Odgłos kroków, kroków kogoś biegnącego z mną.
Zbliżał się. Słyszałem już jego oddech..
- Fajna koszulka - dobiegło mnie zza pleców.
Po chwili zobaczyłem mijającego mnie chłopaka
chyba nieco starszego ode mnie. Biegł powoli, równym
krokiem.
-Dzięki - odpowiedziałem trochę niepewnie z
odrobiną wesołości w głosie.
To on. Już któryś raz z kolei go tu spotykam.
Widać lubi te leśne ścieżki tak samo jak ja.
Środek lata, ciepły wieczór, zaciszny lasek,
świeże mazurskie powietrze - lepszych warunków
do biegania nie można sobie wymarzyć -myślałem
patrząc jak znika za zakrętem.
Kręta leśna droga, przebłyski zachodzącego słońca,
ślimak, który postanowił przeprawić się na
drugą stronę, trochę błota pod stopami. Słychać
śmiechy, chyba dźwięki rozmowy. Jestem już
blisko.Jezioro. Ciemnozielona woda.
Zachodzące słońce odbijające się w
ciemnozielonej wodzie. Na niebie kilka cirrusów.
Niebo i las odbite w ciemnozielonej wodzie. Nad
brzegiem na małej polance kilku ludzi, parę
namiotów, parę samochodów. Pala ognisko,
popijają piwo, wesoło rozmawiają, korzystają
z lata.
Skierowałem się w stronę wnęki w nadbrzeżnych
trzcinach. Przysiadłem nad wodą. Po drugiej
stronie jeziora było moje miasteczko. Nad
kilkoma widocznymi domkami górował zamek. Zamek
odbijający się w ciemnozielonej wodzie -
obrazek jak z pocztówki.
Po chwili moje ubrania leżały już złożone
obok, a ja zanurzałem stopy w toni wody. Lekki
chłód ogarniał powoli coraz wyższe partie
mojego ciała. W końcu przystanąłem, wziąłem
głęboki oddech i zanurkowałem.
Płynąłem.
Nie, nie płynąłem. Woda sama mnie niosła.
Nie, to nie woda mnie niosła, To ten nastrój,
którym wszystko było przesiąknięte. Nastrój
wieczora zagubionego między lipcem a sierpniem.
Był wszędzie. W gładkiej, niezmąconej tafli
wody, w zachodzącym słońcu, w łódce powoli
posuwającej się środkiem jeziora, w kolorze
nadbrzeżnych trzcin, w zapachu powietrza, w dźwiękach
dziewczęcego śmiechu dolatujących znad brzegu,
w idealnej temperaturze wody, w chmurach
rozwianych po niebie, w doskonale harmonizujących
ze sobą ruchach mojego ciała... dosłownie wszędzie.
Ten nastrój upajał mnie niosąc powoli w stronę
cypelka.
Cypelek.
Zwykle tu zawracam. Dlaczego? Hmmm.... Sam nie
wiem. Po prostu zawsze jest do cypelka i z
powrotem. Ale nie dziś. Dziś będzie inaczej.
Zobaczmy co się kryje za nim.
Schowana
za cypelkiem płytka zatoka. Pod niczym nie zmącona
wodą dno wysłane ciemnymi glonami. Może co
jakiś czas o świcie zjawiali się tu wędkarze.
Może od czasu do czasu zapływał tu ktoś
rowerem wodnym. Może... Mi jednak zdawało się,
że byłem pierwszym człowiekiem, który tam
dotarł. Nieśmiało zacząłem posuwać się w głąb
zatoczki rozkoszując się bardzo ciepłą wodą
płycizny i cichym cykaniem świerszczy na brzegu.
I wtedy pod wpływem impulsu... obrót na plecy i
nie słyszałem już świerszczy tylko ciche
bulgotanie wody. Zamknąłem oczy - słońce i
niebo przestały istnieć. Wziąłem głęboki
oddech .... i odpłynąłem...
Lekkość. Nieważkość.
Jakbym nie leżał w wodzie, a był zanurzony
w nicości. Otacza mnie, przenika, staję się
jej częścią, stajemy się jednością, ja
i ciemnozielona nicość.
Nie ma już słońca, ani cirrusów rozciągniętych
po niebie, ani lasu, ani szeleszczących
trzcin, ani roześmianych ludzi na brzegu.
Nie czuję falowania wody, nie słyszę jej
bulgot. Świat zewnętrzny nie istnieje. Nicość.
O niczym nie myślę. Nic mi nie potrzeba.
Niczego nie pragnę. Niczego. Pełna nirwana...
Wakacje. Środek lata. Kilka,
kilkanaście minut spędzonych w nicości. W
stanie pełnego relaksu, harmonii, równowagi
z całym światem. Myśli się o nich, czeka
się na nie, wspomina... Ciepły, szeroki ręcznik
otulający mokre ciało, krople wody spływające
po włosach na twarz, trawa pod stopami, łuna
w miejscu gdzie właśnie zaszło słońce,
zarys zamku na horyzoncie, woda ciemniejsza
niż wcześniej, cypelek, a za nim, choć
tego nie widać, płytka zatoka, która jest
już tylko wspomnieniem...
"Nighswimming deserves a quiet
night. " - śpiewałem wracając przez
miasto pogrążające się w mroku. Gromadki
ludzi snujące się po ulicach. Wesołe
spojrzenia w moją stronę. To przez to śpiewanie
czy przez kanciaty kapelusik? Sklepik na rogu
otwarty do późna. No tak - sezon turystyczny.
Kolejna osoba uśmiechnęła się do mnie.
Przyjemnie jest odwzajemnić uśmiech. Nawet bez
powodu.
"This things, they go away
replaced by everyday.
Nighswimming,
remembering that night.. "
Po chwili byłem z powrotem pod
sklepikiem na rogu. Wszedłem...
- Małą Nutellę poproszę....
#Rainman#
31
Vii - 4 Viii 2002
shappy_rainman@poczta.gazeta.pl
PS. Wspomnienia
utrwalałem zajadając się Nutellą i słuchając
"Nightswimming" R.E.M.-u. Piękna
piosenka.
|