkowy? Czasami nawet przeszkadza i trzeba go usuwać operacyjnie. Tymczasem nie da się ukryć, że nosimy takie coś w sobie i pewnie jeszcze jakiś czas nosić będziemy. Ale Pasibrzucha to widać nie przekonuje:
"Dlaczego przez miliony lat ewolucja wykształcała mozolnie tą niby-rybkę skoro przez długi czas przed przyjęciem dzisiejszych kształtów była ona bezużyteczna?!"
Równie dobrze można by spytać, czemu jedne zwierzęta mają bardziej rozwinięty mózg, a inne słabiej lub wręcz wcale. Przecież nie jest on niezbędny do podstawowych czynności życiowych. Poza tym, jeśli wierzyć naukowcom, również i my nie wykorzystujemy możliwości tego szacownego organu do końca, a nawet nie w połowie (niektórzy nawet nie w 1%, ale mniejsza o to :-)). Czyż nie jest to dowód na to, że kiedyś powstaną bardziej od nas zaawansowane formy życia?
No a nasze przepiękne owłosienie? Też do niczego nam się nie przydaje (to na głowie czasami do ozdoby, ale ostatnio też wychodzi z mody :-)). Za parę tysięcy (milionów?) lat będziemy więc łysi, jak łeb sześćdziesięcioletniego skina :-). O takiej kości ogonowej już nawet wspominać nie będę.
Tak więc doszliśmy do tego, że Pasibrzuch niestety znowu nie miał racji. Nie bójcie się jednak, już dostrzegł swój błąd i o swoich herezjach na temat kreacjonizmu powoli zapomina:
"To jedno z pytań kreacjonistów. To, że je zadałem - podkreślam - nie oznacza, że uważam Darwina za palanta"
Niemniej jednak w arcie "Ewolucjonizm się krzaczy" nazwałeś jego pomysły "poronionymi" i nie da się tego w żaden sposób ukryć! I nie mów, że to jakiś wredny Qń ci słowa podmienił :-). Wpadłeś. Reszta "kreacjonistów" od siedmiu boleści również. Dajmy więc na razie spokój temu wyeksploatowanemu już tematowi i zakopmy topór wojenny - do następnego niemądrego arta, który na pewno kiedyś popełnisz. Czego ci zresztą szczerze życzę, gdyż lubię się z ciebie nabijać :-).
Kompletnie Przeewoluowany Człekokształtny
pewien.gosc@wp.pl
PS. To co, może zaczniemy teraz polemikę pt. "Czy Ziemia jest okrągła?"